Reklama

Artur Bartkiewicz: Czy ambasador Tom Rose pomoże Włodzimierzowi Czarzastemu budować silną Lewicę?

Włodzimierz Czarzasty swoimi ostatnimi działaniami pokazuje, że fotel marszałka Sejmu nie ma być zwieńczeniem jego politycznej kariery, ale instrumentem, który ma wzmocnić pozycję polityczną Nowej Lewicy. Gwałtowna reakcja ambasadora USA Toma Rose'a może mu w tym pomóc.

Publikacja: 07.02.2026 12:26

Włodzimierz Czarzasty i Tom Rose

Włodzimierz Czarzasty i Tom Rose

Foto: PAP

O tym, że działania Donalda Trumpa i jego administracji potrafią wzmacniać lewicę i liberałów poza granicami Stanów Zjednoczonych przekonali się najdobitniej Kanadyjczycy.

Reklama
Reklama

Jak Donald Trump pomógł odzyskać poparcie lewicy w Kanadzie i Danii

Mark Carney, premier Kanady, bohater głośnego wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos został premierem po tym, jak Liberalna Partia Kanady, mocno zużyta długimi latami rządów Justina Trudeau nagle odrobiła 20 punktów proc. straty w sondażach do Partii Konserwatywnej i niespodziewanie utrzymała się u władzy. Liberalnej Partii Kanady (można ją porównać z amerykańską Partią Demokratyczną, z perspektywy europejskiej można ją określić partią lewicową) niewątpliwie pomogła zmiana lidera, komentatorzy byli zgodni, że kluczowe było jednak co innego. Co? Otóż Donald Trump uznał, że należy wrzucić do debaty publicznej temat wejścia Kanady w skład Stanów Zjednoczonych jako 51. stanu i jednocześnie zaczął grozić Kanadzie wojną celną. W efekcie kanadyjska prawica, uznana za zbyt bliską amerykańskiej Partii Republikańskiej, zaczęła gwałtownie tracić poparcie, a deklarująca gotowość na konfrontację z administracją USA lewica skupiła wokół siebie oburzonych roszczeniami Trumpa wyborców.

Czytaj więcej

Donald Trump wycofał zaproszenie do Rady Pokoju dla premiera Kanady

W ostatnich tygodniach podobny efekt widać było w Danii. Tam Mette Frederiksen i jej Socjaldemokracja Danii, po nieudanych wyborach lokalnych z jesieni 2025 roku, nagle na początku roku zaliczyła sondażowe odbicie. W tle znów znalazł się Donald Trump i jego wyjątkowo asertywna, mówiąc eufemistycznie, polityka zagraniczna. Tym razem chodziło oczywiście o Grenlandię i presję Trumpa, by Dania zrzekła się suwerenności nad wyspą na rzecz Stanów Zjednoczonych. Frederiksen i jej rząd zdecydowanie się temu sprzeciwili, resort obrony Danii sygnalizował nawet, że w przypadku próby militarnego przejęcia wyspy przez USA (przez pewien czas spekulowano, że może do tego dojść, co podsyciła zresztą jedną z wypowiedzi rzeczniczki Białego Domu), duńscy żołnierze będą stawiać zbrojny opór. W efekcie – mimo że problemy wewnętrzne, z którymi boryka się rząd Frederiksen nie zniknęły – styczniowe sondaże znów dają jej nadzieję na utrzymanie władzy.

Włodzimierz Czarzasty demonstruje, że jest w stanie, jeśli chodzi o konfrontację z prawicą, być czymś w rodzaju Koalicji Obywatelskiej plus. Być bardziej radykalny, bardziej bojowniczy, bardziej zdecydowany

Reklama
Reklama

Włodzimierz Czarzasty wykorzystuje funkcję marszałka Sejmu, by obsadzić się w roli bicza na prawicę

Z takiego efektu Trumpa w Polsce może próbować korzystać Włodzimierz Czarzasty i Nowa Lewica. Marszałek Sejmu od momentu objęcia tej roli pokazuje, że zamierza ją wykorzystać zarówno, co zrozumiałe, do podniesienia swojej wagi na polskiej scenie politycznej (jest w końcu drugą osobą w państwie), jak i do tego, by – będąc w centrum wydarzeń – uczynić z siebie i swojej formacji symbol politycznego „ruchu oporu” przeciwko marszowi po władzę prawicy, rozumianej szerzej niż PiS. Nieprzypadkowo w orędziu wygłoszonym tuż po objęciu fotela marszałka Czarzasty zapowiedział „marszałkowskie weto” wobec ustaw prezydenta Nawrockiego, tym samym rzucając rękawicę prezydentowi i automatycznie ustawiając się w roli nowego rywala głowy państwa (wcześniej rola ta zarezerwowana była dla premiera Donalda Tuska i wicepremiera, szefa MSZ Radosława Sikorskiego). Prezydent Nawrocki wszedł zresztą w tę grę, czyniąc Czarzastego „bohaterem” najbliższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, co stworzyło z kolei Czarzastemu możliwość kontrataku i wypomnienia prezydentowi jego przeszłości, która dla wyborców koalicji rządzącej jest poważnym obciążeniem prezydenta. I nagle to Czarzasty stał się wrogiem numer jeden dla prawicy – co jednocześnie jest sygnałem dla wyborców na lewo od centrum, że już nie tylko Tusk jest w stanie stawać w szranki z prezydentem i jego marzeniem o rządzie PiS-u i Konfederacji. 

Czytaj więcej

Czarzasty: Nie lepiej powiedzieć prezydentowi „nie dawaj ustaw, z których się śmieją?”

Z tej perspektywy kategoryczna odmowa wsparcia kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla (zwłaszcza, jeśli chodzi o wystąpienie Czarzastego na konferencji prasowej, bo ujawniona treść odpowiedzi udzielonej Amerykanom jest już łagodniejsza), a przede wszystkim gwałtowna reakcja ambasadora USA Toma Rose'a, który ogłosił zerwanie relacji Waszyngtonu z Czarzastym, wcale nie jest niekorzystną sytuacją dla marszałka Sejmu, bo tylko umacnia ten obraz Czarzastego jako bicza smagającego prawicę (polską i światową). Atak ambasadora innego państwa na polskiego marszałka Sejmu automatycznie wywołuje odruchy sympatii albo przynajmniej solidarności wśród większości Polaków (nawet Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej sygnalizują, że nie może być zgody na takie zachowanie amerykańskiego dyplomaty), a ponadto jeszcze bardziej podnosi polityczną wagę marszałka Sejmu (jego słowa są na tyle istotne, że USA uznały, iż muszą zareagować). 

W koalicji z dominującą Koalicją Obywatelską największym problemem dla jej mniejszych partnerów jest odróżnienie się od KO. Widać, że Włodzimierz Czarzasty próbuje to zrobić odwrotnie, niż w koncepcji nowej liderki Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Pełczyńska-Nałęcz chciałaby nieco zdystansować się od KO, Czarzasty zaś demonstruje, że jest w stanie, jeśli chodzi o konfrontację z prawicą, być czymś w rodzaju Koalicji Obywatelskiej plus. Być bardziej radykalny, bardziej bojowniczy, bardziej zdecydowany. Jest mu o tyle łatwiej, że nie jest członkiem administracji rządowej i w związku z tym może sobie pozwolić na nieco więcej. Ale polityka jest przecież sztuką wykorzystywania szans. 

Foto: Paweł Krupecki

Reklama
Reklama

Co chce osiągnąć Włodzimierz Czarzasty?

Na co liczy Czarzasty? Po pierwsze zapewne na umocnienie się w rdzennym, lewicowym elektoracie. Po pierwsze chodzi o zmobilizowanie tych, którzy są być może rozczarowani efektami koalicji z KO i wybierają polityczną bierność. Po drugie, chodzi o umocnienie się względem Razem – bo jeśli Lewicy uda się dopchnąć partię Adriana Zandberga i Aleksandry Owcy do ściany stwarzając realne zagrożenie, że nie przekroczy ona 3 proc. poparcia niezbędnych do uzyskania finansowania z budżetu, wówczas politycy Razem, radzi nieradzi, będą musieli wrócić do koncepcji wspólnej lewicowej listy. Po drugie – chodzi też o łowienie w rosnącym elektoracie KO, po jego lewej stronie. Niewątpliwie da się tu urwać 1-2 punkty proc. poparcia. A wszystko to razem mogłoby dać Lewicy upragniony, dwucyfrowy wynik wyborczy w 2027 roku, który z jednej strony oznacza umocnienie się na scenie politycznej, a z drugiej – daje Lewicy nadzieję, że, być może, wraz z KO i PSL-em (bo Polska 2050 na dziś nie wydaje się być w stanie samodzielnie wejść do Sejmu) uda się, wbrew dzisiejszym sondażom, odtworzyć obecną koalicję. 

Komentarze
Redaktor Naczelny „Rzeczpospolitej”: Przepraszam Szymona Hołownię
Komentarze
Mirosław Żukowski: Kacper Tomasiak dobrze uzbrojony
Komentarze
Bogusław Chrabota: Trump cłami pogrzebał Radę Pokoju
Komentarze
Aleksandra Pilarczyk: Rozdawnictwo górą. Bez podpisu prezydenta Karola Nawrockiego tracimy szansę na reformę ustroju rolnego
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama