- Ta umowa zmieni oblicze funkcjonowania polskiej armii. Filozofia funkcjonowania Sił Zbrojnych to jest współdziałanie. Wojska pancerne nie mogą dobrze funkcjonować bez rozpoznania, bez śmigłowców, to jest system naczyń połączonych – mówił podczas podpisania umowy wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. – To jest przełomowy moment – stwierdził polityk i dodał, że „Abramsy, Apache, F-35 tworzą jeden wielki organizm”.
- Polska stanie się największym użytkownikiem tych śmigłowców, poza USA, na świecie — mówił z kolei ambasador USA Mark Brzeziński.
Skorzysta przemysł
Umowa przewiduje dostawę m.in. nowoczesnych radarów, a także symulatory, pakiet logistyczny oraz amunicję. Powiązane z tym zakupem są również trzy umowy offsetowe, za które zapłacimy miliard złotych. Polskie zakłady, m.in. Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi, mają pozyskać technologię od amerykańskiego Boeinga i koncernu GE Aerospace.
Czytaj więcej
AH-64E Apache to naprawdę doskonałe statki powietrzne, które mają olbrzymie zdolności bojowe. Problem w tym, że nie potrzebujemy ich aż 96. Giganto...
Pierwsze AH-64 już w 2024 r.
Dostawy rozpoczną się w 2028 r. i mają potrwać do 2032 r., ale już w tym roku powinno do nas trafić pierwszych osiem śmigłowców AH 64D. To starsze wersje, ale na nich będą się mogli szkolić polscy piloci i — co szczególnie istotne - obsługa naziemna.
Kontrowersje wokół AH-64
Tak jak powiedział ambasador Brzeziński, Polska kupując 96 śmigłowców stanie się drugim największym użytkownikiem tych statków powietrznych na świecie. Pojawiają się jednak pytania czy to nie za dużo i czy nie wystarczyłyby nam 32 albo 64 maszyny.
Skąd liczba 96 sztuk? - Jarosław Kaczyński miał wizję utworzenia sześciu dywizji. Na każdą zakłada się 16 takich śmigłowców — mówi „Rzeczpospolitej” jeden z polityków PiS. Choć wielu ekspertów uważa, że jest to zakup przeskalowany, to jednak politycy nowego rządu go nie zmienili.