Jest coraz więcej wspólnego finansowania europejskiego, tylko nie nazywamy tego euroobligacjami
Zaproponowała pani emisję wspólnego długu przez strefę euro. Czy to już na to czas? To wygląda jak moment hamiltonowski. Powiedziałbym, że brzmi bardzo federalnie.
Jest coraz więcej wspólnego finansowania europejskiego, tylko nie nazywamy tego euroobligacjami. Jeśli spojrzeć na program SAFE, na ESM (European Stability Mechanism – red.), na fundusze odbudowy, widać coraz więcej sposobów, dzięki którym Europa się wspólnie finansuje. Więc znowu: idzie to powoli, ale w dobrym kierunku. A dlaczego w dobrym? Bo Europejczycy mogą na tym skorzystać: niektóre kraje bardzo, niektóre tylko nieznacznie. Najważniejszym powodem jest tzw. pooling: potrzebny jest większy portfel długu. Dam przykład: tu, w tym samym pokoju siedział japoński inwestor i pytałam go, co jego zdaniem możemy zrobić (by przyciągnąć inwestorów na rynek długu – red.)? Odpowiedział: „Zróbcie Europę łatwiejszą do pojęcia dla japońskich inwestorów, bo my teraz jej nie rozumiemy. Tyle różnych krajów, nie wiemy, gdzie włożyć pieniądze”. Nie chodzi więc tylko o wspólny, bezpieczny instrument finansowy. Chodzi o to, by Europa była zrozumiała i o wspólną emisję długu, który oznaczać będzie, że europejski dług zyska swoją rolę jako bezpieczny składnik aktywów. Bo Europa wciąż opiera się na ścisłych zasadach, może być wiarygodnym partnerem. I oczywiście może stanowić (finansową – red.) alternatywę dla (długu – red.) Stanów Zjednoczonych…
…oraz dolara?
Tak, jako waluta rezerwowa. A to rzeczy, które jak wszystko, co ma związek z odpornością, są nam potrzebne. I co jest ważne dla euro? Jednym z powodów, dla których dolar jest bezpiecznym aktywem, jest to, że ma najsilniejszą armię na świecie. Więc trzeba zadbać o odporność, trzeba połączyć siły, trzeba też wzmocnić gospodarkę. Bo ludzie potrzebują czegoś, w co można inwestować.
Jakie korzyści odniosłyby ze wspólnego finansowania takie kraje jak Holandia czy Niemcy, które już teraz płacą mniej za długi?
Przedstawię sposób patrzenia na to, o którym zawsze mówię w Holandii. Moja 16-letnia córka gra od dawna w piłkę nożną. W pewnym momencie powiedziała: „Mam dość mojej drużyny. Nie jest wystarczająco dobra. Nie podoba mi się atmosfera”. Zaczęła grać w innej drużynie. Jest teraz o wiele szczęśliwsza. Ale Europa to nie drużyna piłkarska. Żyjemy w tym samym miejscu, obok siebie. Musimy się nawzajem doskonalić, zamiast myśleć o zmianie drużyny. To podstawa. Taki sposób myślenia: hej, jak ja nie skorzystam, skoro oni z perspektywy ekonomicznej skorzystają, a przecież od nich zależy nasz eksport, stabilność naszej waluty. Po drugie, możemy naprawdę skorzystać, jeśli pula obligacji będzie wystarczająco duża, a emisja będzie wystarczająco regularna. Obecny spread między holenderskimi aktywami bezpiecznymi a europejskimi jest tak mały, że wierzymy, iż może całkiem zniknąć, a finansowanie za pomocą europejskich aktywów może stać się nawet tańsze.
Jakie są zatem prognozy gospodarcze na przyszły rok? Atmosfera jest ponura: tuż za naszą granicą toczy się wojna, a amerykański sojusznik nie jest wystarczająco odpowiedzialny. Czy to wpływa na gospodarkę? W zeszłym roku też percepcja gospodarki była raczej ponura, ale dane okazują się zaskakująco dobre. Inflacja jest niższa, a wzrost PKB, przynajmniej w Polsce, stosunkowo wysoki.
Czytał pan może mój artykuł o wojnie handlowej, w którym napisałam, że nie powinniśmy być zbyt pesymistyczni: „Ryzyko bycia zbyt ponurym”?
Jaki więc będzie wpływ wojny handlowej Trumpa na Europę?
Zasadniczo to nie tylko wojna handlowa. To kryzys, kryzys wszystkiego, co ma związek z geopolityką. Wiele osób obawia się szoku. I rzeczywiście może on nastąpić. Następuje erozja globalnego systemu, który stawał się coraz bardziej europejski w tym sensie, że był oparty na regułach. Przejście systemu do rozgrywki siłowej oznacza, że staje się on mniej efektywny pod względem przewag komparatywnych, alokacji kapitału itd. Jest też mniej efektywny dlatego, że trzeba inwestować w odporność. To też bardzo niekorzystne dla starań o ograniczenie zmian klimatu, problemu, który będzie nas kosztował. A jeśli nie będziemy koordynować działań, będzie jeszcze droższy.