fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Beton, cegła, szkło – nowe stare fabryki

Elektrownia w Yonkers z 1904 roku‚ stojąca przy nadbrzeżu rzeki Hudson
Rzeczpospolita
Architekci szukają rozwiązań na adaptację i rewitalizację starych fabryk. Trwa dyskusja nad stopniem ingerencji w zabytkowe mury.
We Wrocławiu rozgorzał spór o XIX-wieczną wieżę ciśnień przy ul. Na Grobli‚ przyszłą siedzibę Centrum Nauki‚ do której władze miasta chciały dobudować szklaną klatkę schodową – walcowatą „przyssawkę” rodem z galerii handlowych. „Przyssawka” kształtem miała pewnie nawiązywać do stojącego obok wieży komina‚ ale taka zabawa w kółko i krzyżyk z zabytkowym obiektem nie spodobała się ani miejskiemu architektowi‚ ani konserwatorom zabytków. – Jestem przekonana‚ że tam można by poszukać innych rozwiązań‚ taki temat wymaga naprawdę działania w białych rękawiczkach – powiedziała mi Katarzyna Hawrylak-Brzezowska‚ miejski konserwator zabytków we Wrocławiu.
Następnego dnia po naszej rozmowie okazało się‚ że miała rację. Nieoczekiwanie pojawiły się „inne rozwiązania” i w sprawie może dojść do kompromisu. Sam spór pokazuje jednak‚ że nawet jeśli zaczyna się w Polsce dostrzegać potencjał architektury poprzemysłowej‚ to trudniej uchwycić jej niekonwencjonalny seksapil. A przecież nie wszystkim do twarzy w koralikach z Jabloneksu.Weźmy nagradzaną łódzką Manufakturę‚ zespół XIX-wiecznych ceglanych budynków dawnego imperium tkackiego przemysłowca Izraela Poznańskiego‚ które zrewitalizowano niemal bez ingerencji w oryginalne bryły‚ tworząc mały rynek. Dobudowana tu olbrzymia galeria handlowa nie przytłacza‚ ponieważ od strony historycznych zabudowań widać tylko jej wejście‚ płaską szklaną ścianę. Dobre wrażenie psuje jeden element – budynek restauracyjny‚ łącznik między częścią współczesną‚ stricte komercyjną, a zabudową pofabryczną. Typowe szkiełko udające brylant – ceglastym kolorem banalnie nawiązujący do otoczenia.
Poprzemysłowa architektura lepiej znosi surowe dodatki. Pofabryczny budynek w miejscowości Tomar w Portugalii zaadaptowała na centrum sztuki lizbońska pracownia Embaixada Arquitectura. Z zewnątrz obiekt jedynie odmalowano‚ w środku‚ po całkowitym wyburzeniu oryginalnych wnętrz‚ z kanciastych brył utworzono‚ jak relacjonuje magazyn „Wallpaper”‚ „miniaturowy widok miasta – dachów‚ ulic‚ publicznych skwerów”. Oparto się na silnym kontraście – zestawiając biel ścian i połyskujących podłóg z ciemnym betonem o wyraźnej fakturze uformowanym w skomplikowane geometryczne wzory. Użycie betonu podkreśla industrialną przeszłość obiektów. Widać to w Starej Papierni w podwarszawskim Konstancinie zarówno w części zewnętrznej, jak i wewnętrznej budynku. Papiernia‚ autorstwa pracowni Bulanda‚ Mucha – Architekci‚ jest jednak przykładem powściągliwego podejścia do rewitalizacji poprzemysłowych budynków. Podobny brak ingerencji widać w warszawskim Centrum Artystycznym Fabryka Trzciny. Tylko dzięki wywieszonym na zewnętrznej ścianie gablotom z repertuarem domyślamy się‚ że nie produkuje się tu już dziś marmolady‚ konserw ani pepegów. W kolejno ogłaszanych w Polsce konkursach zwyciężają rozwiązania‚ których myśl przewodnia brzmi: oddać głos przywracanym do życia budynkom. Taka jest zwycięska koncepcja w konkursie na adaptację starej elektrowni w Radomiu przy ul. Kopernika (biura architekta Andrzeja Kikowskiego) i projekt Muzeum Sztuki Współczesnej w dawnej fabryce Schindlera w Krakowie‚ opracowany przez włoską pracownię Claudia Nardi. Przez siedem lat niedościgłym wzorem lakonicznej rewitalizacji była londyńska galeria Tate Modern. Szwajcarska pracownia Herzog & de Meuron do budynków po elektrowni z 1947 roku dodała zaledwie: świetlny akcent na kominie‚ a na dachu – dwupiętrowy pawilon‚ tzw. snop światła ciągnący się na całej długości. Ale galeria się rozbudowuje. I Szwajcarzy wykonali zwrot o 180 stopni z pełnym poparciem władz miasta i brytyjskiego rządu‚ który przyznał właśnie w tym celu 50 mln funtów grantu. Potężna przeszklona piramida o nieregularnych brzegach przypominających powysuwane szuflady wygląda, jakbyśmy ją zastali w trakcie eksplozji. Ma być gotowa w 2012 roku. Podobnie ekspresyjny‚ ale zdecydowanie mniej kontrowersyjny projekt Herzog & de Meuron realizują w Hamburgu‚ w powojennym budynku opustoszałego spichlerza na Łabie. Do 2010 roku spichlerz ma się zamienić w filharmonię „wpływającą” Łabą do miasta jak góra lodowa. Przed wojną stał w tym miejscu cesarski spichlerz – symbol portu. Przechowywano tu kakao‚ tytoń‚ herbatę. Zbombardowany w 1945 roku neogotycki budynek w latach 60. zastąpiono kształtem nowoczesnym i surowym‚ który Herzog & de Meuron teraz całkowicie wybebeszyli, pozostawiając tylko charakterystyczne dźwigi suwnicowe oraz żelbetonowe elewacje grube na 25 cm. Nad nimi wzniesie się połyskująca‚ uformowana nieregularnie jak lodowiec lub fale na wzburzonym morzu szklana część‚ przez którą będą prześwitywać bursztynowe‚ biomorficzne wnętrza‚ obłe‚ pozbawione kątów prostych i jakichkolwiek związków z przemysłowym klimatem. W przypadku Tate i Filharmonii na Łabie radykalne przekształcenia dotyczą budynków powojennych‚ ultranowoczesna‚ rzeźbiarska architektura trochę na nich żeruje‚ ale nie jest to tak szokujące‚ jak w przypadku elektrowni w Yonkers z 1904 roku stojącej przy nadbrzeżu rzeki Hudson‚ 25 minut z dworca centralnego na nowojorskim Manhattanie. Projekt stworzenia tu pierwszego w Nowym Jorku budynku całkowicie samowystarczalnego energetycznie‚ nieprzyczyniającego się do zwiększenia emisji dwutlenku węgla, przygotował brytyjski architekt Will Alsop. Alsop chce usunąć dwa kominy elektrowni‚ dodać aż 25 pięter. Budynek utraci ludzką skalę‚ zasłoni widok na rzekę‚ a „potwór‚ który jest zielony‚ nie przestaje być potworem” – mówią przeciwnicy. Inwestor używa tych samych argumentów‚ co władze Wrocławia. Jeśli elektrownia nie zostanie rozbudowana‚ nie będzie w opłacalny sposób można zaadaptować jej do nowej funkcji. Nieużywany budynek będzie powoli niszczał. Sam Alsop zdobywa entuzjastów swoim poczuciem humoru. W bezbłędnie rozpoznawalnym stylu ubrał elektrownię w rodzaj kolorowej sukienki z falbankami. Konserwatora zabytków falbanki chyba nie przekonają. Ale nawet dla niego walka z potworem jest z pewnością bardziej nobilitująca niż opędzanie się od „przyssawek”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA