Kultura

Night in Calisia Włodka Pawlika Jazzowym Albumem Roku 2012

James Farm
Archiwum, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Najciekawsze płyty polskiego jazzu w 2012 r. powstały na styku z muzyką poważną, a najlepsze koncerty dali Amerykanie – pisze Marek Dusza
Sensacją stał się album "Experiment: Penderecki" pianisty Piotra Orzechowskiego, który przyjął pseudonim Pianohooligan. Dla Orzechowskiego, łowcy nagród, zwycięzcy prestiżowego konkursu na Montreux Jazz Festival punktem wyjścia do improwizacji są kompozycje Krzysztofa Pendereckiego. Ten muzyczny eksperyment docenią miłośnicy awangardy. Co ciekawe, w preparowaniu dźwięków i zaskakujących harmoniach Orzechowski jest odważniejszy od samego Cecila Taylora. Debiutancki album młodego jazzmana wydała wytwórnia Decca, choć jeszcze nie znalazł się w jej międzynarodowym katalogu.
Własne skrzyżowanie jazzu, free, funku i punku wyznaczyła grupa Pink Freud, której album „Horse Power" ma siłę rażenia brygady kawalerii, witalność rock and rolla i wpadające w ucho melodie. Ich kompozytor, basista Wojtek Mazolewski i jego koledzy z łatwością wciągają publiczność do zabawy nie narzekając na brak koncertów. Zobacz galerię zdjęć Album Roku 2012 wydał pianista Włodek Pawlik. Jego suita „Night in Calisia" na zespół jazzowy i Orkiestrę Filharmonii Kaliskiej z solistą, trębaczem Randym Breckerem to dzieło światowej klasy. Będzie niebawem wydane w USA przez Summit Records i ma szansę na nominację do Grammy, jak większość ostatnich albumów z udziałem Breckera. Pawlik osiągnął mistrzostwo w łączeniu jazzowych improwizacji z symfonicznym brzmieniem. Jego kompozycje mają porywające aranżacje, wyraziste tematy, które zapadają w pamięć, a filmowa narracja pobudza wyobraźnię. W porównaniu z wcześniejszą, nostalgiczną „Jazz Suite Tykocin" album „Noc w Kaliszu" jest bardziej ekspresyjny, ale i romantyczny. Co ważne, ta wyrafinowana muzyka trafia do szerokiego kręgu słuchaczy.
Koncertem Roku 2012 był występ Silesian Jazz Orchestra pod kierunkiem Marii Schneider na Bielskiej Zadymce Jazzowej. Nigdy wcześniej polscy jazzmani nie zagrali razem na takim poziomie artystycznym. Pomocne były z pewnością genialne aranżacje Schneider, uczennicy Gila Evansa i jej delikatne dłonie pewnie prowadzące muzyków, zachęcające, by dali z siebie więcej. Nie zabrakło amerykańskich sław. Zagrali Branford Marsalis, Joe Lovano, Dave Douglas i Charles Lloyd. Niedawny, znakomity występ kwartetu James Farm z Joshuą Redmanem na Jazzowej Jesieni w Bielsku-Białej przypomniał, ze na najlepszy jazz trzeba jechać właśnie do Bielska. Futurystyczny jazz pełen brawurowych improwizacji zagrało w ramach Ery Jazzu trio Medeski Martin & Wood otwierając nową kartę jazzu otwartego na odgłosy miasta, funkowe rytmy i world music. Eksperymentalne dzieło wykonał legendarny awangardzista Anthony Braxton. Gościliśmy też dwie najważniejsze wokalistki. Show zmysłowej Melody Gardot zapadł mi w pamięci bardziej niż perfekcyjna i chłodna królowa wokalistek Diana Krall. Quincy Jones nie udźwignął ciężaru masowej imprezy festiwalu Solidarity of Arts firmowanej przez Tomasza Stańkę. Do długiej listy festiwali dołączył ciekawy i ambitny Jazzart w Katowicach. Szkoda, że na trasie koncertowej tria Keitha Jarretta znowu nie znalazła się Polska. Brak zainteresowania sponsorów, czy geniusz jazzu omija nasz kraj? Hity 2012 Randy Brecker/Włodek Pawlik „Night in Calisia" Maria Scheider/Silesian Jazz Orchestra na Bielskiej Zadymce Jazzowej James Farm na Jazzowej Jesieni w Bielsku-Białej Kity 2012 Brak Keitha Jarretta Quincy Jones na koncercie Stańko+ Lyambiko Sings Gershwin - Era Jazzu
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL