BG wystąpiła w 2001 r. o zgodę na budowę w Brindisi  na południu Włoch terminala importowego gazu o zdolności przerobu 8 mld m3. Projekt mający poparcie rządów włoskiego i brytyjskiego stał się jednak biurokratycznym koszmarem, bo przeciwko budowie wystąpili okoliczni mieszkańcy.

- Trudno sobie wyobrazić, by duża firma ponadnarodowa była blokowana przez 11 lat ze swym projektem. Są granice wszystkiego – stwierdził szef włoskiej części BG, Luca Manzella w wywiadzie dla dziennika „IL Sole 24 Ore". – Firma matka rozczarowana i zniechęcona przepychankami bez końca z włoskimi  urzędami postanowiła odstąpić od projektu  na podstawie opłacalności inwestycji – dodał.

Decyzja BG potwierdza trudności Włoch w przyciąganiu inwestycji zagranicznych, tak bardzo potrzebnych temu krajowi. Firmy muszą borykać się z rozległą i skomplikowaną biurokracją i głęboko zakorzenioną w społeczeństwie postawą „wszędzie, tylko nie na moim podwórku". Obecnie trwają protesty i starcia z policją przeciwników budowy trasy superszybkiej kolei Lyon-Turyn.

Włochy bardzo potrzebują środków finansowych na projekty infrastruktury energetycznej, bo chcą zmniejszyć zależność od gazu z Rosji. W połowie minionej dekady rząd w Rzymie poparł projekt BG, jednak miejscowi przeciwnicy terminala gazowego twierdzą, że nie będzie bezpieczny, przyczyni się do skażenia powietrza i wody, utrudni turystykę przez port w Brindisi.

A zgodnie z przepisami we Włoszech, każdy duży projekt z zakresu infrastruktury wymaga zgody miejscowych władz.

Cierpliwość BG wyczerpała się po czekaniu na ostateczne zatwierdzenie przez lokalne władze raportu o wpływie tej budowy na środowisko. Brytyjczycy wydali dotąd 250 mln euro na wstępne prace, ale mogą wrócić do projektu, jeśli zostaną rozwiązane wszystkie problemy prawne i dostana zezwolenie od urzędu ds.środowiska – wyjaśniono w BG Italia.

Włochy mają mało własnych bogactw naturalnych, muszą więc importować ponad 80 proc. potrzebnego gazu.