Minister gospodarki Aleksiej Ulukajew przyznał, że jeżeli Europa ma potrzebę zmniejszenia ryzyka tranzytu gazu to Rosja zbuduje Gazociąg Południowy. Jeżeli natomiast takiej potrzeby nie ma, to gazociągu można nie budować - podała agencja TASS.

Minister wyjaśnił, że projekt South Stream - gazociągu omijającego Ukrainę, ma na celu zmniejszenie ryzyka kłopotów tranzytowych oraz podniesienie bezpieczeństwa dostaw rosyjskiego gazu do Europy.

- Jeżeli u europejskich odbiorców jest popyt na zmniejszenie ryzyka to zbudujemy South Stream w jeżeli popytu nie ma to nie będziemy budować - zapewnił minister. I ostrzegł, że jeżeli Europa odwróci się od projektu gazociągu omijającego Ukraina, to weźmie na siebie ryzyko naruszenia gwarancji płynnych dostaw gazu.

Do tej pory rosyjskie władze, ani Gazprom nie dopuszczały możliwości rezygnacji z budowy gazociągu południowego, pomimo decyzji Komisji Europejskiej o wstrzymaniu odcinka bułgarskiego. Jednak sytuacja gospodarcza Rosji, zamknięcie koncernom dostępu do finansowania na Zachodnie w połączeniu z taniejącą ropą, zmuszają Kreml do weryfikacji planów. Gazprom ma teraz bowiem na głowie budowę gazociągu Siła Syberii do Chin. Wraz z uruchomieniem wydobycia na potrzeby chińskiego kontraktu, jest to inwestycja na ponad 55 mld dol.

Minister Ulukajew zapewnia, że decyzja w sprawie South Stream nie ma nic wspólnego z zobowiązaniami chińskimi: „Chodzi tylko o zróżnicowanie i balans dostaw. Gazu w Rosji starczy i dla Zachodu i dla Wschodu".

Gazociąg Południowy ma być największy w Europie. Jego budowa ruszyła w grudniu 2013 r. Każda z nitek (2300 km) przewidziana jest na 15,5 mld m3 gazu rocznie. Gazprom (50 proc.) z współinwestorami - włoskim Eni (20 proc.), francuskim GdF i niemieckim Wintershell (po 15 proc.) planował podwoić jego moc do 63 mld m3. Będzie to jednak zależało od popyt na rosyjski gaz w rejonie działania gazociągu (Bałkany, Włochy, Węgry).