fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Włoski kompleks

Philipp Lahm cieszy się po pierwszym golu w meczu z Grecją. Dla Niemców ćwierćfinał był spacerkiem
AP
Niemcy nie wygrali z Włochami od 17 lat. Dziś w Warszawie mają szansę
Nikt w tym turnieju nie gra tak pięknie jak Niemcy. Strzelili dziewięć goli, wygrali wszystkie cztery mecze. Są faworytem półfinału także dlatego, że w ćwierćfinale nie mieli jak Włosi 120 minut walki na noże z Anglią, ale lekki i przyjemny sparing z Grecją. Ich mecz w Gdańsku odbył się w piątek, Włosi grali w niedzielę. A i tak Joachim Loew dał odpocząć trzem kluczowym zawodnikom – Lukasowi Podolskiemu, Mario Gomezowi i Thomasowi Muellerowi, jakby szykując ich na ostateczny szturm po złoto.
Za Niemcami przemawia wszystko: tempo gry, umiejętności piłkarzy i terminarz, ale jeśli mogą mieć w tym turnieju kłopoty, to z Włochami. Dwa dni przed meczem w krakowskiej Casa Azzurri Andrea Pirlo ze śmiertelnie poważną miną przekonywał: – Oglądałem wszystkie mecze Niemców. Myślę, że się nas boją.
Reprezentacja Niemiec ostatnio pokonała Włochów w 1995 roku, kiedy prowadził ją jeszcze Berti Vogts, w obronie rządził Matthias Sammer, a w ataku grał Juergen Klinsmann. Potem przyszło 17 trudnych lat, z upokorzeniem w 2006 roku jako największą zadrą. Na mundialu w Niemczech reprezentacja Klinsmanna wpadła na Włochów – jak teraz – w półfinale. Na stadionie w Dortmundzie kibice zrobili drużynie gości piekło i nagle w 119. minucie nastała cisza. Najpierw Fabio Grosso, a kilkanaście sekund później Alessandro Del Piero strzelili gole, które dały im finał.
Cesare Prandelli pamięcią sięgał jeszcze dalej, bo do 1970 roku i mistrzostw świata w Meksyku, kiedy także w półfinale mundialu Włosi wygrali 4: 3, po pięciu golach w dogrywce. W finale w 1982 różnica klas była wyraźna, Niemcy pod koniec spotkania przegrywali 0: 3, ale zdołali jeszcze strzelić honorowego gola.
– Takie są fakty, z historią nikt nie dyskutuje. Uważam jednak, że mamy już wystarczająco dojrzałą drużynę, by poradzić sobie i wreszcie pokonać Włochów – mówił Loew.
Włosi najbardziej obawiają się Mesuta Oezila, piłkarskiego wizjonera, który z Sami Khedirą za swoimi plecami jest w stanie pokazywać na boisku czary. Oezil nie chce dopuścić to tego, by mecz Niemiec z Włochami stał się jego pojedynkiem z Pirlo, ale – jak mówi rywal – to logiczne, że skoro poruszają się w tym samym sektorze boiska, będą na siebie uważać.
– Andrea od lat gra na najwyższym poziomie, ale Włosi mają wielu świetnych piłkarzy. O Mario Balotellim mówi się tylko źle, ale wszyscy muszą mu zazdrościć takiego groźnego strzału – mówił Oezil przed wyjazdem z Gdańska. Takich porównań będzie na boisku więcej. Gianluigi Buffon na mundialu w Niemczech uznany został za najlepszego bramkarza turnieju. Manuel Neuer, młodszy od Włocha o osiem lat, był wtedy zaledwie rezerwowym w Schalke. Dziś Buffon i Neuer uważani są obok Ikera Casillasa za najlepszych bramkarzy na Euro i od ich postawy może zależeć wynik.
Mecz będzie też konfrontacją dwóch lig. Prawie wszyscy Włosi występują w klubach Serie A, a niemal wszyscy Niemcy – w Bundeslidze. Wyjątki są trzy, ale istotne. Najbardziej nieobliczalny napastnik Włoch Mario Balotelli gra w Manchesterze City, zaś pomocnik Thiago Motta w Paris Saint-Germain. Jedyny niemiecki piłkarz spoza Bundesligi to Miroslav Klose. Na co dzień strzela on bramki dla rzymskiego Lazio i dobrze wie, jak się gra przeciw włoskim obrońcom.
Liga niemiecka bije rekordy popularności, stadiony ma piękne i nowe, a w finansach panuje fair play. Włosi lata wielkości mają za sobą, właśnie stracili jedno miejsce w Lidze Mistrzów na rzecz Bundesligi, kibice zamiast na przestarzałych obiektach wolą oglądać mecze w telewizji, a gdyby nie szastanie pieniędzmi ponad stan przez właścicieli klubów, Serie A nie miałaby nic do zaoferowania Europie.
Niemcy wczoraj opuścili Dwór Oliwski, nie wrócą do niego niezależnie od wyniku meczu półfinałowego. Jeśli przegrają, największy pasażerski samolot na świecie zawiezie ich do Frankfurtu, jeśli wygrają, polecą do  Kijowa.
Wczoraj w Gdańsku było oficjalne pożegnanie. Prezydent niemieckiej federacji Wolfgang Niersbach powiedział, że to miasto było dla nich drugą ojczyzną. Menedżer drużyny Olivier Bierhoff stwierdził, że wszyscy piłkarze zapamiętają Polaków jako sympatycznych i otwartych ludzi. Dzisiaj w Warszawie Niemcy mogą liczyć na doping 25 tysięcy swoich kibiców, Włochów będzie pięć razy mniej.
Loew oczywiście nie poinformował jeszcze o składzie, ale wątpliwe, by zrezygnował z zawodników, którzy rozpoczynali mecze grupowe. – Z Włochami musimy grać zgodnie z naszą filozofią. Pytanie brzmi: którzy zawodnicy najlepiej się do tego nadają? Ciągle się zastanawiam nad słabościami Włochów oraz kto z nas potrafi je najlepiej wykorzystać.
Włosi wrócą z Warszawy do bazy w Krakowie niezależnie od wyniku. Trener Prandelii ma nadzieję, że po zwycięstwie będzie musiał pójść w kolejną pielgrzymkę, chociaż tak naprawdę powinien pójść nawet po porażce. Włochów w najlepszej czwórce mało kto się spodziewał.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora, m.kolodziejczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA