fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Gwiazda śmierci zabija galaktykę

Rzeczpospolita
Krzysztof Urbański
Pierwszy raz niszczenie jednej odległej galaktyki przez drugą zarejestrowały urządzenia badawcze na orbicie i radioteleskopy na Ziemi
Strumienie cząsteczek i silnego promieniowania wysyłanego przez czarną dziurę w centrum galaktyki sięgają sąsiednich skupisk gwiazd, niszcząc wszystko, co stanie im na drodze. Nawet gdyby znalazła się tam planeta, na której istnieje życie, nie miałaby szans na przetrwanie.
Na szczęście możemy się czuć bezpieczni. Ta katastrofa miała miejsce daleko od nas – 1,4 mld lat świetlnych. Niewyobrażalna jest nie tylko odległość, ale także oddalenie w czasie. Zdarzenie, które teraz obserwujemy, nastąpiło 1,4 mld lat temu. Naukowcy widzieli zderzające ze sobą galaktyki już wcześniej, ale katastrofę tego rodzaju zaobserwowali pierwszy raz. Raport z badań przynosi najnowsze wydanie magazynu "Astrophysical Journal". Do badania tego niecodziennego zjawiska naukowcy wykorzystali wiele instrumentów: Teleskop Kosmiczny Chandra, Kosmiczny Teleskop Hubble'a i Spitzera oraz kilka radioteleskopów na powierzchni Ziemi. Urządzenia zostały skierowane ku systemowi zwanemu 3C321. Uczeni dostrzegli dwie galaktyki krążące wokół siebie i powoli się łączące. Większość, jeśli nie wszystkie galaktyki we wszechświecie, ma w centrum masywne czarne dziury – twory o tak wielkiej grawitacji, że nic z nich nie może się wydostać, nawet światło. Jednocześnie wysyłają w kosmos bardzo silne strumienie cząstek i promieniowania elektromagnetycznego (rentgenowskiego i gamma), które świetnie widać przez radioteleskopy. Naukowcy nazywają je dżetami. Większa z galaktyk nazwana została przez naukowców galaktyką Gwiazdy Śmierci. Strumień z czarnej dziury w jej centrum skierowany jest ku części obszaru mniejszej galaktyki. Cząstki o niezwykle dużej energii pędzą z prędkością zbliżoną do prędkości światła i niszczą na swej drodze wszystko, co napotkają. Towarzyszy temu bardzo silne pole magnetyczne. Strumień szerokości tysiąca lat świetlnych dociera na odległość od 1 do 2 mln lat świetlnych od miejsca powstania. – Widzieliśmy już wiele dżetów produkowanych przez czarne dziury, ale pierwszy raz widzimy, jakie spustoszenie robią te strumienie w sąsiedniej galaktyce – powiedział Dan Evans z Harvard–Smithsonian Center for Astrophysics w USA, główny autor raportu. Niszczący efekt strumienia cząstek jest spotęgowany przez bliską odległość obu galaktyk. Dzieli je zaledwie 20 tys. lat świetlnych. Porównywalna odległość oddziela Układ Słoneczny z centrum Mlecznej Drogi. Ale jest także dobra wiadomość: według niektórych naukowców takie bombardowanie cząstkami może się przyczynić do powstania nowych gwiazd i planet. Złożony efekt pędzących cząstek i olbrzymiego pola magnetycznego miałby śmiertelne konsekwencje dla każdej planety podobnej do Ziemi, która znalazłaby się na drodze dżetu. Naukowcy podkreślają, że w takim przypadku ochronne warstwy ozonu chroniące atmosferę mogłyby ulec zniszczeniu. Efektem bombardowania byłby koniec życia na planecie. Czarne dziury i dżety wciąż stanowią zagadkę dla naukowców. – Ciągle nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące czarnych dziur i dokładnego mechanizmu ich powstawania – przyznał Martin Hardcastle z University of Herdfordshire w Wielkiej Brytanii, współautor raportu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA