fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Filharmonia Narodowa: Arcadi Volodos – pianista romantyk??

materiały prasowe
Wtorkowym występem w Filharmonii Narodowej Arcadi Volodos potwierdził, że należy do światowej czołówki pianistycznej.
W tegorocznym rankingu najlepszych muzyków austriacki magazyn „Festspiele" 39-letniego Rosjanina, który jeszcze przed osiągnięciem dojrzałości, opuścił ojczyznę, umieścił w piątce najlepszych pianistów. Arcadi Volodos został sklasyfikowany za Helene Grimaud, Lang Langiem i Marthą Argerich a przed Maurizio Pollinim. Znalazł się w najlepszym towarzystwie, jeśli zaś ktoś nie wierzy w takie rankingowe listy, powinien posłuchać, jak gra na żywo. Na szczęście na trasach artystycznych podróży Polskę umieszcza dość często.
We wtorek wystarczyło posłuchać pierwszych taktów Sonaty h-moll Liszta, by docenić klasę Volodosa. Wydłużone pauzy między poszczególnymi akordami nie były jedynie efektownym zabiegiem. Ta cisza wzmagała napięcie i oczekiwanie słuchaczy na to, co zdarzy się za chwilę, a przede wszystkim dopełniała konstrukcję głównego tematu.
Ta sonata Liszta to pułapka dla wykonawcy, nie tylko dlatego, że jest piekielnie trudna. Trwa około pół godziny, a składa się tylko z jednej części, poszatkowanej za to na drobne cząstki. Trzeba nie lada umiejętności, by zbudować z nich spójną całość. Volodos zrobił to bezbłędnie, romantyczny strumień gwałtownych emocji zyskał więc narracyjną spójność. Co więcej, słuchając tej interpretacji, momentami odnosiło się wrażenie, jakby pianista swobodnie improwizował. W grze Rosjanina nie było śladu zmagań z technicznymi pułapkami, muzyka płynęła w sposób naturalny.
Volodos jest wirtuozem, ale nie lubi się popisywać. On myśli, czuje i wie, co chce przekazać. Tym różni się od większości pianistów naszych czasów, którym szkoda czasu i wysiłku, by zagłębić się w materię utworów, dostrzec to, co kompozytor ukrył między nutami.
Jest też mistrzem kreowania nastrojów. Tak jak zrobił to podczas pierwszej części recitalu, kiedy do przejmującej w swoim tragizmie Sonaty a-moll Schubert dodał trzy intermezza Brahmsa, o których kompozytor powiedział, że są kołysanką dla wszystkich jego smutków. To była zatem godzina nostalgii, rozwijającej się w sali Filharmonii Narodowej powoli, stopniowo ogarniając wszystkich słuchaczy.
Nie po raz pierwszy Arcadi Volodos podczas występu Schuberta połączył z Lisztem, tak zrobił i podczas recitalu w Warszawie w 2005 roku. Najlepiej czuje się w muzyce romantycznej, której oddaje na usługi swe umiejętności: grę pięknym dźwiękiem, eksponowanie rozmaitych detali. Nie chce wzakże, by przypisywać go tylko jednej epoce, dlatego w ostatnim bisie brawurowo wyczarował hiszpańskie klimaty Albeniza. W końcu po wyjeździe z Rosji, zdecydował się zamieszkać w Madrycie.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA