BGK jest operatorem rządowego Programu Inwestycji Strategicznych. Co to znaczy?

Program Inwestycji Strategicznych ma na celu pobudzenie inwestycji publicznych, szczególnie w naszych małych ojczyznach, czyli w jednostkach samorządu terytorialnego. Jest częścią Rządowego Funduszu Polski Ład i jednym z programów, które BGK realizuje na zlecenie rządu. Z jednego z nich - Krajowego Funduszu Drogowego - finansowano budowę dróg ekspresowych i autostrad, dzięki którym możemy dziś sprawnie pokonywać duże odległości. Potrzebujemy też jednak dróg lokalnych, powiatowych, gminnych. Pozwoli to mniejszym miejscowościom sprawniej przyciągać inwestorów, a ich mieszkańcom ułatwi przemieszczanie się. To jeden z przykładów inwestycji, które będą realizowane z Programu Inwestycji Strategicznych. Program ten zakłada długoletnie współdziałanie z samorządami i realizację kluczowych dla nich inwestycji.

Program jest rozpisany na jakieś konkretne lata?

Chcemy ogłaszać od dwóch do czterech naborów wniosków na inwestycje w ciągu roku. Mądrość tego programu polega na tym, że możemy uwalniać projekty inwestycyjne obserwując rynek zasobów, materiałów, a także kosztów, które mogą one generować. Chcemy, żeby było to najbardziej efektywne dystrybuowanie pieniędzy publicznych na rzecz poprawy jakości życia każdego mieszkańca naszego kraju. Nie chodzi o to, żeby ogłosić wielki program, jak ten ogłoszony w USA przez prezydenta Bidena na odbudowę infrastruktury i dróg w całym kraju, bo taki program wywołuje silny impuls inflacyjny, stymuluje zwiększanie cen przez przedsiębiorców. Chcemy nasz program dostosowywać do potrzeb i możliwości. To również ogromna szansa dla małych polskich przedsiębiorców, którzy mogą już dziś, razem z samorządami, przygotować się do realizacji inwestycji, w każdej nawet najmniejszej gminie. Wielkie inwestycje rządowe często realizują wielkie firmy zagraniczne. Inwestycje w samorządach, to szansa dla rozwoju przedsiębiorczości krajowej. Wszystko będzie się odbywać na bazie ustawy o zamówieniach publicznych.

Jaka będzie wartość Programu Inwestycji Strategicznych?

W pierwszym naborze dostaliśmy przeszło 8 tys. wniosków na łączną kwotę 93,3 mld zł. Po weryfikacji aż 4040 wniosków zostało zaakceptowanych. Ich wartość to 23,8 mld zł, które w postaci wstępnych promes trafią do samorządów po to, by te mogły ogłaszać przetargi i realizować te inwestycje. Prawie 38 proc. z blisko 3 tys. samorządów nigdy nie realizowało inwestycji, bo dysponowały bardzo skromnymi budżetami i nie było ich na nie stać. Dziś dostały szansę żeby wyremontować przedszkole, postawić szkołę, naprawić w końcu drogę. Z puli 23,8 mld zł, aż 11,3 mld zł będzie przeznaczone właśnie na drogi, bo one ciągle wymagają inwestycji. Prawie 5 mld zł pójdzie na infrastrukturę wodo-kanalizacyjną. Żyjemy w XXI w., w dumnej Unii Europejskiej, a ciągle 58 proc. domów w naszym kraju nie ma dostępu do kanalizacji sieciowej. To wielkie zaniedbanie. Warto też wspomnieć o infrastrukturze sportowej, turystycznej czy edukacyjnej, na którą wydamy prawie 4 mld zł. Łącznie 2785, czyli aż 97,5 proc. wszystkich JST ma zaakceptowany przynajmniej jeden wniosek o dofinansowanie inwestycji. Czyli niemal wszystkie będą realizowały inwestycje.

Kiedy do samorządów popłyną pierwsze pieniądze?

Program jest skonstruowany w ten sposób, że samorządy otrzymują promesę wstępną, która umożliwia rozpisanie przetargu na inwestycję, o którą występowały. Mają na to 6 miesięcy. Po przeprowadzeniu przetargu, gdy wiadomo będzie ile dana inwestycja ostatecznie będzie kosztować, samorządy otrzymają promesę inwestycyjną, która stanowi zabezpieczenie płatności po zrealizowaniu inwestycji. Oznacza to, że inwestycja jest realizowana na koszt wykonawcy. Samorządy nie będą się więc zadłużać z powodu inwestycji. To program, które zapewnia trójpoziomowe zaangażowanie rynku. Samorządy mogą zamawiać inwestycje, wykonawcy ją realizować, a sektor finansowy, który ma nadpłynność, finansować.

Skąd będą pochodziły pieniądze na realizację tych inwestycji? Wypuścicie obligacje?

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Po zrealizowaniu inwestycji, ich odebraniu, samorząd zgłosi to do nas. My wyemitujemy obligacje i przelejemy pieniądze na konto samorządu, na zapłatę dla wykonawcy. To najbardziej efektywne wydawanie pieniędzy publicznych. Nie muszą one przed inwestycją leżeć w kasach samorządów i czekać na zapłatę za rok czy dwa. To bardzo ważne.

We wrześniu BGK ogłosił nową strategię. Chcecie zostać liderem działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Jak to rozumieć?

Trzy najważniejsze filary naszej strategii na lata 2021-25, to zrównoważony rozwój, zaangażowanie społeczne oraz współpraca i biznes międzynarodowy. BGK jako bank rozwoju odgrywa szczególną rolę spoiwa sektora finansowego. Mobilizujemy we współpracy z bankami komercyjnymi i spółdzielczymi kapitał na rynku finansowym i kierujemy go na różne ważne cele. Uzupełniamy rynek, realizujemy programy gwarancji, poręczeń, dystrybuujemy fundusze unijne. BGK nie jest bankiem, który ma wyprzedzać inne banki. Mamy pomagać rozszerzać ofertę banków komercyjnych i spółdzielczych. Im bardziej ta oferta będzie ukierunkowana na zrównoważony rozwój, poprawę klimatu, czyste powietrze, tym chętniej banki te będą się kierować w naszą stronę, bo za 5 lat chcemy być liderem we wspieraniu przedsięwzięć na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Piszecie w strategii, że chcecie zwiększać swoje zaangażowanie w rozwój gospodarki o 10 proc. rocznie. Jak wysokie jest dziś to zaangażowanie?

Nasz poziom zaangażowania kredytowego na ryzyko własne to 48-50 mld zł rocznie. To jest ta wartość, którą będziemy chcieli zwiększać. Nie powinno się patrzeć na nasz bank tylko przez pryzmat udzielanych kredytów bezpośrednio czy w konsorcjach. Jesteśmy też zaangażowani w finansowanie pozabilansowe czyli z wykorzystaniem na przykład gwarancji de minimis czy z Funduszu Gwarancji Płynnościowych. Pomagają one mobilizować kapitał na rynku. Aktywa ogółem naszego banku przekroczyły już 200 mld zł. Gdy w 2016 r. przejmowałam zarządzanie tą instytucją było to 42 mld zł. To pokazuje, jak przez te lata wzrosła rola BGK. Staramy się przy tym budować kapitał społeczny oraz wrażliwość społeczną instytucji finansowych i przedsiębiorców. Chcemy, aby pamiętali, że ich inwestycje zawsze oddziałują na lokalnych mieszkańców i by brali to pod uwagę. Wychodzimy też w świat. Jeszcze 6-7 lat temu byliśmy obecni i zaangażowani z naszymi klientami w 9 krajach. Dziś jesteśmy w 75 krajach na 6 kontynentach, pomagając polskim przedsiębiorcom w ich ekspansjach na rynki zagraniczne.

W szczycie pandemii byliście wraz z Polskim Funduszem Rozwoju na pierwszej linii walki o łagodzeniem skutków pandemii dla firm. Podsumujmy jakie programy realizowaliście i ile pieniędzy na to poszło.

Pandemia oznaczała konieczność zmobilizowania się praktycznie w kilka godzin. Na pierwszej linii stanęło kilka instytucji m.in. Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Finansów, KPRM, PFR, ZUS, no i my. Wszystkie pracowały nad tym, by jak najszybciej przygotować rozwiązania pomocowe. Jednym z instrumentów, który jako BGK mieliśmy gotowy, bo nie wymagał żadnej ustawy, tylko był od razu uruchomiony , były gwarancje de minimis. Decyzją zarządu polepszyliśmy ich warunki m.in. rezygnując z prowizji. Ten program uruchomiliśmy dla małych i średnich firm już 17 marca 2020 r., tuż po wybuchu pandemii. Właśnie najmniejsze firmy najbardziej potrzebowały wtedy wsparcia, bo z dużymi firmami jest jak z tankowcem. Gdy tankowiec zaczyna hamować, to jeszcze przepływa spory kawałek, zaś mała firma jest wrażliwa na kłopoty, jak mały samolot reagujący na silniejsze podmuchy wiatru. W następnych krokach uruchamialiśmy kolejne programy i rozwiązania pomocowe. Łącznie na rynku krajowym jest ich 15. Poza tarczą finansową, którą realizował PFR, pozostałe 14 przypadło w udziale nam. Nie były to dotacje, lecz mechanizmy, które wykorzystywały gwarancje a także środki europejskie. W chwili kryzysu popytowego potrzebne były pieniądze na przetrwanie, czyli tarcza finansowa. Potem, gdy firma łapała grunt, potrzebne było wsparcie pozwalające utrzymać działalność w postaci m.in. gwarancji, zabezpieczenia pokrywania kosztów ZUSu, częściowych kosztów pracy, pożyczek dla firm. Wszystko to obsługiwał BGK. Łączna kwota w Funduszu Przeciwdziałania Covid-19 to 142 mld zł. Natomiast te 14 programów realizowanych przez nasz bank z wykorzystaniem funduszy europejskich, gwarancji płynnościowych dla dużych i średnich firm, gwarancji leasingowych i faktoringowych, także Turystyczny Fundusz Zwrotów, opiewają dziś na 115 mld zł. Tyle za naszym pośrednictwem trafiło do firm. Sięgały one po naszą pomoc aż 166 tys. razy. Udało nam się zbudować jeden z najbardziej kompleksowych systemów pomocowych w UE. Łączna pomoc, czyli 230 mld zł, które poprzez wszystkie programy trafiły do przedsiębiorców, stanowi 9 proc. naszego PKB. Spotykam się z zarzutem, że nasza pomoc była za duża. Warto pamiętać jednak, że bogate Niemcy na wsparcie swoich przedsiębiorców przeznaczyły kwoty równe 14 proc. PKB, a Włosi 18 proc. My przeznaczyliśmy mniej, ale świetnie się dziś rozwijamy, co oznacza, że to były dobrze zastosowane mechanizmy i dobrze wydane pieniądze.

Część ekonomistów zarzuca, że kierując do przedsiębiorców pomoc za pośrednictwem BGK i PFR rząd ukrył dług, wyłączył te pieniądze poza budżet państwa, sztucznie obniżając deficyt.

Nie ma tu żadnego ukrywania. Wszystkie te dane są jawne i raportowane do europejskiego urzędu statystycznego. Na poziomie Eurostatu wszystko to jest transparentnie pokazywane. Nawet po uwzględnieniu tych wydatków nasz dług publiczny praktycznie mieści się w zapisanym w Konstytucji limicie 60 proc. PKB. Daleko nam do Niemiec, gdzie jest to 100 proc., Francji i Hiszpanii, gdzie dług sięga 120-140 proc., czy Włoch, gdzie jest to 240 proc. PKB.

Pandemia się niestety nie skończyła. Możecie w razie potrzeby kontynuować programy pomocowe?

Tak. I oczywiście przy bardzo odpowiedzialnym podejściu do zarządzania pieniędzmi publicznymi.

Jednym z ubocznych skutków rządowego podejścia do walki ze skutkami pandemii jest wysoka inflacja. Wpompowanie w gospodarkę dużej ilości pieniędzy przełożyło się na wzrost cen. Tak jest nie tylko w Polsce, ale u nas jest to wyjątkowo dotkliwe. Widzi pani szansę, że w krótkim czasie uda nam się zbić nadmierną inflację?

Rzeczywiście pandemia przyczyniła się do wzrostu inflacji. Jednak nie stało się to tylko za sprawą wpompowania w gospodarkę światową dużych pieniędzy. Wszystko zaczęło się od zatrzymania aktywności, zakupów, inwestycji i produkcji na początku pandemii. Wybuch popytu, który po tym nastąpił i skumulował się w jednym czasie, spowodował mocny wzrost cen materiałów i usług. Na to nałożył się jeszcze gwałtowny wzrost cen niektórych surowców, paliw i energii. Brakuje podzespołów elektronicznych, opakowań, są kłopoty z transportem morskim. Odblokowanie tego wszystkiego, uspokojenie sytuacji, musi potrwać. Prawdopodobnie zajmie to od 3 do 6 miesięcy. Potem wszystko powinno zacząć się stabilizować, wiele tu jest jednak niepewności. Nie wiemy co dalej będzie z pandemią, jak będą się kształtować ceny ropy, gazu i węgla.

BGK wyszedł z inicjatywą 3 W - woda, wodór, węgiel. O co w tym chodzi?

Nasz cel to pokazanie trzech najważniejszych zasobów na świecie, które decydować będą o jego rozwoju. I tego, że trzeba o te zasoby dbać. Woda to źródło życia, ale też energii, a wody pitnej brakuje. Dlatego ważne są inwestycje w gospodarkę wodną, w retencję, meliorację, które pozwolą ją zatrzymać. Musimy też wykorzystywać potencjał energetyczny naszych rzek. Wodór, to paliwo przyszłości. Ważne są technologie jego wykorzystywania i magazynowania. Do tego ostatniego przydatne mogą być nowoczesne technologie węglowe. Wielkopowierzchniowe pojemniki z grafenu mogą pomóc magazynować wodór. Zaś znacznie wytrzymalsze od stali włókna węglowe mogą stanowić w przyszłości ważny budulec. Zastosowań węgla jest znacznie więcej. To m.in. medycyna, kosmetologia, oczyszczanie wody. Chcemy zainteresować tymi trzema zasobami świat nauki i biznesu, łączyć ich wysiłki w wykorzystaniu 3W.

Jesteście też zaangażowani w Fundusz Trójmorza. Co to takiego i jak postępuje jego realizacja?

BGK jest twórcą i pomysłodawcą Funduszu Trójmorza. To idea, która ma służyć rozwijaniu współpracy krajów na osi północ-południe Europy. Fundusz to wehikuł finansowy, który tę współpracę ma umożliwiać. BGK jest największym inwestorem, włożyliśmy w Fundusz 750 mln euro. Łącznie jest w nim już 10 inwestorów, a kwota, którą dysponuje to 923 mln euro. Tego typu projekty są bardzo trudne. Wymagają mnóstwa uzgodnień, uwzględniania różnych interesów. Fundusz jest przykładem dobrej współpracy ponadnarodowej. Dziś jesteśmy po trzech inwestycjach w transport, energię i infrastrukturę cyfrową. Mamy więc leasing lokomotyw na terenie Trójmorza, data center, które służyć będzie przechowywaniu danych z tego terenu i farmy fotowoltaiczne, które obejmują 4 państwa, a docelowo obejmą 6. Inwestycje muszą dotyczyć więcej niż jednego kraju, strategia Funduszu zakłada, że musi ona łączyć minimum dwa państwa albo oddziaływać na co najmniej dwa państwa. Na tym polega trudność tego funduszu. Jego okres inwestycyjny jest założony na 15 lat. Docelowa wielkość funduszu to 3 do 5 mld euro. W tej chwili pracujemy nad pozyskaniem inwestorów prywatnych, w tym amerykańskich, japońskich, koreańskich, również holenderskich, skandynawskich, kanadyjskich, a nawet australijskich.

CV

Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes zarządu BGK. Z sektorem bankowym związana od 25 lat. W latach 1994–2016 pracowała w Banku Zachodnim WBK, gdzie była m.in. członkiem zarządu. Wielokrotnie nagradzana, ostatnio uznana przez FPP za Osobowość Gospodarczą Roku 2021. Miłośniczka lotnictwa, z dyplomem mechanika osprzętu lotniczego, stara się o uzyskanie licencji pilota.