fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wojna buldogów pod dywanem prezesa

Powodzenie jesiennej ofensywy PiS wywołało konflikt o autorstwo sukcesu
Zmiana wizerunku PiS powinna być dla tej formacji okazją do świętowania. Z partii tematu smoleńskiego, której politycy najchętniej mówili o zdradzie, kondominium, zamachu i spisku Prawo i Sprawiedliwość stało się poważnym uczestnikiem dyskusji o sytuacji gospodarczej kraju. Na tym polu zostawiło w tyle rządzącą koalicję. Zamiast radości jest jednak wojna wewnętrzna i plotki, że wraca Adam Bielan.
Sukcesy obudziły w partii demony uśpione po ubiegłorocznym rozłamie, kiedy to Kaczyńskiego opuściła grupa Ziobry. Uaktywnili się starzy, partyjni wyjadacze związani z prezesem Kaczyńskim od czasów Porozumienia Centrum. – Dawno nie było tak ostro. Jest wojna totalna o wpływy u prezesa. Przestały istnieć dawne frakcje, teraz zawiera się strategiczne sojusze – mówi „Rz" jeden z członków Komitetu Politycznego PiS. – Chociaż czasami bywa też zabawnie – dodaje.
Jak wygląda podział sił? Z jednej strony są doświadczeni polityczni gracze, których pozycja w trakcie jesiennej ofensywy PiS znacznie osłabła. W tym gronie nasi rozmówcy wymieniają m.in. Joachima Brudzińskiego, szarą eminencję PiS, wicemarszałka Marka Kuchcińskiego czy Marka Suskiego oraz grupę posłów, którzy jeszcze w poprzedniej kadencji wiedli prym w partii. Na ich celowniku mają być autorzy jesiennego sukcesu PiS: Adam Hofman, rzecznik partii, wiceprezes Beata Szydło, szef klubu parlamentarnego Mariusz Błaszczak i posłowie: Przemysław Wipler oraz Dawid Jackiewicz. Temu ostatniemu Kaczyński powierzył opracowanie gospodarczej części nowego programu partii. – To nonsens. Nie ma żadnego zamachu na nich. Nie odwołuje się ekipy, która odniosła sukces – przekonuje poseł Andrzej Jaworski (PiS). Ale takie uspokajające głosy dawało się słyszeć w partii również po wyborach prezydenckich w 2010 r., gdy po ciekawej kampanii Jarosław Kaczyński nieznacznie przegrał z Bronisławem Komorowskim. Mimo to autorów tamtej ofensywy: Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Adama Bielana i Michała Kamińskiego, dziś już w PiS nie ma.

Cicha wojna

Oficjalnie nikt w partii pod nazwiskiem o cichej – jak określa się to w kuluarach PiS – „wojnie buldogów pod dywanem" rozmawiać nie chce. – Jestem chory, leżę w łóżku, mogę rozmawiać tylko chwilę – mówi „Rz" jeden z czołowych polityków PiS, bliski Kaczyńskiemu. Gdy słyszy pierwsze pytanie, ucina niemal natychmiast: – O nie, jednak choroba w ogóle nie pozwala mi rozmawiać. Może za tydzień, dwa... Pierwszy ostrzał nastąpił latem. Wtedy były już znane: data rozpoczęcia jesiennej ofensywy PiS i osoby, które ją poprowadzą. Szydło z Wiplerem mieli odpowiadać za aspekty gospodarcze, Hofman za organizację kampanii i jej medialną sprzedaż. Wydawało się, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Pech chciał, że Jarosław Kaczyński zwichnął latem nogę. Kilka tygodni musiał poświęcić na rehabilitację i wizyty w szpitalu. Siłą rzeczy na chwilę wypuścił z rąk kontrolę nad partią. Wtedy w „Newsweeku" pojawiła się informacja, że prezes jest niezadowolony z Hofmana, bo ten, zamiast zajmować się pracą, walczy o wpływy w partii. „Przez ostatnie dwa tygodnie, gdy tylko wychodziłem z domu, natykałem się pod drzwiami na swojego kota i pana" – miał powiedzieć Kaczyński, „zsyłając" Hofmana na szefa okręgu konińskiego. W rzeczywistości decyzja zapadła dużo wcześniej, od dawna bowiem w Koninie był w PiS wakat na tym stanowisku. Nasi informatorzy mówią, że źródłem tej „anegdotki" był jeden z partyjnych „zakonników". Gdy dwa tygodnie później „Rz" napisała o podchodach starych działaczy PiS, aby znaleźć się na listach do europarlamentu, ten sam polityk wysłał do dziennikarza „Rz" esemesa, w którym przekonywał, że nasza informacja to podpucha tzw. frakcji młodych.

Powrót Bielana?

Przeciwnicy autorów obecnej ofensywy PiS coraz częściej wspominają o powrocie do partii eurodeputowanego Adama Bielana, byłego spin doktora PiS. – Odejście z PiS takich osób jak Bielan to olbrzymia strata – przyznaje poseł PiS Tomasz Latos. – Ale zdaję sobie sprawę, że na jego miejsce weszły już nowe osoby, które pilnują swoich przyczółków – dodaje. Jednocześnie w mediach pojawiają się informacje sugerujące, że właśnie Bielan odpowiada za ostatnie sukcesy partii. – Bzdura. Bielan nie ma nic wspólnego z naszymi akcjami – oburza się poseł Jaworski. Większość naszych rozmówców przyznaje, że ewentualny powrót Bielana to wciąż melodia przyszłości.

By prezes zobaczył

Walkę o wpływy u prezesa widać też w ostatnich dniach. Pierwotnie partia planowała tylko jedną debatę – ekonomiczną. Był to pomysł Przemysława Wiplera i Beaty Szydło. Projekt zaproponował Kaczyńskiemu Hofman. Gdy okazała się sukcesem, posypały się kolejne propozycje: debaty programowej przed sobotnim marszem w obronie telewizji Trwam i zaplanowana na przyszły tydzień debata na temat służby zdrowia. – Nie spoczywamy na laurach. Będą kolejne odsłony naszych propozycji programowych – mówił niedawno „Rz" Joachim Brudziński. Posłowie walczący o wpływy i sympatię prezesa robią wszystko, by zaistnieć. Czasem ich nadgorliwość przynosi ugrupowaniu więcej szkody niż pożytku. Tak było z niedawną ekshumacją ciała Anny Walentynowicz, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Przed ekshumacją do prezesa miała przyjść Anna Fotyga i zagadnąć, czy nie trzeba, aby ktoś był przy ekshumacji, obserwował, przypilnował. – Wiadomo, prezes pokiwał głową, że no tak, można, czemu nie – opowiada nasz rozmówca. Następnego dnia w PiS wielka konsternacja. – Nawet prezes był zaskoczony, jak zobaczył relacje telewizyjne, a tam Foti w akcji, wielka pikieta przed cmentarzem, gorzej już być nie mogło. Nie, zdecydowanie tego nie było w scenariuszu – kręcą głowami nasi rozmówcy z PiS. Odpinanie smoleńskiej etykiety co rusz napotyka kolejne przeciwności wewnątrz partii. Podobnie było przed smoleńską debatą w Sejmie. Żeby nie było żadnych niedomówień, dokładnie wytypowano posłów, którzy mieli zabrać głos. Wszystko miało być pod kontrolą, tak żeby nie dać się sprowokować drugiej stronie. Nawet pytania zostały wcześniej przygotowane – rzeczywiście większość  dotyczyła faktów, dat, konkretnych słów polityków PO z okresu tuż po katastrofie. Na posiedzeniu Klubu PiS głos zabrał jednak Antoni Macierewicz, mówiąc, że on jako szef zespołu zajmującego się katastrofą też powinien zabrać głos. Wszyscy przytaknęli. Kiedy ta informacja dotarła do prezesa, ten miał rzec: „Absolutnie nie". Macierewicz nie przemówił.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA