fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Debiutanci z zagranicy czekają na polską premierę

Ed Sheeran (1991) jest muzyczną rewelacją w Wielkiej Brytanii. Wdarł się na listy przebojów singlem „The A Team”. Produkcja teledysku kosztowała 20 funtów. Debiutancka płyta Sheerana ukazała się 9 września
WARNER
Jeśli płyty CD nie ma w sklepie, nie można jej też kupić w Internecie
Dostałem newsa: „Ed Sheeran rzucił na kolana Wielką Brytanię! Debiutancki krążek utalentowanego 20-latka „+" pokonał Adele dominującą przez wiele miesięcy na pierwszym miejscu angielskiej listy przebojów. W pierwszym tygodniu płyta sprzedała się w ponad 100 tys. egzemplarzy. Liczba odsłon na portalu YouTube przekroczyła 20 mln!".
Chciałoby się już biec do sklepu, jednak reklamę trzeba przeczytać do końca: premiera polska odbędzie się w styczniu 2012 roku! – Każdy koncern ma swoją politykę repertuarową ściśle związaną z kalendarzem – mówi dyrektor Beata Reizler w Warner Music Poland. – Premiery planowane są z wyprzedzeniem, inaczej nasze tytuły konkurowałyby ze sobą.
Albumy megagwiazd ukazują się na całym globie w tym samym terminie. Z debiutantami bywa różnie. – To właśnie przypadek Sheerana – tłumaczy Beata Reizler. – Jeśli młody wykonawca odniesie sukces na lokalnym rynku, łatwiej promować go za granicą. CD „+" w wielu krajach ukaże się w styczniu. Dzięki temu mamy więcej czasu na promocję. Czy w czasach, gdy muzyka jest dostępna również online – m.in. w iTunes – odkładanie wydania CD ma sens? – Zasady sprzedaży cyfrowej są takie same jak tradycyjnej – mówi Katarzyna Meller, rzeczniczka Polkomtelu, właściciela Muzodajni.pl. – Daty wydania płyt ustalają wytwórnie – dotyczy to albumów zagranicznych i krajowych. U nas bywa to zazwyczaj kilka lub kilkanaście dni przed premierą ogólnopolską. Nowy album Stinga „Sting: 25 years" był dostępny w Muzodajni.pl 18 dni wcześniej niż w tradycyjnych sklepach, a płyta Chrisa Bottiego „This Is Chris Botti" aż 60 dni wcześniej. – Nie wszystkie premiery są dla nas obligatoryjne, cieszymy się dużą autonomią – wyjaśnia Piotr Kabaj, dyrektor generalny EMI Poland. Przykładem tego jest nowa płyta hiszpańskiej gwiazdy EMI Pablo Alborana, który królował na hiszpańskiej liście przebojów przez osiem tygodni, sprzedając 90 tys. albumów. Zainteresowały się nim spółki EMI z krajów hiszpańskojęzycznych i album z opóźnieniem ukazał się w Ameryce Łacińskiej. Piotr Kabaj przytacza również przykłady albumów, które wylansował w Polsce. – W 2001 r. wrażenie zrobiła na nas łotewska grupa Brainstorm – mówi. – Ściągnęliśmy ich do Polski i wypromowaliśmy płytę, która osiągnęła u nas status złotej długo po łotewskiej premierze. Podobnie zrobiliśmy z niemieckim zespołem Reamonn. W zrozumieniu zasad rządzących fonografią pomaga przykład amerykańskiej grupy The Last Goodnights. – Spodobała się nam ich piosenka – tłumaczy szef EMI Poland. – Choć Amerykanie nie oszaleli na jej punkcie, nam udało się uczynić go radiowym hitem nr 1. Kupiła ją też do świątecznej promocji Era. Zarobiła nasza firma i muzycy. Koledzy z Ameryki byli zadziwieni. Podobne historie zdarzają się z płytami naszych artystów. Album „Edyta Górniak" ukazał się w Polsce w 1997 r. Premiera światowa odbyła się w następnym roku. A Piotr Kabaj ujawnia, że teraz pracuje nad czeskim wydaniem albumu Agi Zaryan, która śpiewała ostatnio w praskim Pałacu Prezydenckim. Ukazały się już tureckie i japońskie edycje. W planach jest umieszczenie piosenek w amerykańskim iTunes. – Bo jeśli muzyka jest wartościowa, to nieważne jest, kiedy i gdzie odbywa się jej premiera – można ją porównać do produktu o przedłużonej trwałości – przekonuje Kabaj. – Gorzej  bywa z piosenkami w stylu euro dance. Porównałbym je do owoców, które są towarem sezonowym. Cieszą się powodzeniem, a potem wszyscy o nich zapominają. Sklepy nie mają wyboru – mogą sprzedawać płyty, kiedy dostaną je z magazynów. Radiowcy mają dylematy. – Jeszcze w RMF FM, kiedy byłem „gniewny i młody", grałem piosenki bez względu na to, czy płyta była na rynku, bo wielu z nas chciało wtedy wychodzić przed szereg – mówi Piotr Metz z Trójki. – Teraz staram się trzymać terminów premier, tym bardziej że muzyka jest własnością wytwórni. Mogą nas o to prosić, a nawet tego od nas wymagać. Najważniejsze, że nie brakuje teraz nowości i nie trzeba się ścigać. Szansy na dostanie nowości nie daje polski iTunes. Gdy chciałem kupić w sklepie Apple debiutancką płytę Eda Sheerana, znalazłem tylko stary album countrowej gwiazdy o tym samym imieniu i nazwisku. Proszę się nie pomylić!
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA