Świat

Pożegnanie z bronią

Kałasznikow to ulubiona broń bojowników, rebeliantów, partyzantów, terrorystów. Na zdjęciu targ broni pod Bagdadem, rok 2003
Fotorzepa
Legendarny automat Kałasznikowa przechodzi do historii. To uderzenie w ikonę światowej popkultury
Korespondencja z Moskwy
– Armia nie zamówi więcej kałasznikowów – poinformował rosyjski resort obrony, co spowodowało w Rosji poruszenie. Kilka pokoleń rosyjskich żołnierzy strzelało wyłącznie z kolejnych wersji produkowanego w położonym między Wołgą a Uralem Iżewsku karabinka, którego charakterystyczna sylwetka stała się międzynarodowym symbolem potęgi państwa radzieckiego, eksportowym hitem ZSRR i Rosji.
– Cały świat zna Rosję z czterech symboli: wódki, matrioszki, kawioru i kałasznikowa – podsumowuje znany rosyjski malarz Nikas Safronow.

On uzbroił ZSRR

Prototyp tego automatu Michaił Kałasznikow stworzył już w 1947 roku. Obecnie 91-letni emerytowany generał-lejtnant żyje skromnie, w trzypokojowym mieszkaniu na drugim piętrze bez windy, z opiekującą się nim pielęgniarką. Gdyby tworzył swe konstrukcje na Zachodzie, byłby zapewne multimilionerem. Tymczasem wszystkie licencje na automaty z rodziny Kałasznikowa stały się własnością państwa. – Za chwilę skończy 92 lata. Ukrywamy przed nim tę smutną wiadomość, mógłby jej nie przeżyć – mówi "Izwiestiom" jeden z jego bliskich. Karabinek Kałasznikowa był opracowywany, by zastąpić słynną pepeszę. Zastąpił i przejął zalety poprzedniczki – niezawodność i taniość produkcji. Stał się podstawowym uzbrojeniem Układu Warszawskiego.

Kariera w popkulturze

Ale cały świat zauważył go po raz pierwszy nie w rękach Rosjan, tylko komunistycznych Wietnamczyków. To w tej pierwszej wojnie toczonej z  udziałem nowoczesnych mediów mieszkańcy Zachodu zobaczyli go na ekranach swoich telewizorów. W rękach ludzi, którzy nie dawali się pokonać najpotężniejszej armii świata. Pojawiał się na Kubie, w Angoli, Nikaragui. Stał się ikoną antyzachodniego buntu. – W sensie PR-owskim kałasznikow był dzieckiem szczęścia. Na jego karierę w popkulturze pracowało kilka czynników. Fascynacje rewolucyjne lat 60. i 70. na równi ze strachem przed Związkiem Radzieckim, który nawet swoich przeciwników hipnotyzował jak kobra, dobra jakość i taniość pozwalająca na masowy eksport tej broni i produkowanie jej w Trzecim Świecie. No i wygląd, z charakterystycznym łukowatym magazynkiem oraz drapieżnym i jednocześnie eleganckim celownikiem – mówi "Rz" socjolog Piotr Gaworuszkin. W największej chyba mierze kałasznikowa wylansowały dwa amerykańskie filmy poświęcone wojnie wietnamskiej – "Łowca jeleni" i "Rambo". W obu tych produkcjach widzimy posługujących się nim komunistycznych Wietnamczyków, ale w  pewnym momencie przejmują go amerykańscy bohaterowie i używają z sukcesem. W okresie wojen jugosłowiańskich stał się tytułem utworu Gorana Bregovicia. Zrobił też karierę w heraldyce wielu państw, które odwoływały się do tradycji walki rewolucyjnej. Znalazł się m.in. w godle i na fladze Mozambiku (skrzyżowany z motyką), Zimbabwe, Timoru Wschodniego (tu skrzyżowany z papuaskim łukiem i strzałą), na fladze Burkina Faso (też z motyką, w środku herbu zdradzającego inspiracje heraldyką radziecką) oraz Hezbollahu (tu kałasznikow zielony, bo islamski...).

Uniwersalne narzędzie

Jeszcze przed zakończeniem zimnej wojny zaczął robić karierę w USA. Tu stał się narzędziem kilku spowodowanych przez szaleńców masakr (np. szkoła w Stockton w 1989 r. czy w 1993 r. oblężenie przez FBI sekty Davida Koresha, która broniła się za pomocą 44 kałasznikowów). Stał się też "kultowym" uzbrojeniem gangów ulicznych i te- matem popularnych utworów w stylu gangsta rapu. Jak np. "A to K" grupy Cypress Hill, gdzie namawia się odbiorcę, by rozwiązał swoje problemy "from A to the motherfucking K" (od A do p...go K) – czyli za pomocą automatu AK. A Osama bin Laden, nagrywając na wideo swoje przemówienia, dbał o to, by w kadrze, oparty o stół albo o skałę, znalazł się kałasznikow. Obecnie, według Banku Światowego, wszystkie typy kałasznikowa łącznie to ponad 20 procent całej światowej broni strzeleckiej. Jest używany przez – według różnych szacunków – od 55 do ponad 70 państw i armii świata. Iżewska fabryka ma do końca 2011 r. opracować nowy automat. Ma być bardziej dalekosiężny od kałasznikowa, celniejszy i lżejszy. Nawet jeśli iżewscy konstruktorzy odniosą sukces, to trudno sobie wyobrazić, aby ich nowe dzieło zrobiło taką karierę jak jego poprzednik.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL