Literatura

Złowieszcze proroctwo Miłosza

Czesław Miłosz w 90. rocznicę urodzin na balkonie krakowskiego mieszkania, 2001 rok
Fotorzepa, Łukasz Trzciński ŁT Łukasz Trzciński
„Góry Parnasu”, nieznana dotychczas powieść science fiction noblisty sprzed 40 lat, brzmi jak ponura zapowiedź dzisiejszego świata - pisze Marcin Kube
Andrzej Franaszek, znawca twórczości i biograf Miłosza, uznaje powieść za utwór porzucony, podobnie jak wiele innych prozatorskich prób z  lat 60. i 70. W posłowiu Agnieszki Kosińskiej do wydanej właśnie powieści czytamy, że fragmenty tekstu Miłosz wysłał Jerzemu Giedroyciowi z myślą o przedruku w „Kulturze". Redaktor ocenił ją bardzo sceptycznie. „Góry Parnasu", mówiąc szczerze, zupełnie mi się nie podobają. To robi wrażenie nie bardzo udanej próby powieściowej, którą rzeczywiście zabawnie wprowadzasz jako nowy genre" – pisze w liście do autora w 1972 roku.
– Być może był to jeden z powodów, dla których przerwał prace nad nią – stwierdza Franaszek. Sławomir Sierakowski, z którego inicjatywy Krytyka Polityczna wydała nieznane dzieło, trafił na rękopis w zbiorach w Beinecke Library, największym archiwum prac Polaka, podczas swojego pobytu na uniwersytecie w Yale.
– Zaskoczyło mnie, że jest dość obszerny materiał, o którym nigdy nie słyszałem, a przede wszystkim, że jest przygotowany do druku przez Miłosza – wspomina. Autorska przedmowa jest intrygująca. Mimo, że „Góry Parnasu" w swojej szkicowej postaci ostatecznie powstały, to poeta tłumaczy się, dlaczego tej powieści nigdy nie dokończy i nie wyda. Ponadto pisze o wątpliwościach co do samej formy powieściowej i jej możliwościach w II połowie XX wieku. „Góry Parnasu" to rzecz zadziwiająca. Z fragmentów powieści, które dostaliśmy do lektury, wyłania się niepokojący obraz przyszłości. Rozwój ludzkości spowodował, że ludzie cierpią na nadmiar czasu i nudę. Poszukują coraz silniejszych doznań. Aparat policyjny zastąpiono genetycznym sterowaniem społeczeństwa. Komunikacja międzyludzka zanika, bo już nie ma o czym rozmawiać – życie sprowadza się do bezrefleksyjnego bytowania. Andrzej Franaszek nie uważa tej powieści za literacko spełnioną, choć dodaje, że warto po nią sięgnąć: – W gruncie rzeczy Miłosz opisuje w niej świat spełnionych proroctw Stanisława Ignacego Witkiewicza – świata, w którym ludzie wyrzekają się duszy w zamian za poczucie bezpieczeństwa i komfortu – tak autor biografii noblisty tłumaczy wizję doświadczeniami pisarza z emigracji na przełomie lat 60. i 70. – Miłosz zmagał się w Kalifornii z poczuciem obcości, choć jednocześnie uważnie śledził procesy kulturowe, ruchy obywatelskie i przemiany obyczajowe w amerykańskim społeczeństwie. Uważał też Amerykę za kraj wielkiej samotności, oddzielenia ludzi od siebie i zanikania więzi między nimi – wyjaśnia Franaszek. Nad edycją książki i posłowiem pracowała Agnieszka Kosińska, sekretarka Miłosza, w ostatnich latach życia w Krakowie. Na pytanie, czy poeta wspominał o swej fantastyczno-naukowej powieści w tamtym czasie, odpowiada: – Pracuję teraz nad książką „Miłosz w Krakowie" w oparciu o moje dzienniki i nie znalazłam w nich notatki, byśmy o niej rozmawiali – wspomina Kosińska, która współpracowała z pisarzem przez osiem lat. – Miał ambicje nie tyle być pisarzem religijnym, ile mistykiem, takim jak Swedenborg czy Oskar Miłosz. „Góry Parnasu" stawiają noblistę w nowym świetle. – O Miłoszu napisano już bardzo dużo, przede wszystkim jako poecie i słusznie, bo uważał się przede wszystkim za poetę – mówi Sławomir Sierakowski. – To jednak jego krytyka kultury zachodniej, religijność, stosunek do Rosji i kilka innych obszarów są według mnie wciąż tematami otwartymi. Wizja Miłosza, który paradoksalnie odżegnywał się od roli wieszcza i profety, okazała się wyjątkowo trafna. – Poeta pisze o ludziach, którzy mają zniewolone umysły, jednak nie przez marksizm czy komunizm, jak w Polsce w latach 40. i 50., ale przez, mówiąc najprościej, konsumpcjonizm. Traktował Kalifornię i Berkeley jako coś w rodzaju retorty zapowiadającej przyszłe procesy globalne – mówi Franaszek. Pozostałe zbiory z późniejszego okresu życia pisarza trafiły w styczniu 2013 r. do Biblioteki Narodowej w Warszawie, przekazane przez jego syna. Są tam notatki z lat 1974-2003, korespondencje, fotografie i osobista biblioteka (ponad 10 tys. pozycji). Ponadto jest też archiwum w Maisons-Laffitte. Jednak więcej powieściowych niespodzianek nie ma się co spodziewać. Do odkrycia pozostaje ogromny zbiór korespondencji. Co ciekawe, Miłosz pisał nie tylko do ludzi kultury. – W czasie gdy z nim pracowałam, odpowiadał na listy zwykłych czytelników. Często była to lektura niezwykle szczera i poruszająca – opowiada Kosińska. Czesław Miłosz, Góry Parnasu Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013

Więcej Witkacego niż science fiction

Na szczęście jako pierwszy skrytykował i odrzucił „Góry Parnasu" redaktor paryskiej „Kultury" Jerzy Giedroyc. Na tle „Doliny Issy" czy choćby niesłusznie lekceważonego „Zdobycia władzy", fragmenty powieści science fiction są wyłącznie materiałem dla badaczy dorobku naszego noblisty – choćby w kontekście pojawiającego się motywu samobójczego. Niewiele jest science fiction. Pisanie w stylu Witkacego dotyczy Związków Astronautów, który inwigiluje ludzkość i zarządza nim poprzez pseudokonspiracyjne delegatury. Dostaliśmy rodzaj work in progress, który w posłowiu przybliżyła Agnieszka Kosińska. Czytelnikowi niezorientowanemu w tajemnicach twórczości i biografii Miłosza, trudno byłoby dociec, o co chodzi. A już na pewno domyślić się, że Karel, Lino Martinez i Kardynał Petr Vallergi są alter ego samego pisarza. Dostaliśmy książkę przypominającą fonograficzne wydawnictwa, dające wgląd w archiwa nieżyjącej gwiazdy. Potwierdzające słuszność wcześniejszej decyzji, by schowany w szufladzie materiał nie ujrzał światła dziennego. —Jacek Cieślak
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL