fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Mniej dwutlenku węgla z rur wydechowych

Rzeczpospolita
Komisja europejska ustępuję producentom aut. Koncerny będą mogły tworzyć konsorcja, by sprostać projektowanym ograniczeniom w emisji dwutlenku węgla
Producenci samochodów najbardziej zanieczyszczających środowisko będą mogli tworzyć konsorcja z tymi, których auta są ekologiczne. To nowa propozycja Brukseli, która przełamać ma opory koncernów motoryzacyjnych przed wprowadzeniem ograniczeń w emisji CO2 przez samochody.
Komisja Europejska chce, by od 2012 roku wszystkie auta sprzedawane w Unii Europejskiej były bardziej przyjazne dla środowiska. W czasie jazdy nie powinny wydzielać więcej niż 120 gramów dwutlenku węgla na kilometr. Światowe koncerny motoryzacyjne już kilka miesięcy temu skrytykowały te plany – wskaźnik produkcji CO2 dla nowych modeli samochodów wszystkich koncernów jest bowiem wyższy. Wczorajsze propozycje Stavrosa Dimasa, unijnego komisarza ochrony środowiska, miały być próbą zbliżenia się do kompromisu. Zgodnie z propozycjami koncerny niemieckie, tradycyjnie produkujące większe i mniej oszczędne samochody, będą mogły się porozumiewać np. z firmami francuskimi, które stawiają na auta ekologiczne. Jak kosztowne będą to porozumienia – Komisji nie interesuje. Ważne jest dla niej tylko to, żeby średnia ilość CO2 wydobywającego się ze wszystkich modeli produkowanych przez konsorcjum nie była większa niż 130 g/km (brakujące 10 g/km ma już pochodzić z podniesienia jakości paliwa, a także komponentów niezależnych od koncernów samochodowych, jak na przykład opony). W przypadku małych, niezależnych firm, które produkują nie więcej niż 10 tysięcy aut rocznie, możliwe jest wynegocjowanie indywidualnych planów z Komisją, które pozwolą na przekroczenie limitów.
Ustępstwo Dimasa dotyczy nie tylko możliwości tworzenia konsorcjów. Plan Komisji zakłada też różnicowanie limitów tak, aby producenci musieli dokonać większego wysiłku technologicznego w przypadku cięższych modeli niż lżejszych. Ale nadal będą mogli produkować auta bardziej zanieczyszczające środowisko niż przewidywany limit 120 – 130 g/km.Stavros Dimas liczy, że te inicjatywy pozwolą na zmniejszenie emisji CO2 o 19 procent. – Prawie wszystkie sektory gospodarki w UE emitują coraz mniej dwutlenku węgla. A transport truje coraz bardziej. I podważa nasze wysiłki ograniczenia efektu cieplarnianego – tłumaczy Dimas. Liczby to potwierdzają. O ile w latach 1990 – 2004 emisja CO2 w UE spadła o 5 procent, o tyle dla transportu zwiększyła się o 26 proc. W sumie transport odpowiada za 20 proc. wszystkich emisji CO2, z czego ponad połowa pochodzi z samochodów osobowych. Ekologiczny Grek starł się wcześniej z trzema wpływowymi wiceprzewodniczącymi Komisji Europejskiej pochodzącymi z krajów, gdzie koncerny samochodowe zatrudniają tysiące ludzi i znacząco wpływają na poziom dochodu narodowego. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Günter Verheugen (Niemcy), Jacques Barrot (Francja) i Franco Frattini (Włochy) byli przeciwni jego propozycji. Ale ostatecznie po pewnych modyfikacjach pomysł przeszedł. Wygląda jednak na to, że do kompromisu wciąż daleko. – Ten system pogorszy konkurencyjność europejskiego przemysłu. A związane z nim koszty są nieproporcjonalnie wysokie w porównaniu z możliwymi do osiągnięcia zyskami ekologicznymi – twierdzi Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA). Jego zdaniem poziom kar jest stokrotnie wyższy niż to, ile płacą inne dziedziny przemysłu. – I nie ma żadnego powodu, aby akurat motoryzacja była traktowana tak surowo – mówił Ivan Hodac, sekretarz generalny stowarzyszenia. Propozycja Komisji Europejskiej musi teraz uzyskać poparcie większości państw UE. —d.w.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA