fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Inny świat jest za murem

Rzeczpospolita
Po spalonych słońcem uliczkach Betlejem wozi mnie samochodem Ibrahim. Palestyńczycy otwierają sklepy z pachnącym kardamonem i kilogramami różańców z drzewa oliwkowego. Mają też pluszaki: wielbłądy z napisem „Jerusalem” i metkami „Made in China”.
Z nieba leje się żar. Na prowizorycznie skleconych stoiskach lądują soczyste melony, oliwki i świeże figi. Zakurzone, zaśmiecone ulice w mig zapełniają się ludźmi. Z wypłowiałych plakatów na turkusowych okiennicach spoglądają zacięte twarze zabitych islamskich chłopaków z karabinami z drewna, w które przezornie wyposażony jest niemal każdy palestyński zakład fotograficzny. Szahid – islamski męczennik na plakacie – powinien mieć w ręku broń.
Betlejem to miasto za murem. Przy checkpoincie – punkcie granicznym – ogromne graffiti: izraelski lew (po hebrajsku: ariel) rozszarpuje palestyńskiego orła. To rzecz jasna przesada. Uzbrojeni po zęby szahidzi na plakatach nie wyglądają jak potulne baranki. Ale od kilku lat każda ze stron stara się na arenie międzynarodowej pokazać jako ta bardziej krzywdzona. – Od 1948 roku najważniejszym bogactwem młodziutkiego państwa izraelskiego była martyrologia – opowiada żydowski dziennikarz Richard Ben Cramer. – To bogactwo przysporzyło mu sympatii świata. Dziś o podobną sympatię zabiegają Arabowie. – Dla Żydów każdy z nas jest terrorystą. Nie patrzą na to, że nie jesteśmy wyznawcami Allaha! Skazali nas na życie w klatce – narzekają palestyńscy chrześcijanie. A patriarcha Jerozolimy wspiera ich słowami: – Chcąc żyć w Ziemi Świętej, musicie przyzwyczaić się do cierpienia i do życia w trudnych warunkach. Nie ma innego wyjścia. Na betonowym murze ktoś napisał po polsku: „Palestyno, stoimy za tobą murem”. Tuż obok angielskie graffiti: „Mur przynosi wstyd nam wszystkim”, a jeszcze dalej kolorowy napis po angielsku „Chcę z powrotem moją piłkę. Dzięki”. Betlehem to po hebrajsku Dom Chleba, a po arabsku Dom Mięsa. Od kilkunastu lat obowiązuje to drugie tłumaczenie. W miasteczku jeszcze 60 lat temu ok. 80 procent mieszkańców było chrześcijanami. Dziś żyjących tu budzi potężny głos muezina. Nad kamiennymi domami dominują minarety aż 86 meczetów. Muzułmanie w Betlejem i przyklejonych doń Beit Dżala i Beit Sahur stanowią dziś 85 procent ludności. Chrześcijan zostało około 10 tys. Władze Izraela nie utrudniają nikomu wyjazdu. Izraelscy żołnierze nie zwracają uwagi na to, czy jesteś muzułmaninem, czy chrześcijaninem. Arab to Arab. Zawsze to jeden Palestyńczyk, który zwalnia miejsce. – Chrześcijańscy i muzułmańscy Palestyńczycy kupują w tych samych sklepach, chodzą do tych samych szkół, spotykają się na placu przed Bazyliką Narodzenia – opowiada Ibrahim, młodziutki chrześcijanin, ale widząc dyktafon, płoszy się i błaga, bym nie nagrywał już ani sekundy. Lepiej się nie wychylać w mieście islamskim. – Ciężko żyje się tu według wartości chrześcijańskich – przyznaje mieszkający w Betlejem od 18 lat franciszkanin o. Seweryn Lubecki. – Islam i chrześcijaństwo to dwa kompletnie różne sposoby myślenia, życia i widzenia świata. – Zanim spróbujesz poprosić muezina, by troszkę ściszył głośnik w minarecie, lepiej od razu kup sobie solidną trumnę – dodaje szeptem miejscowy chrześcijanin. Trwa ramadan. Głośny tłum muzułmanów poszczących przez cały dzień wypełnił nocą wszystkie zaułki miasta. Za ośmiometrowym murem – Jerozolima. – Tu wszystko jest religią – wyjaśnia kustosz Ziemi Świętej Pierbattista Pizzaballa. Na zaledwie 4 km kw. mieszczą się najważniejsze miejsca dla chrześcijan, żydów i muzułmanów: ruiny świątyni Izraela, najświętszego miejsca żydów, serce chrześcijaństwa: Golgota i bazylika Grobu Pańskiego oraz meczet stojący w miejscu, z którego Mahomet został porwany do nieba. Wszystkie trzy budowle znajdują się na wzgórzu Moria, na które wspinał się Abraham, by ofiarować swego jedynego syna, i na ziemi, z której – jak piszą rabini – Bóg zaczerpnął glinę, by ulepić pierwszego człowieka. Za murami, w Jerozolimie, trwa właśnie święto Sukkot. Chłopcy w jarmułkach stawiają na dachach domów namioty. Jedne solidne, oparte na drewnianych balach, inne zwykłe, turystyczne. W mieście wyrasta nowe miasteczko na górze. – Kiedyś nie było problemu z wyjazdem z Betlejem do Jerozolimy. Teraz Palestyńczycy siedzą zamknięci – opowiada Ibrahim. Jego pokolenie Jerozolimę zna z opowiadań starszych, którzy tęsknią za gwarnym targiem przy Bramie Damasceńskiej. Na ścianach pokojów wieszają plakaty z Meczetem Skały. Przed wybuchem drugiej intifady w 2000 r. do Betlejem przyjeżdżało prawie milion pielgrzymów rocznie. Dziś mało kto nie boi się dłużej tu zostać. A to przecież dla pielgrzymów tutejsi chrześcijanie wyrabiają różańce, szopki, ozdoby choinkowe i figurki świętych z twardego drewna oliwkowego. Produkcja dewocjonaliów to na ogół jedyne źródło utrzymania chrześcijańskich rodzin. Maria tak sprawnie nawleka na nitkę drewniane kuleczki, że dziennie robi około 60 różańców. Siedzi w domu na wzgórzu pod obrazem św. Jerzego, który miecz zatapia w karku smoka. Ten obrazek w Betlejem wieszają w swoich domach nawet muzułmanie. Maria, nawlekając kulkę, zerka na telewizyjne wiadomości. Z zaciekawieniem słucha, co się dzieje po drugiej stronie wysokiego muru. Kilkaset metrów od jej domu. W innym świecie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA