fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wolą mundur od burki

20-letnia Zainab będzie wkrótce podporucznikiem. Chce zostać pilotem śmigłowca i walczyć
Fotorzepa, Rafał Kostrzyński raf Rafał Kostrzyński
Wbrew odwiecznym obyczajom kobiety w Afganistanie wstępują do armii
Rafał Kostrzyński z Kabulu
Stoją w dwuszeregu na niewielkim placu apelowym pomiędzy barakami Wojskowego Centrum Szkoleniowego w Kabulu. Czternaście rekrutek, które za trzy miesiące trafią do regularnej służby w stopniu podporucznika. Mają na sobie ciężkie buty, ciemnozielone mundury i czarne chusty. W kraju, w którym kobiety tradycyjnie noszą burki, wychowują dzieci i prowadzą dom, to widok niezwykły. I one o tym wiedzą. Zgłosiły się do armii świadome, że będą musiały stawić czoło nie tylko wrogowi, ale przede wszystkim stereotypom. Na ich dziecięcych twarzach maluje się śmiertelna powaga. Gdy przed dwuszeregiem pojawia się major Fahima Misbah, stają na baczność. Rozpoczyna się musztra.
Kursy oficerskie dla kobiet w Afgańskiej Armii Narodowej (ANA) ruszyły rok temu. Trwają 20 tygodni, z czego połowa poświęcona jest na naukę czytania i pisania oraz na opanowanie podstaw języka angielskiego i obsługi komputera. Dopiero potem zaczyna się prawdziwe szkolenie wojskowe: strzelanie, samoobrona, obsługa radiostacji i udzielanie pierwszej pomocy. Do tej pory taki kurs ukończyły dwie grupy. Wyprężone jak struny dziewczęta na placu apelowym będą trzecią. – Szanse na to, że trafią na front, są praktycznie żadne – mówi dowódca centrum pułkownik Muhammad Amin Wahedi. – Ich poprzedniczki odbywają służbę w Kabulu, gdzie zajmują się obsługą radiostacji, pomocą medyczną i logistyką. Ale to dopiero początek, jestem pewien, że w najbliższych latach kobiety w naszej armii będą dostawać bardziej męskie zadania – podkreśla. Rekrutacja kobiet jest elementem procesu przekazywania odpowiedzialności afgańskim władzom za bezpieczeństwo w kraju. Jego zasadnicza część ma się zakończyć do 1 stycznia 2015 roku. Do tego czasu armia i policja mają osiągnąć samodzielność operacyjną. Wprawdzie pierwsze kobiety w afgańskiej armii pojawiły się już 40 lat temu, ale były to tylko wyjątki potwierdzające regułę, że wojsko w tym kraju to jednak męska sprawa. Dopiero od 2010 roku w ANA jest specjalny program szkoleń dla żołnierek. Docelowo ma ich być 30 tysięcy, co stanowiłoby 10 procent zakładanego stanu osobowego armii. Czas pokaże, czy te założenia uda się zrealizować. Dziś żołnierek w afgańskiej armii jest tylko nieco ponad 50. Na rozkaz major Misbah kursantki robią w prawo zwrot i rozpoczynają marsz defiladowym krokiem. Widać, że nie opanowały go jeszcze do perfekcji, ale i tak maszerują równiej niż ich koledzy, którzy kilka dni później w Laszkar Gah w prowincji Helmand odbiorą dyplomy policjantów. Amerykańskim mentorom, którzy nadzorują przebieg szkoleń, podoba się podejście Afganek do zadań. Są ambitne i pilne. Jak na afgańskie standardy major Misbah jest prawdziwą pionierką w armii. Trafiła do niej osiem lat temu, niewiele kobiet w ANA ma dłuższy staż. – Jestem szefem kursu, to jedno z najbardziej prestiżowych zadań, jakie dziś w naszym wojsku może wykonywać kobieta. Mam nadzieję, że to się w końcu zmieni. Wśród tych dziewczyn jest wiele takich, które zasługują, by stawiać im o wiele trudniejsze zadania. 20-letnia Zainab, która przed chwilą maszerowała w pierwszym szeregu, nadając rytm reszcie oddziału, ma ambitne plany. – Wstąpiłam do wojska, żeby pomóc ojczyźnie – mówi pewnym głosem. – Poszłabym na front, ale wiem, że ANA nie wysyła tam kobiet. Chciałabym zostać pilotem śmigłowca, ale pewnie trafię za biurko w Kabulu. Mój narzeczony ma mi za złe, że nie zostałam w domu. Albo pogodzi się z moją decyzją, albo go zostawię – zapowiada.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA