fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Antychrześcijańskie fobie Środy i Nergala

Ks. Waldemar Chrostowski
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Antysemityzm – powtarzałem setki, a może tysiące razy – jest grzechem! Lecz grzechem jest również tropienie go tam, gdzie go nie ma, przypisywanie go tym, których się nie lubi – pisze biblista
Upłynęły trzy tygodnie, odkąd Stowarzyszenie Biblistów Polskich wystosowało dwa listy: do Juliusza Brauna, prezesa TVP SA, i prof. dr hab. Katarzyny Chałasińskiej-Macukow, rektor Uniwersytetu Warszawskiego, w sprawie Adama Darskiego, pseudonim Holocausto vel Nergal, i dr hab. Magdaleny Środy, która w nawiązaniu do bluźnierstwa popełnionego przez Darskiego oświadczyła: "Też mam ochotę podrzeć Biblię".
Dotychczas na żaden z tych listów nie otrzymaliśmy odpowiedzi, natomiast Darski, uprawiając kolejne hucpy, przynajmniej do grudnia będzie występował w telewizji publicznej. Co się tyczy Magdaleny Środy, frontalny atak na list walnego zebrania i zarządu SBP, a także na mnie, przypuścił w "Rzeczpospolitej" dr hab. Ireneusz Krzemiński, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Jego treść i poziom wymownie ilustrują cele ludzi, którym przeszkadza nauczanie Kościoła .

Misja uniwersytetu

Tekst Ireneusza Krzemińskiego jest pełen impertynencji, którym obcy jest duch akademickiego dyskursu. W określeniu list "polskich biblistów" celowo używa cudzysłowu, zarzucając mu "brak jakiegokolwiek rozumiejącego zamysłu nad sensem słów" Magdaleny Środy oraz szydząc ze stanu duchowego i poziomu intelektualnego członków SBP.
Trudno rozstrzygnąć, czy w tak buńczucznej arogancji więcej jest zwyczajnej bezczelności czy raczej niezgrabnie maskowanych kompleksów wobec gremium, w którym ponad 40 osób to, jak Krzemiński, nauczyciele akademiccy ze stopniem doktora habilitowanego, zaś ponad 30 innych legitymuje się tytułem naukowym profesora, którym Krzemiński pochwalić się nie może. Ogromne zaskoczenie i zdziwienie wywołuje to, jak dr hab. Krzemiński widzi naturę i rolę uniwersytetu: "Wydawałoby się, że istotą uniwersytetu jest wolność wyrażania choćby najgłupszych i najgorszych według innych myśli i poglądów". Wolność została tu pomylona ze swobodą, a nawet ze swawolą, co charakteryzuje większość nagłaśnianych przez wybrane środki przekazu wypowiedzi Krzemińskiego. Tak rozumiany "uniwersytet" przypomina bliskie sąsiedztwo budki z piwem. Nie wiadomo, dlaczego społeczeństwo i państwo miałoby opłacać ludzi, którzy za wspólne pieniądze będą się zajmować bezkarnym prawieniem bredni i obrażaniem innych. Zatem nie wiadomo, czemu miałyby służyć podejmowane przez rząd reformy i wzniosłe programy edukacyjne oraz przedsięwzięcia, których celem ma być znacząca poprawa poziomu kształcenia studentów. Czyżby jeszcze większemu mnożeniu najgłupszych oraz najgorszych myśli i poglądów? Na tym polega misja polskich uniwersytetów? Przełóżmy deklarację Krzemińskiego na angielski i posłuchajmy, co inni mają do powiedzenia na jej temat. Niestety, dr hab. Krzemiński bezceremonialnie realizuje to, co głosi. Żenująco usprawiedliwia dr hab. Środę, pisząc, że "poszło o jakąś wypowiedź w popularnym dzienniku" oraz że Środa "nie pamięta nawet tych słów, które brzmieć miały, że i ona czasami ma ochotę podrzeć Biblię". A więc nauczyciel akademicki, na dodatek filozof i etyk, może na użytek setek tysięcy czytelników prawić brednie i złośliwości, a potem udawać, że nie pamięta tego, co powiedział? Komu są potrzebni i czego mogą nauczyć etycy niebiorący żadnej odpowiedzialności za swoje słowa i czyny? Na czym polega misja uniwersytetu, który staje się przytuliskiem dla tych ludzi i sowicie ich opłaca?

Antykościelny  chrześcijanin?

"Mogę o sobie powiedzieć, że jestem człowiekiem głęboko wierzącym" – deklaruje Krzemiński. Taka deklaracja ma w tym kontekście ogromne znaczenie, ale może też wprowadzać w błąd. Trzeba więc sięgnąć także po inne jego wypowiedzi, które rzucają więcej światła na to, jak ją pojmować. W ub. roku dr Krzemiński uczestniczył w warszawskiej Euro-Pride, promującej tzw. mniejszości seksualne, po czym "New York Times" napisał o nim, że jest gejem. W wywiadzie przeprowadzonym niedługo później [przez gejowski portal innastrona.pl – red.] zapytano go, jak można łączyć bycie osobą homoseksualną z byciem katolikiem. Odpowiedział: "Jeśli wiara i religia są dla kogoś nierozdzielnie związane z biskupami, z tymi tu i teraz, no to oczywiście kiepsko jest się z nimi identyfikować". Gdy dziennikarz stwierdził, że "geje i lesbijki uznają Kościół katolicki za najważniejszą homofobiczną siłę w Polsce", Krzemiński wyłożył swój sposób pojmowania i przeżywania wiary: "Im głębsza wiara, tym większa możliwość odnalezienia się bez względu na ten wrogi kościół [pisany z małej litery! – uwaga autora]. Następnie dodał: "Oficjalna nauka Kościoła – zwłaszcza polskiego – jest dość wroga", po czym dopowiedział: "Katechizm Kościoła katolickiego to twór pokrętny i dyskusyjny, w obecnej wersji bardziej nieprzyjazny w stosunku do osób homoseksualnych niż w poprzedniej. Kościół katolicki znalazł się w fazie wyjątkowo niedobrej, zamkniętej". Konieczny byłby tutaj dłuższy komentarz, ale poprzestanę na trzech uwagach. Po pierwsze, katechizm Kościoła katolickiego nie jest dziełem Kościoła polskiego, lecz – promulgowany przez Jana Pawła II – obowiązuje powszechnie. Po drugie, dr hab. Krzemiński unika dokładnego określenia, w co głęboko wierzy, zatem nie sposób uszczegółowić ani zweryfikować jego deklaracji. Po trzecie, wygląda na to, że Katechizm Kościoła katolickiego uwiera go w punktach 2357  – 2359, które, opierając się na Biblii (Księga Rodzaju oraz List do Rzymian i Pierwszy List do Koryntian), oceniają homoseksualizm jako "poważne zepsucie". Jednak zamiast ulegania ochocie "rwania tych stron na strzępy" oraz dezawuowania katechizmu należałoby wnikliwie przemyśleć, czy arogancja i sprzeciw wobec nauczania Kościoła, rozciągana na pogardę wobec biskupów, jest do pogodzenia z katolicyzmem.

Wytrych  antysemityzmu

Doktor hab. Ireneusz Krzemiński nie stroni od oszczerstwa. Twierdzę, że przypisując mi poglądy antysemickie i antyjudaistyczne, zna moje wypowiedzi i teksty wyłącznie z ich paszkwilanckich omówień na łamach "Gazety Wyborczej" i "Tygodnika Powszechnego". To samo dotyczy listu SBP do pani rektor Uniwersytetu Warszawskiego, który pracownik naukowy Instytutu Socjologii tejże uczelni zna jedynie ze streszczenia zamieszczonego w "Rzeczpospolitej". Krzemiński sugeruje więc kłamliwie, że w liście chodzi o "wyrok, który powinien – zdaniem owych biblistów – być podstawą do wszczęcia kroków dyscyplinarnych przez panią rektor Uniwersytetu Warszawskiego". Nic takiego nie napisaliśmy! Nasz list kończyły słowa: "Oczekujemy zajęcia właściwego stanowiska Władz Uniwersytetu Warszawskiego w tej bulwersującej sprawie". Naukowiec nie może i nie powinien czerpać swej wiedzy jedynie z tekstów i wycinków prasowych ani przeinaczać i fałszować słów wypowiedzianych przez innych. Tworzenie obrazu wroga, a potem zażarte zwalczanie go nie ma nic wspólnego z uprawianiem nauki. Taką samą wartość ma oskarżanie mnie przez Ireneusza Krzemińskiego o antysemityzm i kwestionowanie kompetencji w nauczaniu akademickim. To zużyty wytrych, który ma zastąpić uczciwe rozeznanie i rzeczową dyskusję oraz stygmatyzować każdego, kto nie pasuje do wymogów "poprawności" narzucanej przez hałaśliwe "mniejszości". Coraz częściej oskarżanie o antysemityzm jest frazesem, który przesłania groźne zjawiska, jakim należy się przeciwstawiać. Niezależnie od semantycznej ekwilibrystki dr. hab. Krzemińskiego podarcie Biblii przez Darskiego i deklaracja dr hab. Środy przywołują najbardziej mroczne skojarzenia z antychrześcijańską wrogością narodowych i międzynarodowych socjalistów, która odżywa w nowych formach. Takie postawy i wystąpienia nie mają nic wspólnego z wolnością prezentowania różnych przekonań, bo szydząc ze świętości i niszcząc ją, godzą w porządek i pokój społeczny. Antysemityzm – powtarzałem setki, a może tysiące razy – jest grzechem! Lecz grzechem jest również tropienie go tam, gdzie go nie ma, przypisywanie go tym, których się nie lubi, a przez to pogardzanie rozumem i łamanie zasad sprawiedliwości. Obowiązek przestrzegania wszystkich przykazań dekalogu oznacza konieczność przestrzegania również ósmego przykazania: "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu". Autor jest profesorem, przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów  Polskich i kierownikiem Zakładu  Dialogu Katolicko-Judaistycznego  na Wydziale Teologicznym UKSW

Pisał w opiniach

Ireneusz Krzemiński Ma się ochotę rwać te strony na strzępy... 27 września 2011
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA