fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Komu opłaca się uchwalenie ACTA

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Magdalena Lemańska
Przedstawiciele producentów tłumaczą, że bez międzynarodowego porozumienia nie da się walczyć z piractwem
Umowę ACTA popierają organizacje reprezentujące twórców i wiele firm, których produkty są notorycznie podrabiane. Ich zdaniem protestujący nie rozumieją, co rzeczywiście ma wprowadzić umowa. – Nie chodzi o żaden zamach na wolność w sieci, ale po prostu ograniczenie kradzieży – podkreślają. Jednak wiele firm bezpośrednio zainteresowanych wejściem w życie umowy woli głośno się na ten temat nie wypowiadać. – Emocje wokół tej sprawy są tak wielkie, że obawiamy się bojkotu naszych produktów – mówi przedstawiciel jednej z firm komputerowych, wyjaśniając, dlaczego oficjalnie nie popierają ACTA.

Kto wymyślił ACTA? Dziś nikt głośno się do tego nie przyznaje. Pomysł takiej umowy narodził się w USA, mogą stać za nim największe wytwórnie filmowe.

To właśnie branża filmowa i fonograficzna najczęściej bronią umowy. Także w Polsce. – Podstawową zaletą ACTA jest ukształtowanie współpracy międzynarodowej przy zwalczaniu naruszeń praw autorskich, co oznacza, że jeśli np. ktoś w Polsce korzysta z nielegalnych treści umieszczonych na serwerze w Hongkongu, my z mocy tej umowy będziemy mogli doprowadzić do zablokowania tej strony lub usunięcia tych treści w Hongkongu, co do tej pory było praktycznie niemożliwe – mówi "Rz" Piotr Kabaj, wiceprzewodniczący zarządu Związku Producentów Audio Video oraz prezes EMI Music Poland.

– Skala rozpowszechnienia piractwa w Internecie przechodzi już wszelkie granice przyzwoitości. Traci na tym polska kinematografia. Ci, którzy kradną utwory filmowe, nie rozumieją, że jeśli filmy nie będą przynajmniej na siebie zarabiały, to być może nowych filmów nie będzie już wcale. ACTA pomoże nam ścigać tych ludzi, którzy poprzez kradzież bogacą się na sprzedaży cudzej własności – uważa szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski. Jego zdaniem umowa niczego nowego do polskiego prawa nie wnosi. – Takie regulacje jak w umowie międzynarodowej są od dawna obecne w naszym prawie. Jednak nie są one, niestety, egzekwowane – dodaje.

Za ACTA jeszcze jesienią ubiegłego roku w liście otwartym do premiera opowiedziały się również: Business Software Alliance, Fundacja Ochrony Twórczości Audiowizualnej, Polska Izba Książki, ZAiKS i Stowarzyszenie Dystrybutorów Filmowych.
– Piraci nie płacą podatków, nie zatrudniają pracowników w sposób legalny ani w żaden inny sposób nie przyczyniają się do rozwoju gospodarki europejskiej lub do poprawy jej kondycji. Pirackie towary i usługi nie tylko uszczuplają dochody legalnie działających podmiotów, ale także utrudniają tworzenie nowej oferty dla konsumentów – przekonują szefowie tych organizacji. Umowę popiera też Izba Wydawców Prasy.
Mało kto pamięta dziś, że  ACTA ma też ukrócić handel podróbkami i nielegalnym towarem. W corocznym raporcie o obrocie nielegalnymi towarami na terenie Unii Europejskiej Komisja Europejska podała w ubiegłym roku wartość przechwyconych podrabianych towarów: wyniosła ona 1,11 mld euro, a zdaniem ekspertów przyczyniają się do tego internetowe serwisy aukcyjne.
– Wzrost popularności importu drogą pocztową wynika z trudności kontrolowania tego rodzaju kanału dystrybucji.<\f>A pocztą podróżują właśnie niewielkie zamówienia podróbek kupionych w internetowych serwisach aukcyjnych – podkreśla Tomasz Koryzma, partner i radca prawny w kancelarii CMS Cameron McKenna.
Zwolennicy ACTA oburzają się, kiedy pojawiają się zarzuty, iż chcą ograniczać wolność słowa. – To nie jest prawda, jakoby ta umowa kneblowała usta wolności internetowej. Takie opinie świadczą, że być może ci internauci, którzy protestują, przeczytali umowę ACTA, ale nie znają prawa polskiego – uważa Bromski.
– Oczywiście w sieci powinno być jak najwięcej wolności, ale też często bywa ona źle pojmowana – mówi Kabaj. – Na forach internetowych jest wiele treści, które zamieszczane są anonimowo. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce krytykować czy obrażać, powinien wpisywać się, podając swoje prawdziwe imię i nazwisko.
Raport Ernst & Young

Eksperci: Polska nie ma strategii  na wypadek cyberataku

Ostatnie zamieszanie wokół ACTA pokazało, jak bardzo polskie instytucje nie są przygotowane na ataki  ze strony hakerów – uważają eksperci firmy doradczej Ernst & Young, którzy zorganizowali konferencje poświęconą cyberbezpieczeństwu. – Polska nie ma strategii na wypadek cyberataku – podkreśla Aleksander Poniewierski, partner w Ernst & Young i ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa w sieci.  – Skoro proste ataki  doprowadziły do tak wielkiego bałaganu, że normalne funkcjonowanie strony Kancelarii Premiera zostało przywrócone po kilku dniach, to co by się stało, gdybyśmy mieli do czynienia z prawdziwym cyberatakiem? – pyta. Zwraca uwagę, że skutki takich akcji mogłyby być dużo poważniejsze, gdyby już funkcjonowała w Polsce e-administracja czy też e-recepty w służbie zdrowia.
– Dobrze, że teraz doszło  do kryzysu, bo może uświadomi on wszystkim, jak ważne jest bezpieczeństwo  w sieci – mówi Poniewierski.
Eksperci podają przykład rządu Nowej Zelandii, która  w kilkuletniej perspektywie na cyberbezpieczeństwo przeznacza 18 miliardów dolarów. W jego opinii polski rząd, biznes i zwyczajni użytkownicy Internetu na bezpieczeństwo w sieci powinni przeznaczyć w sumie około 50 miliardów złotych w ciągu pięciu lat.
Inny z ekspertów Ernst & Young Kazimierz Klonecki przedstawił wnioski ze Światowego Badania Bezpieczeństwa Informacyjnego. Okazuje się, że aż 72 proc. firm odnotowało wzrost zagrożeń związanych  z ich obecnością w sieci. Podkreśla, że często jest to wina samych firm. – Przy programowaniu aplikacji często jest tak, że priorytetem nie jest bezpieczeństwo, tylko żeby było tanio i szybko.
js
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA