Czytam właśnie o możliwych przeszkodach, które mogą wykoleić ideę EU Inc. prostej, paneuropejskiej spółki dla start-upów, która jest szansą na reanimację innowacji w spętanej regulacjami sennej Unii Europejskiej. Czytam i szlag mnie trafia, bo nasz kontynent utknął na technologicznej bocznicy. Życie dowiodło, że tak się kończy nasze europejskie szukanie na zapas dziury w całym i nadregulacje. Może więc w przypadku EU Inc. nie oglądać się na hamulcowych i ruszać z projektem w gronie tych państw, które dostrzegły w nim szansę. Nawet jeśli będzie ich 10 czy 15. Koalicje chętnych są wszak ostatnio w modzie.
Im większa Unia Europejska, tym trudniej o konsensus
Owszem, idealnie byłoby, by w każdej sprawie solidarnie szła do przodu cała unijna dwudziestka siódemka, ale pozbawia nas złudzeń choćby doświadczenie z prorosyjską dywersją w Radzie UE orbanowskich Węgier.
Nie mam złudzeń: im większe grono państw w UE, tym trudniej będzie uzyskać konsensus i sterować Unią, a przecież w kolejce do niej stoi nie tylko Ukraina czy Mołdawia, ale całe Zachodnie Bałkany. Może więc zamiast upierać się przy jednolitej UE powinniśmy pogodzić się z tym, że zacieśniać integrację w różnych dziedzinach będą kraje, które już do tego dojrzały. Bez ciśnienia w przypadku reszty, która dołączy, gdy będzie gotowa.
Polska de facto za Europą dwóch prędkości
Nasza krajowa klasa polityczna jak jeden mąż krytykuje ideę Europy dwóch prędkości, ale jednocześnie sama ją wprowadza w życie, sprzeciwiając się wejściu naszego kraju do strefy euro. Strefy, która przetrwała próbę ognia kryzysu zadłużeniowego i powoli dojrzewa do mocniejszej integracji, choćby do wspólnej emisji długu.