Reklama

Maciej Zaborowski: W cieniu Epsteina

Z jednej strony potrafimy z moralnym uniesieniem potępiać Jeffreya Epsteina. Z drugiej – codziennie, bez większego oporu, akceptujemy świat, w którym ciało stało się produktem, a intymność – prostą i niskokosztową strategią marketingową.
Maciej Zaborowski: Od afery Epsteina do strategii marketingowych, czyli o towaryzacji intymności

Maciej Zaborowski: Od afery Epsteina do strategii marketingowych, czyli o towaryzacji intymności

Foto: EPA/DEREK FRENCH

Temat Jeffreya Epsteina i jego niechlubnych dokonań nie schodzi od tygodni z pierwszych stron światowych gazet. Główna dyskusja o amerykańskim miliarderze toczy się oczywiście przede wszystkim w portalach plotkarskich. Pełne moralizatorskiego tonu i oburzenia są jednak także wszelkiej maści social media i fora internetowe. Choć za oceanem ta sprawa była znana już od wielu lat, to realnie ogólnoamerykański charakter nabrała dopiero w 2018 r. za sprawą serii publikacji, które ukazały się w „Miami Herald” Dziennikarskie śledztwo doprowadziło do ujawnienia niewiarygodnie korzystnej dla Epsteina prokuratorskiej ugody z 2008 r. oraz niespotykanej dotąd skali przestępstw związanych z seksualnym wykorzystywaniem kobiet.

Dopiero jednak niedawno fala społecznego oburzenia obrała rozmiar tsunami i dotarła do wybrzeży Europy, w tym naszych wód terytorialnych. Trudno się zresztą dziwić. W tej historii mamy wszystko, co jest ludziom niezbędne do życia: niewyobrażalnie wielkie pieniądze, seks, alkohol, narkotyki i sławne osobistości ze świata biznesu i polityki. Szybko więc nasi krajowi dziennikarze specjalizujący się w prowadzeniu pseudodetektywistycznych kanałów w serwisie YouTube oraz przedstawiciele tabloidów wybrali się na łowy.

Czytaj więcej

Katarzyna Holik: Prawne dylematy w aktach Jeffreya Epsteina

Dzisiaj do bycia takim polującym dziennikarzem nie trzeba zresztą zbyt wiele. Wystarczy wrzucić dokumenty opublikowane przez Departament Sprawiedliwości do AI. I dokładnie za pomocą takich wyrafinowanych narzędzi ustalono wszelkie związki afery Epsteina z Polską i naszymi obywatelami.

W czasach wyścigu o newsa nikt oczywiście nie zadał sobie trudu sprawdzenia wiarygodności materiałów, ich analizy czy po prostu weryfikacji u źródła i zapytania bezpośrednio zainteresowanych osób. W taki też sposób połączono z Epsteinem i jego przestępczą działalnością kobiety, które nie mają nic wspólnego z tą sprawą. Osoby, które nie tylko nigdy go nie poznały, ale nawet do niedawna nic o nim nie słyszały. Bez wątpienia jest to wyjątkowa podłość.

Reklama
Reklama

W związku z reprezentowaniem w tej sprawie kilku pokrzywdzonych osób miałem nieprzyjemność rozmawiania z tymi „dziennikarzami”. Wprost przyznawali w rozmowie, że nic nie weryfikowali, z nikim się nie kontaktowali. Przecież amerykański Departament Sprawiedliwości udostępnił miliony stron dokumentacji – więc jak to zweryfikować. A prawo do informacji, wiadomo, rzecz święta – mówili.

Ale zapach krwi wyczuli nie tylko przedstawiciele świata współczesnych mediów. Podatny grunt do rozgrywki politycznej zwęszyli także obecnie nam rządzący politycy. Nikt zresztą specjalnie nie kryje, że powiązanie tej afery z Trumpem, który z kolei jest popierany przez polską prawicę może znacząco przysłużyć się do zwycięstwa i rządzenia przez kolejną kadencję. O ważności i potencjale politycznym tematu niech świadczy fakt, że błyskawicznie powołano do tej sprawy, aż dwa zespoły – jeden analityczno-koordynacyjny w Ministerstwie Sprawiedliwości i drugi Zespół z numerkiem 5 w Prokuraturze Krajowej.

Temu pierwszemu będzie przewodził zresztą sam minister Waldemar Żurek. Swoją drogą może to być dużo ciekawsze zajęcie niż ciągłe próby uzdrawiania polskiego wymiaru sprawiedliwości. Tylko po co aż dwa zespoły skoro w Polsce nadal (pomimo obietnic rozdzielenia tej funkcji) minister sprawiedliwości jest jednocześnie prokuratorem generalnym? Być może minister i prokurator generalny w jednej osobie nie ma zaufania od strony medialnej do pilnowania tematu przez prokuratora krajowego lub neoprokuratora krajowego – jak kto woli.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Epsteinizacja życia a surowe prawo

Pro

Abstrahując od samej afery, która zapewne zostanie z nami jeszcze miesiącami, jeśli nie latami – bardziej niż nazwiska, wyjaśnienia obu Zespołów i sensacyjne nagłówki interesuje mnie coś innego. Interesuje mnie lustro. To, co w nim widzimy, kiedy przestajemy patrzeć wyłącznie na innych, a zaczynamy patrzeć na siebie.

O zarzutach pedofilskich nie zamierzam dyskutować. Tu nie ma miejsca na relatywizowanie. Kropka. Znacznie ciekawsze – i znacznie bardziej niewygodne – jest pytanie, jak my, jako społeczeństwo, reagujemy w naszym codziennym życiu na to, co się dzieje dookoła nas. Bo sprawa ta obnaża nie tylko patologie jednostek, lecz także naszą zbiorową hipokryzję. Z jednej strony potrafimy z moralnym uniesieniem potępiać potwory. Z drugiej – codziennie, bez większego oporu, akceptujemy świat, w którym ciało stało się produktem, a intymność – prostą i niskokosztową strategią marketingową.

Reklama
Reklama

Czy zdajecie sobie Państwo sprawę, że jeden z najbardziej znanych na świecie serwisów pornograficznych, sprytnie opakowany w narrację o „twórcach internetowych tylko dla fanów”, gromadzi globalnie ponad 400 milionów użytkowników i około 4,5 miliona twórców. Polska – o czym mówią dane samej platformy – znalazła się zaś na 12. miejscu pod względem największych wydatków subskrypcyjnych. W 2025 r. nasi rodacy wydali tam zawrotną kwotę ponad 87 milionów dol. Tak, dol. To około 318 milionów zł. Dla porównania – roczny budżet rzecznika praw obywatelskich w Polsce w 2025 r. wyniósł 82 miliony zł.

Innymi słowy: jako społeczeństwo potrafimy wydać na cyfrową nagość kilka razy więcej niż państwo przeznacza na instytucję stojącą na straży naszych praw i wolności. Bez wątpienia kolejnym ogromnym sukcesem jest także fakt, że jako kraj jesteśmy 6. największym krajem pod względem wydatków w tym portalu. A to tylko 1 portal. Jeden z wielu i wcale nie ten najgorszy. Miliony bardzo młodych kobiet – często jeszcze na progu dorosłości – każdego dnia monetyzują swoją intymność na platformach subskrypcyjnych, portalach randkowych czy w serwisach z transmisjami na żywo. „Miękka pornografia” i estetyka permanentnego wyuzdania wylewają się z mediów społecznościowych, które przestały być już tylko przestrzenią kontaktu, a stały się targowiskiem uwagi.

Trzeba powiedzieć to także głośno, że przyzwyczailiśmy się do świata, w którym ciało jest walutą – tak samo wymienialną jak kryptowaluty, które z kolei nierzadko służą do ukrywania działalności przestępczej. Pedofilii. Handlu ludźmi. Nielegalnego handlu bronią czy narkotkami. W tej samej cyfrowej przestrzeni funkcjonują zarówno skąpo ubrani influencerzy, jak i przestępcy. Granice się zacierają, zaś algorytmy nie pytają o moralność.

Warto więc sobie czasem przypomnieć, że ten świat nie powstał sam. Tworzymy go kliknięciami, subskrypcjami i milczeniem wtedy, gdy wygodniej po prostu nie widzieć.

Autor jest adwokatem i sędzią Trybunału Stanu

Czytaj więcej

Polacy w aferze Epsteina. Jest komunikat ministerstwa i prokuratury. Tusk pisze o piekle
Rzecz o prawie
Michał Trafny: List do Jacka Duboisa
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Nowoczesne finanse, decyzje finansowe w świecie algorytmów – jak zachować kontrolę
Rzecz o prawie
Ewa Szadkowska: Zapraszam do rankingu
Rzecz o prawie
Marek Forystek: Cyfrowa loteria w prokuraturze
Rzecz o prawie
Jacek Dubois: Raj utracony
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama