Paradoksy rządowego pakietu dla biznesu

Pomoc dla firm i pracowników powinna być wypłacana od ręki, bez zbędnych procedur, a nie jako uznaniowa decyzja urzędnika – apelują eksperci i przedsiębiorcy.

Aktualizacja: 25.03.2020 04:59 Publikacja: 24.03.2020 20:00

Restauracje jako pierwsze odczuły skutki epidemii. Eksperci alarmują, że procedury są zbyt skompliko

Restauracje jako pierwsze odczuły skutki epidemii. Eksperci alarmują, że procedury są zbyt skomplikowane i czasochłonne, a tego typu zagrożone firmy trzeba ratować natychmiast

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

Pakiet ustaw antykryzysowych wciąż jest tworzony i wciąż się zmienia, jednak pierwsze projekty, które trafiły do konsultacji społecznych, budzą rozczarowanie. I to nie tylko pod względem skali pomocy dla gospodarki, ale też pod względem przeregulowania przepisów.

– Cała biurokracja i urzędnicze procedury składania i rozpatrywania wniosków muszą zniknąć – apeluje Łukasz Bernatowicz, wiceprezes Business Centre Club. – W obecnej nadzwyczajnej sytuacji potrzebne nam są jak najprostsze rozwiązania, szerokie otwarcie śluzy z pomocą, tak by jak najszybciej trafiła do wszystkich potrzebujących. Trzeba ratować firmy i rynek pracy natychmiast, bo za miesiąc–dwa nie będzie już czego ratować – podkreśla Bernatowicz.

Ostatni przegrywa

Tymczasem, jak analizują eksperci, w pakiecie antykryzysowym na razie aż roi się od paradoksalnych utrudnień i obostrzeń. – Wedle zapisów w projekcie pomoc w okresie wprowadzonego przez pracodawcę przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy, udzielana z Funduszy Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, ma być wypłacana według kolejności składania wniosków aż do wyczerpania środków – wskazuje Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP.

Czytaj także: Za tą tarczą się nie schowamy

– FGŚP to 800 mln zł, co starczy dla jakichś 150 tys. pracowników, choć zagrożonych jest od 3 do nawet 4,8 mln miejsc pracy w Polsce – wytyka Grzegorz Baczewski, wiceprezes Konfederacji Lewiatan. – Sam pomysł, że kto pierwszy ten lepszy, to dosyć ryzykowna konstrukcja, grozi „zatkaniem" maszyny urzędniczej. W projektach jest też mglista obietnica, że w razie czego można będzie wykorzystać środki z Funduszu Pracy, ale to może oznaczać konieczność uruchamiania całej procedury od nowa, czyli wydłużenia wszystkiego o kolejne tygodnie – przekonuje.

I dodaje, że procedury są dosyć skomplikowane i czasochłonne, a dla różnych rodzajów firm przewidziano bardzo różne ścieżki. Przykładowo firmy większe, takie, które ogłaszają przestój lub ograniczają czas pracy, będą mogły ubiegać się o dopłaty do wynagrodzeń pracowników w wojewódzkich urzędach pracy, mniejsze firmy – w powiatowych urzędach pracy, a samozatrudnieni i osoby na umowach zlecenia (chodzi tu o bezpośrednią pomoc dla danych osób, a nie dla pracowników) – w ZUS.

Może, ale nie musi

Jeszcze gorzej, że wedle zapisów ustawy instytucje te (w większości przypadków) mogą przyznać pomoc zainteresowanym – ale nie muszą. A to znaczy, że wszystkie wnioski będę oglądane pod kątem spełnienia kryteriów formalnych, rozpatrywane i ostatecznie akceptowane lub nie przez urzędnika.

– Jak czytamy w ustawie, ZUS ma np. wypłacać świadczenie postojowe w terminie nie dłuższym niż 30 dni od dnia wyjaśnienia ostatniej okoliczności niezbędnej do jego przyznania. Podobnie jest w przypadku wojewódzkich urzędów pracy. To oznacza, że wypłata może potrwać tygodniami. Dostajemy system zbiurokratyzowany, uznaniowy, zamiast gwarancji pomocy i zmniejszenia niepewności. Firmy jeszcze w większym stopniu nie będę wiedziały, co robić – zaznacza Baczewski.

Firmy też proszą

Apele w sprawie ustaw antykryzysowych kierują nie tylko organizacje biznesowe, ale też sami przedsiębiorcy. We wtorkowym dramatycznym liście firma Wójcik Meble postuluje m.in., by państwo wzięło na siebie wypłatę zasiłków i składek ZUS (do wysokości co najmniej płacy minimalnej), dla wszystkich pracowników tych firm, które muszą dokonać przymusowego przestoju. Do tego oczekuje, że pomoc dla firm nie będzie różnicowana ze względu na ich wielkość i nie będzie łączona z wcześniej otrzymaną pomocą de minimis, a wszystkie rozwiązania wprowadzane będą automatycznie bez konieczności długiego procedowania oraz będą dotyczyły wszystkich, z wyłączeniem uznaniowości.

Weryfikacja po epidemii

– Do tego wszystkiego trzeba pamiętać, że urzędy i instytucje publiczne są w praktyce zamknięte, działają tylko online. Pomoc będzie więc wielkim testem dla e-administracji, ale nie wiemy, jak to zadziała – mówi Pączka.

– Dlatego apelujemy o maksymalne rozszerzenie pomocy, zniesienie składek ZUS i podatków dla wybranych branż, najbardziej dotkniętych kryzysem, oraz uproszczenie wszelkich procedur – dodaje Bernatowicz. – Powinno być tak jak w 500+, czyli firma składa wniosek na własną odpowiedzialność, określając, że spełnia kryteria do ubieganie się o pomoc. Na weryfikację tych wniosków, czyli weryfikację, czy ktoś przypadkiem nie wyłudza pomocy, przyjdzie czas po epidemii – zaznacza Bernatowicz.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Do projektu tzw. tarczy antykryzysowej złożyliśmy wiele uwag, które – mam nadzieję – zostaną uwzględnione i dzięki którym pakiet pomocowy zadziała w praktyce. Najważniejsze postulaty to szybkie wejście w życie chociażby podstawowych rozwiązań pomocowych, bo firmy na to czekają, zagwarantowanie dostępności pomocy dla wszystkich potrzebujących oraz maksymalne uproszczenie procedur. Firmy muszą mieć pewność, że otrzymają należne im wsparcie, nie mogą czekać, czy ktoś podejmie decyzję na tak lub nie. Tylko przy takiej pewności można uniknąć radykalnych kroków, takich jak zwolnienia pracowników czy ogłaszanie upadłości, nad czym niektórzy już się zastanawiają.

Pakiet ustaw antykryzysowych wciąż jest tworzony i wciąż się zmienia, jednak pierwsze projekty, które trafiły do konsultacji społecznych, budzą rozczarowanie. I to nie tylko pod względem skali pomocy dla gospodarki, ale też pod względem przeregulowania przepisów.

– Cała biurokracja i urzędnicze procedury składania i rozpatrywania wniosków muszą zniknąć – apeluje Łukasz Bernatowicz, wiceprezes Business Centre Club. – W obecnej nadzwyczajnej sytuacji potrzebne nam są jak najprostsze rozwiązania, szerokie otwarcie śluzy z pomocą, tak by jak najszybciej trafiła do wszystkich potrzebujących. Trzeba ratować firmy i rynek pracy natychmiast, bo za miesiąc–dwa nie będzie już czego ratować – podkreśla Bernatowicz.

Pozostało 87% artykułu
Biznes
Japończycy kontra turyści. Ceny w restauracjach różne dla miejscowych i gości
Biznes
Wymiany aktywami nie będzie. Bruksela zabrania transakcji z Rosjanami
Biznes
Bernard Arnault stracił w 2024 r. więcej niż jakikolwiek miliarder
Biznes
Światłowodowe zyski Orange Polska dzielą analityków. Co planuje telekom?
Materiał Promocyjny
Mity i fakty – Samochody elektryczne nie są ekologiczne
Biznes
Subskrypcje i cyfryzacja wśród głównych trendów. Które firmy na tym zyskają?