fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Terroryści z Luftwaffe nad Warszawą

Archiwum
W 1940 roku w Paryżu ukazał się po francusku „Dziennik obrońcy Warszawy" autorstwa niejakiego commandanta Sowinskiego.
Był to pseudonim, a ujawnienie autorstwa książki zawdzięczamy profesorowi Tomaszowi Szarocie, który teraz zapiski te podał do druku, opatrzył przypisami i wstępem, wyjaśniając, jak ustalił, że Sowinski to mjr Zdzisław Żórawski, dzielny kawalerzysta szwadronu por. Jaworskiego na Ukrainie i ułan w wojnie  z bolszewikami, kawaler Krzyża Walecznych.
Dziennik Żórawskiego  wydany w 72. rocznicę obrony Warszawy przypomina wrześniowe dni 1939 roku.  A to ważne także dlatego, że pamięć o nich znalazła się wyraźnie w cieniu powstania warszawskiego.  I jeszcze jedno:  gdy Niemcy mówią dziś o sobie jako ofiarach bombardowań aliantów, zapiski  Żórawskiego przypominają  o  nieskierowanych na cele wojskowe,  terrorystycznych nalotach Luftwaffe na Warszawę. „Jeden z nurkowców niemieckich zaatakował z karabinu maszynowego publiczność, licznie wypełniającą ruchliwą jak zawsze ulicę Marszałkowską. Zniżył się, pikując do poziomu pierwszego piętra, między domy". Luftwaffe  z premedytacją zbombardowało szpital Przemienienia Pańskiego na Pradze.  „Podniebni bandyci", jak niemieckich pilotów nazywa Żórawski, niszczyli  rozmyślnie zabytki Warszawy. Dzielnica żydowska została nieprzypadkowo  zbombardowana w obchodzone tam święto religijne. 25 września Żórawski zapisuje: „Od dwudziestu godzin nie wychodzimy prawie wcale ze schronów". Był to osławiony „lany poniedziałek", dzień najcięższych bombardowań. Żórawski daje dramatyczny opis wędrówki po ulicach. „ Na rogu Kredytowej i pl. Dąbrowskiego widać świeże gruzy, połupane cegły, nad którymi unosi się czerwony kurz  (...). Wejście w ulicę Kredytową jest zamknięte przez czarną kotarę dymu, w który wchodzi się jak w brudną maź (...). Wydaje mi się, że błądzę w jakimś upiornym śnie, bez początku i końca".
Dziennik Żórawskiego przynosi nieznany z innych źródeł  opis zbrodni niemieckiej polegającej  na ostrzelaniu wychodzącej z  Warszawy grupy 3 tys. mieszkańców. Do opuszczenia  miasta zachęcali sami Niemcy, strasząc wizją szturmu. Czy można  się dziwić, że rozwścieczeni masakrą polscy żołnierze, którzy zaatakowali pozycje wroga, nie brali jeńców? Żórawski w wielu miejscach wyraża się z uznaniem o postawie mieszkańców Warszawy. Pisze o wzajemnej życzliwości, uprzejmości, solidarności wszystkich warstw społeczeństwa, zaangażowaniu w gaszenie pożarów, o przejawach „najlepszych stron ludzkiej duszy". Na kilka dni przed kapitulacją Żórawski stwierdza, że „Z gruzów zniszczonych ulic, z przelanej krwi, powstanie nowy kapitał wielkości narodu". Profesor Szarota zauważa, że w podobnym duchu przemawiał przez radio prezydent Starzyński 23 września. Klęski mogą więc także krzepić. I nie ma sensu złościć się z tego powodu. Za bohaterską obronę Warszawa została odznaczona jeszcze w 1939 roku przez gen. Sikorskiego Orderem Virtuti Militari. Dzięki inicjatywie prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego,  wspieranej  przez „Rzeczpospolitą", władze Warszawy ustanowiły herb wielki stolicy z odznaką Virtuti Militari. Tylko czy ktoś widział ten herb ? Zdzisław Żórawski „Dziennik obrońcy Warszawy". Oficyna wydawnicza RYTM, Warszawa 2011
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA