fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Laury nie tylko za słowa

Nagrodzeni twórcy – od lewej: Janusz Głowacki, Magdalena Stopa, Jan Brykczyński, Eustachy Rylski, Joanna Papuzińska, Maciej Szymanowicz i Jarosław Mikołajewski – w towarzystwie Hanny Gronkiewicz-Walz i Ewy Malinowskiej-Grupińskiej
Fotorzepa
Czwarta edycja Nagrody Literackiej m.st. Warszawy już za nami. W piątek odebrali dyplomy tegoroczni zwycięzcy. Główne trofeum – za całokształt twórczości – trafiło w ręce Janusza Głowackiego. Pierwszy raz nagrodzono także ilustratorów
Po trzech edycjach ścisku i tłoku Nagroda Literacka m.st. Warszawy została wreszcie wręczona w odpowiednich dla siebie wnętrzach. Teatr Syrena nie jest być może sceną kojarzącą się z literaturą najwyższego sortu, jednak jako miejsce gali sprawdził się idealnie. Pomieścili się tu nie tylko jurorzy, ale też nagrodzeni, prezydent Hanna Gronkiewicz-Walz, przewodnicząca Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska, a nawet Wojciech Malajkat, wcielający się ironicznie w rolę prowadzącego.

Traumy i ironia

Najpierw wysłuchaliśmy euforycznych przemówień. Od pani prezydent dowiedzieliśmy się, że jeśli chodzi o Warszawę, to z książką jest dobrze, zaś od przedstawicielki rady miasta, że mogłoby być lepiej. Dopiero później nadszedł czas ogłoszenia wyników. – Wojna nam się wyświechtała. Przez gry komputerowe, filmy... – jowialnie oznajmił zasiadający w jury Grzegorz Leszczyński, przedstawiając zwycięzców w kategorii Literatura Dziecięca: Joannę Papuzińską i Macieja Szymanowicza za książkę „Asiunia". – Dla młodszych czytelników jest ona pojęciem raczej medialnym niż rzeczywistym. Tymczasem pani Papuzińska, pisząc tę niezwykłą autobiografię, zmienia ten punkt widzenia. Tu wojna nie jest cierpieniem milionów. Jest subiektywnym cierpieniem jednej małej Asiuni, dzięki czemu czytelnik jest w stanie głębiej odczuć jego ciężar i zidentyfikować się z nim.
Dla Papuzińskiej pisanie „Asiuni" było próbą zaleczenia traumy. Po chwili okazało się, że to samo kierowało laureatem kolejnej kategorii Literatura Piękna: Poezja, którym został Jarosław Mikołajewski za tom „Zbite szklanki". – Autor jest mistrzem językowej oszczędności, a także metafory – uzasadnił werdykt Tomasz Wroczyński. – To literatura bardzo egzystencjalna, w której centrum znajduje się człowiek z całym swoim rozdarciem. Można by rzec, że życie dokonuje się tu w perspektywie śmierci. U Mikołajewskiego jest to śmierć ojca. Żadnych życiowych dramatów i psychicznych katuszy nie ma natomiast w powieściach Eustachego Rylskiego. Jego nowa powieść „Na grobli" to tragifarsa rozgrywająca się w schyłkowym PRL, portretująca małość ówczesnych Polaków – niezależnie od społecznego statusu pogrążonych w ambicjach, dorobkiewiczostwie i kombinatorstwie. – Smutnym wnioskiem nasuwającym się po lekturze Rylskiego jest właśnie fakt, że pewne ludzkie postawy da się opisać tylko tragifarsą – skonstatował Andrzej Kowalczyk, wręczywszy uprzednio Rylskiemu nagrodę w kategorii Literatura Piękna: Proza.

Miasto niewidoczne

Najspokojniej w tym kontekście wypadły książki nominowane w kolejnej kategorii Edycja Warszawska. Tutaj jednak również najsilniejsza była konkurencja, bo wybrać między „Warszawą fantastyczną" Pawła Dunina-Wąsowicza a „Ostańcami" Magdaleny Stopy było naprawdę sporym problemem. – Przekonałem się do decyzji jury, kiedy po przeczytaniu „Ostańców" wybrałem się na spacer  tropem opisywanych tu kamienic – tłumaczył Tadeusz Górny. – Z co najmniej czterema byłem w życiu związany, wchodziłem do nich, wychodziłem z nich, przechodziłem mimo... I dopiero teraz uświadomiłem sobie, że tak naprawdę nigdy dotąd ich nie widziałem. Magdalena Stopa i Jan Brykczyński otwierają nam oczy na miasto. Co zrozumiałe, największe emocje towarzyszyły nagrodzie za całokształt twórczości. Napięcie wzmagały nazwiska laureatów ubiegłych lat: Konwicki, Hen, Nowakowski... Jednak kolejny raz jurorzy trafili w dziesiątkę. Nagroda główna trafiła w ręce Janusza Głowackiego. – Ja dzielę nagrody prosto – na te, których nie dostałem i którymi gardzę, oraz te, które otrzymałem i jestem z tego faktu dumny. Łatwo się domyślić, że ta nagroda należy do drugiej z tych kategorii – nonszalancko oznajmił Głowacki. Kpiarski i ironiczny klimat utrzymał się do końca wieczoru – aktorzy Syreny wykonali bowiem piosenki Stanisława Staszewskiego.  
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA