W sieci opinii

Próba samospalenia pod Kancelarią Premiera – opinie polityków

W Sieci Opinii
Dramatyczne wydarzenie przed Kancelarią Premiera poruszyło opinię publiczną. Posłowie PO, PiS, SLD i PJN zastanawiają się, jak i co o Andrzeju Ż. powinno się mówić
Andrzej Ż. w liście do żony napisał:
Kochana żono, piszę do Was ostatni raz. W sensie psychicznym i fizycznym jestem wrakiem człowieka. Zniszczyli mi życie i wiarę w jakiekolwiek wartości. Zostało mi jedyne, honorowe wyjście. Po mojej śmierci zgłoś się po rentę. Jej komornik nie zajmie. I ratuj co się da, ratuj mieszkanie.  Dla „Super Expressu” Marek Balicki z SLD powiedział:
Oczywiście wciąż nie znamy szczegółów tej sprawy na tyle, by wyciągać z niej daleko idące wnioski. A jest to potrzebne do debaty politycznej nad tą sprawą. (...) Mam jednak wrażenie, że wielu ministrów naszego rządu dopiero przy okazji „Tuskobusu” zetknęło się z realnym życiem. Dopiero wtedy dotarło do nich, że świat wygląda inaczej niż w Sejmie bądź centrach handlowych stolicy. I jest to dla nich sygnał ostrzegawczy. Paweł Poncyljusz z PJN stwierdził: Ta sprawa powinna być podnoszona w kampanii. Pewnie wielu Polaków ma podobne problemy, co Andrzej Ż., a jednak targają się na życie bądź próbują okaleczać w zaciszu domowym. Tu mamy sytuację, gdy człowiek próbuje dokonać samospalenia pod Kancelarią Premiera. To była niewątpliwie manifestacja polityczna. Poseł PiS, Joachim Brudziński zwraca uwagę na zachowanie Donalda Tuska: Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że apel premiera o niewykorzystywanie tej tragedii w kampanii jest przejawem strachu przed odpowiedzią na pytanie, czy on sam i jego ekipa zdali egzamin na rządzenie państwem. Nie zdali. (…) Obecny premier stosuje podwójne standardy. Prosi o nieporuszanie sprawy w kampanii, a jednocześnie przerywa wizytę w Zachodniopomorskiem i pojawia się pod szpitalem w świetle kamer. To rozpaczliwa próba ratowania własnego wizerunku i twarzy. Posłanka PO - Małgorzata Kidawa-Błońska uważa, że mimo kampanii trzeba rozmawiać o tej sprawie: Takie sytuacje, niestety, się zdarzają. I nie zgadzam się z tym, że trzeba to przemilczeć ze względu na kampanię. Stało się to na oczach nas wszystkich. I politycy powinni się tą sprawą zajmować. Doszło do nieszczęścia, ale nie zgadzam się, że to obarcza państwo i jego instytucje. To był akt wielkiej desperacji, być może w starciu z instytucjami. Julia Pitera, pełnomocnik rządu ds. walki z korupcją w RMF FM powiedziała: Czy ktoś zawinił w tej całej sprawie oczywiście będzie można stwierdzić po śledztwie prokuratorskim. On nie podał żadnego dowodu. Tam było tylko stwierdzenie, więc my, chcąc skierować sprawę do prokuratury musieliśmy zrobić własną kontrolę, żeby zdobyć dowody, żeby zawiadomić prokuraturę. To jest jedyna droga. To nie może być tak, że każda myśl jest od razu przekładana na zawiadomienie. Pitera zastanawia się, co mogło skłonić Andrzeja Ż. do tego czynu: Dopiero w ostatniej korespondencji okazało się, że on ma jakieś potworne długi. Dlaczego ma te długi, my nie wiemy. Bo przecież to jest emerytowany policjant, on przeszedł na emeryturę w 2006 roku, pracował w CBŚ, i był nawet we władzach kierowniczych CBŚ. W związku z tym ta emerytura była dość przyzwoita. Pytanie, co się stało, że miał tak straszliwe długi. Tego on już nie pisze.
Źródło: ROL

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL