fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Zbigniew Dudziński, prezes Hay Gruop - opinia

Rzeczpospolita
Spośród wszystkich krajów Europy i Ameryki Północnej jedynie Turcy płacą swoim dyrektorom lepiej niż Polacy – pisze konsultant firmy doradztwa personalnego Hay Group
Gorącego wsparcia wymaga nawoływanie do zwiększenia wpływu na system finansowy w Polsce, abyśmy nie pozostawali biernym odbiorcą wstrząsów kryzysu światowego. Warto jednak pamiętać, że samo zwiększenie kontroli, czy to poprzez strukturę własności (inicjatywy Rady Gospodarczej przy Premierze), czy regulacje (np. ostatnie różne zalecenia KNF), nie wystarczy. O wiele więcej musi się zmienić, a nawet – parafrazując Lampedusę – wszystko musi się zmienić.
Jeśli chcemy zwiększenia wpływu na system finansowy w Polsce, to kto miałby reprezentować państwo w wywieraniu tego wpływu? Odpowiedź wydaje się oczywista – szeroko pojęta administracja: rząd, ministerstwa, agendy rządowe itp. Ale czy administracja w Polsce jest do tego przygotowana? Pomijając perspektywę subiektywną każdego indywidualnego obywatela, która dałaby raczej surową (mówiąc delikatnie) ocenę polskiej administracji, spróbujmy spojrzeć na nią przez pryzmat wynagrodzeniowy. A jest to widok bardzo klarowny. Jeśli zaakceptujemy jedno z podstawowych praw ekonomii, że wszystkie rynki w dalszej perspektywie dążą do równowagi, trzeba by założyć również, że płacąc w dłuższym czasie gorzej, otrzymujemy gorszą pracę (naukowa wersja ludowego: jaka płaca, taka praca).
Notabene, wynagrodzenia w Polsce to ciekawe zjawisko samo w sobie. Okazuje się, że na tle krajów Europy Środkowo-Wschodniej na rynku komercyjnym (bez sektora publicznego) mamy w ogóle najwyższe wynagrodzenia, nie tylko na poziomie najwyższych stanowisk dyrektorskich (tych poniżej poziomu członków zarządów), ale i na najniższych. W?poniższej tabeli kilka przykładowych danych.
Dla najwyższych stanowisk dyrektorskich (tych poniżej poziomu członków zarządów) także w porównaniu z krajami rozwiniętymi polski rynek wynagrodzeniowy znajduje się w ścisłej czołówce. Spośród wszystkich krajów Europy i Ameryki Północnej jedynie Turcy płacą lepiej swoim dyrektorom.

Słabo wynagradzana administracja

Wyjątkowym zjawiskiem na tym tle jest praktyka wynagradzania w administracji publicznej, gdzie skala zróżnicowania między krańcowymi poziomami stanowisk (mierzona tą samą metodą jak dla firm prywatnych obecnych w bazie danych Hay Group) jest dwa razy niższa niż na rynku komercyjnym, relacja wynagrodzeń najniższych stanowisk do najwyższych wynosi 1:6, podczas gdy na rynku komercyjnym 1:14. Kilka lat temu przeprowadzone przez Hay Group badania praktyki wynagrodzeniowej w administracji publicznej w wybranych krajach Europy wskazywały odwrotną tendencję wynagrodzeniową praktyki w polskiej administracji publicznej do praktyki na rynku komercyjnym. Podczas gdy Polska w wynagradzaniu jest zdecydowanym liderem na rynku komercyjnym (po zważeniu siłą gospodarki), na rynku administracji publicznej plasuje się na końcu (dysproporcja wynagrodzeń w administracji do rynku komercyjnego jest relatywnie największa w Europie!).

Ograniczenie rozwoju

Wynagrodzenia na najniższych stanowiskach są, według naszych szacunków, na poziomie rynku komercyjnego (a nawet mogą go przekraczać), aby w miarę wzrostu wartości stanowisk osiągnąć na stanowiskach dyrektorów generalnych ministerstw (poziom 19 i 20 na wykresie) nie więcej niż 40 proc. tego rynku. I to przy założeniu minimum wymagań na takim stanowisku, sprowadzających się do operacyjnego administrowania zasobami. Biorąc pod uwagę zakres zmian na rynku pracy, sztywność systemu wynagrodzeń w administracji, a co za tym idzie – pułap rekrutacji, jest być może największym ograniczeniem rozwoju państwa. Gdy uwzględnić przy tym poziom oczekiwań wyznaczony zaleceniami Rady Gospodarczej przy Premierze czy agend rządowych, będących regulatorami rynku, a nie absolutne obecne minimum, okaże się, że poziom kompetencji, jakie trzeba kupić na rynku, wymaga podniesienia wynagrodzeń nawet trzy- i czterokrotnie dla najwyższych stanowisk.

Równowaga rynku

Oczywiście, nie należy, a nawet nie wolno, robić tego z dnia na dzień, jednak już dziś trzeba zacząć. Z perspektywy funkcjonowania państwa nie oznacza to wcale konieczności zwiększania budżetu wynagrodzeń. Wystarczy przestać zarządzać średnią wynagrodzeń i skupić się na większej adekwatności wynagradzania do wartości pracy. Przypomnę: w długim czasie wszystkie rynki dążą do równowagi, dlatego relatywnie niskie nagradzanie pracy daje relatywnie niską jej wartość. Problem nie sprowadza się więc do niesprawiedliwej eksploatacji pracowników w administracji, ale do tego, że dostarcza ona systemowo produkt niskiej jakości. Gdyby miarą tej jakości była skala niedowartościowania pracy na kluczowych stanowiskach, można by powiedzieć, że mamy państwo funkcjonujące co najmniej dwa razy gorzej, niż nas na to stać!
Państwo wymaga zarządzania, a nie administrowania. W państwie administrowanym głównym przedmiotem rozliczenia jest niepopełnianie błędów w ramach ścisłych instrukcji działania, przetargi zaś nastawione są na zmniejszanie kosztów dla administracji (dlatego jedynym kryterium jest cena!), a nie na maksymalizowanie efektów dla obywateli. A wszystko po to, aby urzędnik zabezpieczył się przed jakimkolwiek ryzykiem, zwłaszcza ryzykiem posądzenia o korupcję. W państwie zarządzanym przedmiotem rozliczenia jest ostateczny efekt i koszt dla obywatela. W takim państwie administracja potrzebuje odpowiedniej rangi talentów umiejących i gotowych sprostać temu wyzwaniu. Musi też mieć warunki do ich przyciągnięcia, utrzymania i motywowania.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA