fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rpkom

Amnestia dla telekomunikacyjnych samowolek

ROL
Nikt nie wie dokładnie, ile kilometrów rur i kabli leży zakopanych w Polsce bez jakichkolwiek projektów i pozwoleń, ale nikt nie ma wątpliwości, że taka „szara infrastruktura” istnieje. Czy dałoby się ją przywrócić do formalnej eksploatacji? Jedna z branżowych izb wystąpiła z – bardzo wstępnym - projektem abolicji telekomunikacyjnej. Reakcja na ten pomysł jest różna, ale nie brak głosów poparcia. Trudno jednak nie dostrzec, że cele różnych grup rynkowych nie są takie same. To nie ułatwi opracowania legislacyjnego narzędzia, do realizacji pomysłu abolicji.
- W Polsce hurtowy rynek telekomunikacyjny istnieje tylko w niewielkim zakresie, bo jedynym operatorem, który z zasady musi taką ofertę udostępniać jest Telekomunikacja Polska. Mali operatorzy są dla dużych tylko klientem biznesowym. Naszym zdaniem tę sytuację można by zmienić – z korzyścią dla całego rynku – likwidując przy tym szarą strefę infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce – mówi Piotr Marciniak z Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej i współwłaściciel łódzkiej sieci TPnets zarazem.
Hurtowa sprzedaż za legalizację
KIKE chciałaby ujawnienia i legalizacji budowanej, wbrew przepisom, infrastruktury. W zamian za taką abolicję korzystający z niej operator byłby zobowiązany do zaoferowanie w niej produktów hurtowych konkurentom.
Pomysł, jakie wysunęła KIKE dla rynku jest na razie dosyć egzotyczny. – Do tej pory nikt nie zwrócił się do nas w takiej sprawie – mówi Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Podobnie reagują przedstawiciele dużych telekomów i izb branżowych.- Z uwagi na dostępność wolnych zasobów, być może w modelu hurtowym należałoby udostępniać tylko część ujawnionej infrastruktury. 30 proc. zasobów? 50 proc.? 70 proc.? To do dyskusji. Chodzi przede wszystkim o kanalizację teletechniczną i kable światłowodowe. Naszym zdaniem sporo takich nielegalnych, czy nie do końca legalnych zasobów jest w dyspozycji większych i mniejszych graczy – ISP, sieci kablowych telekomów – mówi Piotr Marciniak.
Kabel zakopany na lewo
Skalę korzyści dla rynku trudno ocenić, bo nikt dokładnie nie wie, ile nielegalnych kabli i rur zostało zakopanych i nikt się nie chwali, że to zrobił. Według powszechnej opinii celują w tym lokalni operatorzy. Często ku irytacji swoich konkurentów. – Zdarza się, że co jakiś czas - realizując własne inwestycje na naszym terenie - odkopujemy kable nie ujęte w żadnej ewidencji. Ktoś chciał podłączyć jakiś blok bez projektów, pozwoleń i opłat. Trudno nam rywalizować z takim operatorami, jeżeli chcemy  prowadzić inwestycje w zgodzie z prawem. Dla mnie to czyn nieuczciwej konkurencji. Uważam, że środowisko małych operatorów byłoby zainteresowane ujawnieniem i uporządkowaniem tych spraw – mówi Arkadiusz Binder, prezes zarządu KIKE i szef gdańskiego BiallNetu.
– Myślę, że jest to problem nie tylko budowy bez pozwolenia, ale z przekraczaniem lub wręcz łamaniem warunków pozwolenia lub eksploatacja z łamaniem prawa. I takich przypadków na pewno jest sporo. Także na sumieniu dużych i bardzo dużych operatorów. Dostajemy liczne sygnały, także od klientów, którzy są w kropce. Nie chcą donosić i nie podają szczegółów, bo dzięki temu mają telekomunikację. Sygnalizują jednak, że miejscami infrastruktura powstaje „na dziko” – mówi Anna Streżyńska.
Procedury administracyjne nie nadążają
Powszechna jest opinia operatorów – większych i mniejszych – że spora część radiolinii działa w Polsce bez formalnych pozwoleń. Czasem, byleby dostarczyć usługę, w oczekiwaniu na stosowne dokumenty, ale czasem zupełnie bez liczenia się z wymogami prawa.
- Według mojej wiedzy duzi operatorzy nie realizowali inwestycji wbrew Prawu budowlanemu. Oczywiście, mogą sie zdarzyć jakieś małe fragmenty przyłącza itp. – mówi Eugeniusz Gaca, przewodniczący sekcji operatorów telekomunikacyjnych w Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.
- Żaden z dużych operatorów nigdy nie będzie z pełną premedytacją budował wbrew lub bez pozwolenia. Wszyscy jednak wiemy, jak postępują procedury administracyjne, jakie jest ich tempo, jaka niekiedy jakość decyzji. Myślę, że zdarzają inwestycje zrealizowane z wyprzedzeniem w stosunku do papierów. To jest jednak margines rynku. Abolicja w tym zakresie, to ciekawy pomysł, ale trudny do zrealizowania – twierdzi przedstawicie ciel jednego z dużych operatorów. – Zdarza się również, choć w skali roku to są pojedyncze incydenty, że znajdujemy zaciągnięte „na dziko” kable w naszej własnej kanalizacji. Abolicji dla takich działań ja sobie nie wyobrażam.
Środowisko „na tak”, UKE niekoniecznie…
Opinie dużych graczy na temat abolicji telekomunikacyjnej nie są zupełnie jednoznaczne. Nie wszyscy dokładnie tak samo wyobrażają sobie środki i cele. - Dla mnie to bardzo dobry pomysł, zważywszy, że legalizacja tzw. "samowoli" istnieje już w prawie budowlanym i ta praktyka jest dość dobrze rozpoznana. Oczywiście konieczny byłby projekt zamienny, stosowna opłata itp. – mówi Eugeniusz Gaca – Liczne są przypadki, gdy organy Państwowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego w różny sposób interpretują np. przedmiot zgłoszenia przez operatora telekomunikacyjnego. Odnosi sie to szczególnie do lokalizacji masztów. Abolicja (amnestia?) pozwoliłaby postawić rodzaj "grubej kreski" dla dotychczasowych lokalizacji bez konieczności ich rozbiórki itd.
- Jeśli miałoby tu chodzić o jakiś sformalizowany proces ujawnienia i przygotowania odpowiedniej dokumentacji, to taki pomysł na pewno będzie przez naszą firmę popierany – mówi Andrzej Gradzi, odpowiedzialny w Netii za projekt akwizycji lokalnych ISP. Dla jego
Anna Streżyńska, prezes UKE
(źr.Fotorzepa)
spółki status prawny sieci, które przejmuje jest istotną sprawą. - Ważne jest co tak naprawdę taka abolicja miałaby obejmować. Jeżeli chodzi o abolicję w zakresie sankcji prawnych z tytułu "samowolek", to jest to dobry pomysł. Dokumentacja takiej infrastruktury i  tak powinna być wykonana, chociażby z uwagi na jej bezpieczeństwo i zarządzanie. Inni użytkownicy nieruchomości muszą wiedzieć co na danym obszarze jest zakopane i kto jest właścicielem – dodaje Andrzej Gradzi. UKE jednak nie jest – na razie – pomysłem abolicji zafascynowany, choć widzi pewne możliwości.
- Nie sądzę żeby abolicja obejmująca wszelkie przekroczenia była korzystna dla interesu publicznego. Dla rynku telekomunikacyjnego pewnie tak, ale są też inne wartości chronione. Mogłaby być ograniczona do takich przypadków, kiedy infrastruktura została zbudowana bez pozwoleń, ale nie narusza innych przepisów prawa. Interes społeczny polegałby na tym, że dałoby się uniknąć dolegliwości związanych z demontażem takiej infrastruktury, bo ktoś z niej korzysta- mówi Anna Streżyńska.
Potrzebna będzie zmiana prawa
– Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, związany z inwentaryzacją infrastruktury telekomunikacyjnej. Jeżeli w ostatniej rundzie dane przekazało ok. 1,2 tys. przedsiębiorców telekomunikacyjnych, to znaczy, że znaczna liczba tego nie zrobiła i krajowe zasoby telekomunikacyjne wciąż nie są dobrze znane. Jestem przekonany, że to po części wynik niechęci do ujawniania nielegalnej, czy półlegalnej infrastruktury. Abolicja mogłaby tutaj pomóc – mówi Piotr Marciniak.
- Oczywiście, że problem samowolek wpływa negatywnie na naszą wiedzę o infrastrukturze. Ale konsekwencje ponoszą sami operatorzy. Jeżeli nie podają prawdziwych danych o infrastrukturze, to zwykle kierujemy w dany rejon interwencję publiczną z funduszy strukturalnych, bo jeżeli jakiegoś obszaru nie ma w danych inwentaryzacyjnych, to np. może to być biała lub szara plama – ripostuje Anna Streżyńska.  – Tak, czy inaczej, moim zdaniem konieczna byłaby zmiana prawa.
- Nie analizowaliśmy dokładnie możliwości realizowania tego pomysłu w aktualnie obowiązującym systemie prawnym. Gdyby zmiany rzeczywiście były konieczne, to przecież przygotowywana jest nowelizacja zarówno megaustawy, jak i Prawa telekomunikacyjnego – przypomina Piotr Marciniak. Jeżeli więc ma się zacząć publiczna debata nad projektem abolicji telekomunikacyjnej, to powinna się zacząć niebawem.
Źródło: rpkom.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA