fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Licencja na zabijanie

13 października mają się rozpocząć nowe przesłuchania w sprawie zamordowania Aleksandra Litwinienki (fot. Natasja Weitsz)
GETTY IMAGES/FPM
Służby wydały tajną dyrektywę nakazującą „eliminowanie” wrogów Kremla poza granicami kraju
Korespondencja z Moskwy
O sprawie napisał brytyjski dziennik „Daily Telegraph". Według gazety dokument został wydany w 2003 roku. Trzy lata później Duma uchwaliła prawo zezwalające prezydentowi na wysyłanie za granicę „oddziałów antyterrorystycznych". Już wcześniej, bo w lutym 2004 roku w Katarze Rosjanom udało się zabić czeczeńskiego przywódcę Zelimchana Jandarbijewa. A w październiku 2006 roku w Londynie został otruty Aleksander Litwinienko, były oficer FSB, który oskarżał swoją byłą organizację o to, że na polecenie Kremla wysadzała w powietrze domy mieszkalne w Rosji. Następnie zaś miała zrzucić winę na Czeczenów i tym samym dać pretekst do inwazji na ich ojczyznę.
Według „Daily Telegraph", tajna dyrektywa nakazuje utworzenie specjalnego oddziału mającego zająć się wrogami Kremla przebywającymi za granicą. A więc poszukiwaniem i śledzeniem przywódców terrorystycznych oraz osób, które opuściły Rosję nielegalnie i są poszukiwane. A także winnych „szczególnie poważnych zbrodni skierowanych przeciw Federacji Rosyjskiej i jej obywatelom". Dyrektywę, opatrzoną gryfami tajności, podpisać miał dziś już nieżyjący generał Michaił Nieczajew – ówczesny szef Departamentu Operacji Kontrwywiadowczych FSB. – Absolutnie nie wierzę w autentyczność dyrektywy; coś takiego po prostu nie ma prawa istnieć w przyrodzie. Niemożliwe, żeby znalazł się idiota, który podpisałby dyrektywę nakazującą zabijanie ludzi za granicą – denerwuje się w rozmowie z „Rz" Igor Korotczenko, były pułkownik Sztabu Generalnego, redaktor naczelny pisma „Obrona Narodowa". Zdaniem Korotczenki, gdyby dyrektywa była autentyczna, w myśl rosyjskich przepisów musiałby ją podpisać ktoś w strukturze FSB usytuowany wyżej niż Nieczajew.

Fałszywka?

Również Andriej Sołdatow, szef portalu Agentura. ru, uważa opublikowany przez „Daily Telegraph" dokument za sfałszowany. Według Sołdatowa zdradza to fakt, że w dokumencie o wydziale operacji kontrwywiadowczych FSB mówi się per „służba", podczas gdy w 2003 roku nosił on nazwę „departamentu". Według niego w prawdziwym dokumencie wydanym wówczas użyte zostałoby właśnie to słowo. W dodatku w języku rosyjskim słowo „kontrrazwiedka" (kontrwywiad) pisze się przez dwie litery „r", a w dokumencie konsekwentnie pisze się je przez jedno „r". – Mogli to zrobić jacyś aktywiści chcący tchnąć nowe życie w sprawę Litwinienki – mówi „Rz" Sołdatow. – Cel słuszny, ale środek zły i nieskuteczny. Jak jednak wskazują eksperci, niezależnie od tego, czy dokument jest autentyczny czy nie, Rosjanie naprawdę prowadzą za granicą operacje likwidowania czeczeńskich dowódców. Cała afera wybuchła półtora tygodnia przed wyznaczonym na 13 października początkiem nowych przesłuchań w sprawie morderstwa Litwinienki. Przesłuchania mają doprowadzić do decyzji, czy wznowić śledztwo dotyczące tego zabójstwa. Poinformował o tym sir Ken Macdonald, prokurator prowadzący sprawę. – Miałem bardzo poważne podejrzenia, że to morderstwo zaplanowali funkcjonariusze państwa rosyjskiego. Miało ono wszystkie cechy wykonania wyroku na rozkaz państwa – powiedział Macdonald „The Sunday Times". Oficjalnie Anglia nigdy dotąd nie postawiła tej kropki nad „i".

Zabójca deputowanym

To właśnie Macdonald podpisał w 2007 roku wniosek o wydanie Wielkiej Brytanii przez Rosję Andrieja Ługowoja, byłego oficera rosyjskich służb, który najprawdopodobniej osobiście otruł Litwinienkę, wsypując mu w londyńskiej restauracji radioaktywny polon do kawy. Rosja odmówiła ekstradycji, powołując się na konstytucyjny zakaz wydawania swoich obywateli. Ługowoj jest teraz przedsiębiorcą i deputowanym do Dumy z ramienia nacjonalistycznej partii Władimira Żyrinowskiego. W czasie niedawnej moskiewskiej wizyty Davida Camerona wydał oświadczenie, w którym zapraszał brytyjskiego premiera do siebie, aby udzielić mu wszelkich wyjaśnień, jakich ten może zażądać. Postępowanie, które rozpocznie się w Londynie 13 października, to tzw. inquest – istniejąca w prawie brytyjskim formuła pozwalająca na wyjaśnianie okoliczności śmierci, ale nie w ramach postępowania karnego. Zastosowano ją przy wyjaśnianiu okoliczności śmierci księżnej Diany. W jego efekcie sędzia może podjąć decyzję o tym, że pytanie o to, czy śmierć Litwinienki spowodowała Rosja, zostanie zadane przysięgłym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA