fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Roman Statkowski i jego Maria wydarzeniem festiwalu w Wexford

Wojewoda (Krzysztof Szumański) i jego goście w "Marii" na festiwalu w Wexford
Wexford Opera Festiwal
Irlandczycy pokazali nam, jak ze starego dzieła zrobić współczesny spektakl – pisze Jacek Marczyński z Wexford
Żeby dobrze zrozumieć, dlaczego ta premiera na festiwalu w Wexford stała się wydarzeniem, trzeba nie tylko ocenić spektakl, ale i odświeżyć znajomość z "Marią" Romana Statkowskiego, bo kto zna tę operę? Spoczywa od dawna w zapomnieniu, jak cała kontuszowo-szlachecka historia, w żaden sposób niepomagająca zrozumieć dzisiejszych problemów. Zobacz galerię zdjęć
W Wexford też nie ma karabel ani pasów słuckich, festiwalowa publiczność obejrzała je kilkanaście lat temu, gdy wystawiono "Straszny dwór", ale przeszedł on bez echa. Co innego teraz, "Marię" przyjęto gorąco, o przedstawieniu mówi się, że poruszające i może się odnosić do zdarzeń w wielu krajach. "Maria", wywiedziona z romantycznej powieści Malczewskiego, zmieniła się jednak nie do poznania. Zamiast dumnego Wojewody, który nie może pogodzić się z faktem, że jego syn poślubił córkę Miecznika, mamy generała oraz solidarnościowego działacza. Zamiana pozornie szokująca, ale jeśli dodamy, że w oryginale Wojewoda każe swym zaufanym porwać synową i sprawić, by zniknęła bez śladu, ta uwspółcześniona wersja zaczyna rysować się prawdopodobnie.
Reżyser Michael Gieleta przeniósł akcję w czas stanu wojennego. Czarno-białe zdjęcia ulic polskich miast, prezentowane podczas uwertury, budują klimat. Jest szaro, ponuro, przygnębiająco, a potęguje to pierwsza scena w gabinecie Wojewody z posępnym, PRL-owskim orłem w tle. Dla widza znającego realia tamtego czasu, wiele detali spektaklu w Wexford kłóci się własnymi wspomnieniami, a poza tym sztuka operowa nie znosi konkretu. Powinna operować metaforą, nastrojem, ale sugestywność obrazów Gielety przemawia do cudzoziemców. Ten reżyser potrafi prowadzić akcję, bardziej wiarygodny stał się też wątek miłosny. Na przeszkodzie zakochanym stanęła nie różnica klas, ale poglądów. Wojewoda nie zaakceptuje związku z rodziną przeciwników politycznych. A jego syn, Wacław – student, zbuntowany przeciw ojcu, symbolowi znienawidzonej władzy – to postać typowa dla każdej rewolucji. Dla widzów "Maria" jest też odkryciem muzycznym. Roman Statkowski stworzył partyturę gęstą, świetnie zinstrumentowaną, to taki mix inspiracji Wagnerem i Czajkowskim z dodatkiem motywów ukraińskich (w oryginale akcja dzieje się na kresach Rzeczypospolitej). Całość jest wszakże oryginalna, a spektakl świetnie poprowadził Tomasz Tokarczyk, muzyka miała porywającą dramaturgię. Resztę dodali wyraziści Polacy: Krzysztof Szumański (Wojewoda), Adam Kruszewski (Miecznik) oraz najgoręcej – i słusznie – przyjęty Rafał Bartmiński (Wacław). Zawiodła Włoszka Daria Masiero jako bezbarwna Maria. Ta premiera powinna nam przypomnieć, że cały wielki rozdział dziejów polskiej opery – od Moniuszki po połowę XX w. – leży dziś pogardzany. Patriotyczno-historycznych oper tego okresu unika współczesny teatr, uważając je za anachroniczne. "Maria" w Wexford obala ten pogląd, czy jednak pojawi się w Polsce? Na razie zainteresowało się nią kilka scen amerykańskich. Spektakl "Maria" został pokazany  w Wexford dzięki zaangażowaniu Instytutu Adama Mickiewicza, który wspiera dobrą, ale zapomnianą polską twórczość.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA