Rpkom

Rozmowa z Igorem Ostrowskim, wiceministrem administracji i cyfryzacji

ROL
- Dekodery do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej, jakie sprzedawać będzie Poczta Polska, nie będą dofinansowywane przez państwo, ale mają się mieścić w pewnym zakresie cenowym – mówi Igor Ostrowski, wiceminister administracji i cyfryzacji, który pracuje nad drugim etapem kampanii informacyjnej na temat DVB-T
rpkom.pl: - Wśród zamówień publicznych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (MAiC) jest jedno dotyczące przeprowadzenia kampanii na temat cyfryzacji naziemnej telewizji. Kiedy zostanie rozstrzygnięte?
Igor Ostrowski, wiceminister administracji i cyfryzacji: - Zamieszczamy teraz wiele takich dokumentów, bo przygotowujemy się do drugiego etapu kampanii informującej o cyfryzacji naziemnej telewizji i wymaga tego każde zaplanowane w jej zakresie zadanie. W  drugim etapie kampanii skupimy się na przekazywaniu informacji o terminach odchodzenia od nadawania analogowego. Jesteśmy zdeterminowani, by dokończyć ten proces zgodnie z ustalonym harmonogramem i  chcielibyśmy w listopadzie zacząć pierwsze odłączenia sygnału analogowego w zachodniej części kraju. Upowszechnianie się cyfrowej telewizji nabiera tempa. Warto je utrzymać i nie dopuścić do wydłużania się równoległego nadawania cyfrowego i analogowego z uwagi na koszty, jakie to ze sobą niesie.
- Kto zorganizuje kampanię informacyjną i kiedy ona ruszy? - Strategia tej kampanii została już zaprezentowana nadawcom. Chcemy w lipcu skończyć prace nad planem operacyjnym, żeby ruszyć z kampanią od sierpnia. Szukamy partnerów, zapraszamy różne podmioty do współpracy, dlatego m.in. bardzo cieszymy się z takich inicjatyw, jak Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego (ZIPSEE)i Poczty Polskiej. Cieszylibyśmy się też z innych, podobnych inicjatyw w przyszłości. - Sprzedaż dekoderów na pocztach też ruszy od sierpnia? - Chcielibyśmy żeby tak było, ale to nie zależy od nas. Poczta jest spółką skarbu państwa, ale działa na rynku samodzielnie, na zasadach komercyjnych. - Te dekodery będą dofinansowywane? - Nie, to jest projekt komercyjny, ale z tego co wiem jednym z warunków dostarczenia dekoderów będzie to, by mieściły się poniżej pewnego pułapu ceny detalicznej. - Prezes TVP sugerował, że dopłaty mogłyby mieć związek z płaceniem abonamentu. - Tu odpowiedzieć powinna TVP, która zastanawiała się by przystąpić do takiego programu sprzedaży jako partner, co rzeczywiście umożliwiłoby Poczcie sprzedawanie dekoderów taniej tym osobom, które płacą abonament. - Za ile można dziś kupić dekoder do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej? - Na jednej z ostatnich konferencji prezentowany był raport dotyczący cen detalicznych, w którym była mowa o 160 zł, ale myślę, że po Euro dekoder można kupić już za ok. 100 zł. - Będą tanie dekodery w Biedronce? - Nic na ten temat nie wiem, ale im więcej takich inicjatyw, tym lepiej. Środki, które mamy na kampanię, zaczynamy zużywać na konieczne do jej przeprowadzenia elementy, jak np. ulotki. Do tego różni partnerzy będą  dodawać swoje elementy. Nadawcy: czas antenowy, Poczta: swoją sieć sprzedaży, ZIPSEE zorganizuje importerów i producentów. Do tego wybierzemy podmiot, który będzie te wszystkie działania koordynował. - Jeśli jeszcze go nie ma, to kampania raczej nie ruszy w sierpniu. - Ruszy. Jesteśmy przygotowani, aby w pierwszym okresie koordynować projekt w oparciu o istniejące zasoby. Nawet jeśli do sierpnia nie uda się wybrać tego podmiotu, nie wstrzyma to naszej pracy – on dołączy we wrześniu i będziemy kontynuować prace razem. - To miałby być dom mediowy? - Agencja, która zajęłaby się koordynacją wszystkich tych działań, których ramy są już dziś określone. Chcemy dotrzeć z różną informacją do trzech grup odbiorćów.  Przede wszystkim do 15 proc. ludzi, którzy – jak wynika z naszych badań - jeszcze o zmianie nie słyszeli. Nazywamy ich „śpiącymi".  Druga grupa to ci, którzy są w tym zakresie „niedoinformowani" oraz najważniejsza grupa – ludzie potencjalnie „odcięci". W niektórych częściach Polski, szczególnie na obszarach górskich, będzie pewnie konieczne dokonanie pewnych dodatkowych czynności technicznych, które umożliwią dostęp do telewizji. - Na rynku było słychać o tym, że możliwe są doświetlenia z satelity Astra. - Doświetlenia, to obowiązek nadawców. W ich interesie leży, by ich sygnał dotarł do jak największej liczby odbiorców. Z tego żyją. Co nie znaczy, że nie jesteśmy gotowi tego procesu koordynować i ich wspierać. Trzeba jednak pamiętać, że aktywne wsparcie nadawców przez państwo w tej sytuacji może zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Jako państwo musimy przede wszystkim dotrzeć do odciętych z informacją o całym procesie. Będziemy przy tym współpracować z powiatami, urzędami marszałkowskimi i wojewodami, bo w każdym z województw odłączenie sygnału analogowego wypadnie w innym terminie.  Chcemy też przeprowadzić w szkołach wspólnie z MEN duży, edukacyjny program „Napraw babci telewizor", bo dzieci mają o wiele większą zdolność obsługi urządzeń elektronicznych. Chcemy, by pomagały nie tylko własnej babci, ale by w ramach prac społecznych w szkołach odbywała się szersza pomoc osobom starszym i wykluczonym. - Ile resort ma na taką kampanię? W ustawie cyfryzacyjnej była mowa o 5,9 mln zł na ten rok. - Aktualnie jest to 2,2 mln zł. Łącznie na trzy lata jest nieco ponad 5 mln zł. - Już w ubiegłym roku, gdy była mowa o 8 mln, domy mediowe narzekały, że to za mało. - Ale my nie sprzedajemy cukru, tylko prowadzimy kampanię społeczną, gdzie mamy partnerów – np. darmowy czas antenowy z telewizji. Jeśli Poczta i ZIPSEE będą prowadzić własną sprzedaż, także będą pewnie miały swoje ulotki informujące. My także przygotowujemy swoje, będą pewnie bardzo formalne i będą miały formę oficjalnego dokumentu, żeby nie mieszały się z tymi w supermarketach i nie trafiały do kosza. - Kto będzie zachęcał do cyfryzacji? Premier? - Z pewnością Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej i przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, bo leży to w ich kompetencjach. Resort administracji i cyfryzacji też. - Ile gospodarstw domowych ogląda dziś już naziemną telewizję cyfrową? Pod koniec ubiegłego roku była mowa o niecałych 4 proc. - Dziś to są zdecydowanie większe liczby. Badania Nielsen i SMG KRC, z którym współpracujemy są dość optymistyczne.  Dynamika wzrostu jest naprawdę imponująca. Już 13,5 proc. wszystkich gospodarstw domowych odbiera dziś telewizje cyfrową naziemną. W niektórych domach, gdzie korzysta się z telewizji kablowej albo satelitarnej, ogląda się ją na drugim telewizorze. Jeżeli tempo wzrostu gospodarstw z dostępem do tej usługi utrzyma się na takim poziomie, w zasadzie nie będzie konieczności prowadzenia intensywnej kampanii. Zdajemy sobie jednak sprawę, że – zgodnie z krzywą Rogersa – dynamika będzie spadać. Wciąż ważne jest także, by każdy kupił właściwy sprzęt do odbioru tej usługi, zgodny z rządowym rozporządzeniem, w miejscu, gdzie nikt go nie oszuka. Bo może się np. okazać, że kupiony na bazarze dekoder może odbierać dźwięk, ale już nie obraz. - Jak według MAiC powinny zostać zagospodarowane częstotliwości zwolnione przez analogowe kanały telewizyjne, czyli tzw. cyfrowa dywidenda? - Nie ma jeszcze stanowiska ministerstwa w tej sprawie. Ale toczy się na ten temat ciekawa dyskusja. Częstotliwości, to dobro rzadkie, o dużej wartości. Operatorzy telekomunikacyjni mówią, że przy takich wzrostach liczby urządzeń mobilnych na rynku konieczne jest udostępnienie im więcej spektrum radiowego. Z kolei nadawcy uważają, że daje im ono dużo możliwości, których operatorom telekomunikacyjnym nie może dać. - Dlaczego? - Rozsiewczy przesył sygnału, czyli tzw. broadcast, który stosują nadawcy (jedna antena zalewa sygnałem telewizyjnym cały obszar w okolicy) jest np. do dystrybucji filmów, czy innych produkcji telewizyjnych bardziej wydajny niż przesyłanie analogicznych materiałów technologią „komórkową", która oparta jest na przesyle dedykowanym: z anteny nadawcy do odbiornika końcowego odbiorcy. Mówi się też, że Polska jest jednym z najciekawszych rynków mediowych i warto go rozwijać, bo są nowe podmioty zainteresowane wejściem na ten rynek. Jeśli posłuchamy tych pierwszych argumentów, powinniśmy przekazać odzyskane po zmianie systemu nadawania telewizji naziemnej częstotliwości na rozwój technologii mobilnych i telekomunikacyjnych. Jeśli posłuchamy drugiej grupy, okaże się , że na rozwój telewizji cyfrowej. Każdy, kto dziś opowiada się od razu po jednej lub drugiej stronie, nie do końca rozumie głębię tego problemu. - Co będzie pan robił po odejściu z MAiC? - Dalej chcę wspierać ministra Boniego i pomagać przy realizacji programu Polska Cyfrowa 2030, bo czuję się jednym z jego współautorów. Dużą nadzieję pokładam w nowej radzie doradczej przy Komitecie Cyfryzacyjnym, której powstanie minister zapowiedział w ubiegłym tygodniu. Ma się zajmować problematyką Polski cyfrowej i realizacji postulatów warsztatów Kongresu Wolności w Internecie: rozwojem sieci, reformy prawa własności intelektualnej, likwidowaniem barier,  które utrudniają rozwój nowych modeli biznesowych, czy prywatnością w sieci. W wielu krajach powstają rady, które skupiają różnych interesariuszy sieci.  Przy ONZ od lat funkcjonuje tzw. Multistakeholders Advisory Group, która zajmuje się zarządzaniem Internetem.  Pomysłodawcy takich przedsięwzięć wychodzą z założenia, że  problemy sieci wykraczają poza kompetencje administracji i powinny być rozwiązywane w ramach takich właśnie grup intersariuszy. - A telekomunikacyjnie w jakim kierunku będzie działać to ciało? - Telekomunikacja jest kośćcem sieci. Musimy przestać myśleć o telekomunikacji w sposób techniczno-centrystyczny. Była domeną inżynierów i prawników, ale te czasy się skończyły. Telekomunikacja, to już nie tylko technika plus regulacje, to platforma zmiany stosunków społecznych i wykonywania władzy. Jeśli płacę komórką za parking, czy bilet, czy wklejam nowe zdjęcia na Facebooku, albo wypożyczam  film w Ipli, wszystko oparte jest na rozwiązaniach telekomunikacyjnych. Co więcej, to abonent, widz, użytkownik zajmuje centralne miejsce w sieci a nie regulator, czy spec od techniki. To użytkownik decyduje co, gdzie, kiedy i za ile chce oglądać, słuchać, czytać i grać. W sieci spędzamy coraz więcej czasu. W sieci wykorzystujemy swoją przedmiotowość jako obywatele - w o wiele większym stopniu niż kiedykolwiek wcześniej. - To znaczy? - Robimy zakupy, sięgamy po różne informacje, organizujemy manifestacje i zapraszamy znajomych na urodziny, a często prowadzimy działalność gospodarczą lub dorabiamy do pensji np. gdy kładziemy na swoim dachu panele fotowoltaiczne, wykorzystujemy produkowaną energie a nadwyżki sprzedajemy jako prosument. Społeczeństwo sieciowe i to, jaki wymiar relacji tworzy, musi mieć odzwierciedlenie w kształcie prawa telekomunikacyjnego. Odchodzimy więc od myślenia techniczno-centrycznego na rzecz myślenia techno-społecznego. Narzędzia pozostają te same, ale cele, jakie musi spełnić dziś prawo telekomunikacyjne, są już nieco inne. Zatem tworząc nowe rozwiązania w telekomunikacji, konieczne jest uwzględnienie różnych interesów. Konieczne jest tworzenie opcji - w duchu neutrealności technologicznej  a nie jednoliych wymogów technicznych. W skrócie chodzi o tworzenie nowych możliwości a nie obowiązków bo jesteśmy różni. Stwarzamy elektroniczne podstawy dla szczęśliwego człowieka oraz dla funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego poprzez dawanie dostępu do sieci i jej nieograniczonych i wspieranych przez państwo zasobów. - Dziękujemy za rozmowę. rozmawiała Magdalena Lemańska
Źródło: rpkom.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL