Sprawa nie jest prosta. Mimo że rzecz dotyczyła słów, możliwe że nazbyt pochopnych,
ich efektem są twarde fakty. Otóż z jednej strony mamy list marszałka wysłany do
pierwotnych nadawców, w którym lider polskiego parlamentaryzmu i druga osoba w
państwie stanowczo i jednoznacznie odmawia poparcia kandydatury Donalda Trumpa
do pokojowego Nobla. To fakt polityczny, którego cofnąć ani zmienić się nie
da.
Włodzimierz Czarzasty zdania nie zmieni i wskutek tego jego relacje instytucjonalne
z republikanami i administracją Trumpa są spalone. Wymierzył amerykańskiemu prezydentowi
siarczysty policzek i zakpił z jego ambicji, co w kręgach Donalda Trumpa jest rozumiane
nie tyle jako obnażenie chorobliwej próżności prezydenta, co trwałe wpisanie
się na listę jego osobistych wrogów.