fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Ks. Nęcek: Miłosierdzie teologią XXI wieku

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Gdzie nie ma ducha, tam małość daje znać o sobie. Szczucie, poniżanie i poróżnianie to przepustka do władzy – pisze rzecznik kard. Stanisława Dziwisza
Kiedyś ks. Józef Tischner podczas wykładu podkreślił, że na powolny upadek cesarstwa rzymskiego złożył się rozkład trzech elementarnych pojęć – osoby, sacrum i sztuki. Pojęcie osoby kryło w sobie głębię bycia etycznym. A być etycznym to umieć wziąć odpowiedzialność za słowa, czyny i ponieść konsekwencje podjętych decyzji.

Daleko od ducha

Tam, gdzie etyka jest kwestią uznania, tam człowiek staje się wyrazem pogardy. Wówczas cynizm jest dominantą życia, a cynik nie zna wartości niczego, ale zna cenę wszystkiego. Wówczas – jak słusznie zauważył Benedykt XVI – każda wartość jest podważalna i żadna norma nie jest nienaruszalna.
Pojęcie sacrum stawało się piękną formą, w której świętość pozbawiona była treści i przekonującej mocy. Siła intelektu – jak dopowiedział papież
– stawała się genialnym wyrafinowaniem w robieniu zła, a dobro i prawda nie miały siły przebicia. Chodzi o to, że dekadencja moralna społeczeństwa jest efektem zakłamania. Dlatego „jeśli człowiek stawia swoją wolę, swoją pychę i swoją wygodę ponad wymagania prawdy, to w końcu wszystko ulega odwróceniu. Nie oddaje czci Bogu, któremu jest ona należna, lecz oddaje cześć obrazom, pozorom opinii, które się narzuca, i zdobywa panowanie nad ludźmi".
Pojęcie sztuki zostało sprowadzone do koncepcji widza. Doskonale obrazuje to film „Gladiator", gdzie zasiadający w Koloseum Rzymianie brali udział w igrzyskach, ale duch ich przebywał daleko. Nie dziwi więc, że w miarę bogacenia się wzrastało zapotrzebowanie na koncepcję szczucia. Gdzie bowiem nie ma ducha, tam małość daje znać o sobie. Umieć szczuć, poniżać i poróżniać to przepustka do władzy. Jednak ta koncepcja doprowadziła do upadku.
Ksiądz Tischner fantastycznie stwierdził, że w takich okolicznościach „osoba traci poczucie sensu i staje się pusta, sacrum przemienia się w czystą formę, a  sztuka jest jedynie okazją do radości z okrucieństwa". Jak daleko jesteśmy od tamtego ducha? Otóż dzisiaj coraz częściej materia z zakładów pracy wychodzi coraz bardziej uszlachetniona, a człowiek coraz bardziej upodlony. Deptanie praw pracowniczych, wymuszanie umów, pozorowanie rozmów, unikanie dialogu, promocja głupoty, arogancji, buty i bylejakości – człowiek człowiekowi wilkiem się staje.

Kruszą się relacje

Oto w tym kontekście pojawia się wołanie z Krakowa.
II Światowy Kongres Miłosierdzia mający na celu przybliżenie światu idei miłosierdzia. Co więcej, uczestnicy Kongresu skierowali do Ojca Świętego Benedykta XVI list z prośbą o uznanie św. Faustyny za doktora Kościoła. Chodzi więc o stwierdzenie, że miłosierdzie jest teologią XXI wieku.
Hasłem kongresu jest zawołanie: „Miłosierdzie źródłem nadziei".
Jak pięknie brzmią ponadczasowe słowa modlitwy św. Faustyny zapisane w „Dzienniczku": „Panie Boże, daj mi miłosierne oczy, miłosierne uszy, miłosierne ręce i miłosierne serce". Takie słowa może wypowiedzieć człowiek wielkiego ducha, którego życie jest drogą, prawdą i stało się dla innych życiem. Słowo miłosierne buduje, a niemiłosierne, pałające nienawiścią, rujnuje.
Obecnie atakuje się ludzkie życie na jego obrzeżach. Niewygodni stają się dziecko i człowiek cierpiący. Aborcja i eutanazja zyskują licznych promotorów. Kruszą się relacje między kobietami  i mężczyznami, między dziećmi i rodzicami i w ten sposób – jak mówił Benedykt XVI – „wysychają źródła życia. Szerzy się nie życie, ale śmierć, pojawia się cywilizacja śmierci". Tymczasem miłosierdzie wyzwala nadzieję, mówiąc, że wszystko jest jeszcze do uratowania. Dlatego jedno z błogosławieństw brzmi: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią".

Nagląca potrzeba

Codzienność jest brutalna i egoistyczna. Publiczna debata pozbawiona skrupułów, a rzeczywistość dnia powszedniego coraz bardziej się zakłamuje. W takim kontekście wołanie o miłosierdzie staje się wprost naglącą potrzebą. Warto się starać, aby – jak to powiedziała red. Małgorzata Skowrońska – człowiek człowiekowi nie wilkiem, ale miłosierdziem był.
Autor jest rzecznikiem prasowym archidiecezji krakowskiej, konsultorem ds. środków społecznego przekazu Konferencji Episkopatu Polski i wykładowcą nauki społecznej Kościoła i dziennikarstwa Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA