fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Reklama zeszła na słonie

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Kiedyś było to zwierzę egzotyczne, niemające, poza szarą barwą, nic wspólnego z polską rzeczywistością. Jeżeli słoń pojawiał się na plakacie, było wiadomo – zapowiadał przyjazd cyrku.
W krajach zachodnich zewnętrzne walory afrykańskich olbrzymów sprawiły, że zajęli się nimi kreatorzy mody. W latach 50. świat obiegła fotografia modelki w kreacji od Diora u boku dwóch gigantycznych słoni. Późniejsze sesje zdjęciowe z udziałem słoni indyjskich (ozdobionych bardziej wymyślnym makijażem niż same modelki) już nie robiły takiego wrażenia.
Dziś nie tylko w modzie, ale w każdym sektorze życia codziennego słonie robią niewiarygodną karierę. Nie chodzi mi o maskotki przynoszące szczęście (trąba koniecznie do góry!) ani o tradycyjne indyjskie rzeźby – od kolosalnych po wielkości ziarnka grochu. Nie mam także na myśli tradycyjnego znaku różnych loterii, z totolotkiem na czele. Rzecz o słoniach w służbie reklamy. Gdzie nie spojrzeć – trąba, kieł, falujące ucho i masywne cielsko. Do czego mogą zachęcać?
Największego widziałam w podwarszawskiej Magdalence. Naturalistycznie odtworzony ssak mierzy około 3 metrów wzrostu, jest z betonu i… obraca się dookoła własnej osi. Zachęca do kupna kostki brukowej, oferowanej przez firmę, która reklamuje się ze słoniowym polotem. Skoro o tym mowa: od dawna podziwiam w Warszawie pulchnego słonika ze skrzydełkami, na podobieństwo Pegaza zrywającego się do lotu. Ta reklama zachęca do pozbycia się nadwagi za pomocą zabiegów i masaży. Inny przedstawiciel rodu elefantów dumnie paraduje nad biurem podróży. Namawia na wycieczki nie tylko tam, gdzie można spotkać słonie – także w kraje, gdzie najczęstszym środkiem transportu jest osioł lub rower. W ogóle słoń okazuje się przydatny we wszelkich przeprawach. Widziałam dwa w kolorowym magazynie, na usługach firmy przeprowadzkowej. Dwa inne paradowały na billboardzie pod Łowiczem, stanowiąc gwarancję jakości produkowanych nieopodal plandek. W pobliżu mojego domu na śmieciarce również pojawił się słoń zaopatrzony w szczotkę i szuflę: ręczy za solidne sprzątanie. Producent farb też wykorzystał duże zwierzę – pomalował je w pionowe, różnobarwne pasy, ogon zaś zakończył pędzlem. Poza tym pod nazwą „Słoń” kryją się najróżniejsze przedsiębiorstwa, często o profilu zupełnie niekojarzącym się z tym stworzeniem. Na przykład jeden ze słoni poleca „wszystko dla dziecka” – od wózków po pościel. Słoń Torbalski jest producentem skórzanej galanterii damskiej, ze szczególnym uwzględnieniem toreb; Słoń z Darłowa oferuje usługi handlowo-budowlane; w Łodzi pojawił się Słoń – Auto-Komis, a w Internecie – Słoń – firma numizmatyczna. Bywają też olbrzymy różnobarwne: bufet Pod Zielonym Słoniem, wydawnictwo książkowe Niebieski Słoń i fioletowy w białe łaty, czekoladowy Słoń Milka. Nie ma także wątpliwości co do wysokiego morale dostojnych zwierząt. „Tylko słonie nie biorą w łapę”, głosił największy tytuł w pewnej gazecie. Niestety, mają inną słabość, o której również polska prasa otwarcie donosi: „Pijany jak słoń”, „Nawet słonie piją wódkę”, „Z miną słonia po piwie”. Pewne sugestie zawierają takie sformułowania, jak „Różowe słonie na wrotkach” czy „Groźny szkodnik – słoń”. Natomiast niektóre hasła dezorientują: „Postaw na słonia” i „Oszczędzaj na słoniach”, czy najokrutniejsze ze wszystkich „Słoń na słoninę”. Naprawdę…
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA