Służba zdrowia

Od bałaganu do przekupstwa

Fotorzepa, Szymon Łaszewski
Zaledwie kilka procent pacjentów daje łapówki za leczenie. Ale ofiarami korupcji pada ich znacznie więcej
Służba zdrowia uchodzi za do cna skorumpowaną. Jak przekonują eksperci, których „Rz" zapytała o to w ramach akcji „Stop korupcji", główną przyczyną jest zła organizacja ochrony zdrowia, a nie tylko pazerność lekarzy.
Gdy kilka lat temu na zlecenie Komisji Europejskiej zbadano, ilu pacjentów daje w Polsce łapówki, okazało się, że zdarzają się one w 3 – 4 proc. kontaktów z lekarzami. Mniej więcej tyle ile na Zachodzie. Pacjenci narzekają jednak na różne formalne i nieformalne opłaty w szpitalach i przychodniach i właśnie je uważają za korupcję. – Podstawowym problemem służby zdrowia jest nie tyle korupcja, ile zastraszający bałagan – uważa prof. Antoni Kamiński z PAN. To z jego powodu pacjenci idą najpierw do prywatnego gabinetu wybranego lekarza, by łatwiej zostać przyjętym na operację do publicznego szpitala. Poszukują znajomych, by mieć gwarancję, że będą dobrze traktowani, a to  mechanizm korupcyjny.
Tak samo jest ze skierowaniami na dodatkowe badania i rehabilitację. Wiele osób uważa, że gdyby jakoś zapłaciło lub dało prezent lekarzowi, uzyskanie skierowania czy przyjęcie na leczenie byłoby łatwiejsze. – Chorzy odbierają bardzo wiele opłat, których muszą dokonywać w formalnie bezpłatnej służbie zdrowia jako niesprawiedliwe i niezrozumiałe – mówi dr Grzegorz Luboiński, członek komisji ds. problemów etycznych powołanej przez Fundację Batorego. Jego zdaniem w ciągu kilkunastu lat,  od kiedy działa zespół, mimo kilku ważnych zmian prawa niewiele się w służbie zdrowia zmieniło. – Ograniczyć przyjmowanie prywatnych pacjentów do szpitala poza kolejką jest łatwo. Wystarczyłoby, żeby NFZ nie płacił za nikogo, kto bez powodów medycznych czekał na zabieg krócej niż inni – mówi Luboiński. Jego zdaniem korupcji sprzyja łączenie stanowisk w publicznej i prywatnej służbie zdrowia. Nie udało się też zlikwidować wpływu firm farmaceutycznych na lekarzy. – Nadal namawiają one do przepisywania określonych leków, mimo że zakazują tego przepisy. Problem rozwiązać byłoby łatwo, gdyby zobowiązać lekarzy do wypisania na recepcie nazw chemicznych leków, a nie ich nazw handlowych (ta sama substancja może być sprzedawana w różnych lekach po różnej cenie). Tymczasem sytuacja jest dokładnie odwrotna. Lekarze oskarżają NFZ, że w przepisach o receptach jeszcze utrudnił posługiwanie się nazwami chemicznymi leków. Zawiadomili o tym CBA. Od lat trwa też dyskusja, czy lekarz powinien przyjmować prezenty od pacjentów. – Jeśli pacjent da butelkę alkoholu lub czekoladki po wykonanym zabiegu, to zwykły dowód wdzięczności za operację, a nie łapówka – uważa prof. Kamiński. Jego zdaniem łapówkarstwem byłoby uzależnianie wykonania zabiegu od tego, czy dostanie się prezent.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL