Ekonomia

Europosłowie kytykują antykryzysowe działania

Premier Grecji Jeorjos Papandreu zapewniał m.in. niemieckich przemysłowców, że Grecja wypełni wszystkie warunki związane z kolejną transzą pomocy
AFP
Parlament Europejski debatował o kryzysie w strefie euro. Przed Grecją kluczowe decyzje w sprawie oszczędności
Anna Słojewska z Brukseli
– Premier Luksemburga ma dziś chyba większy wpływ na walkę z kryzysem niż szef eurogrupy – przyznał Jean-Claude Juncker sprawujący obie te funkcje. Odpowiadał na pytania i zarzuty eurodeputowanych, którym bardzo nie podoba się unijna recepta na walkę z kryzysem.

Zbyt wolne działania

– Zbyt mało, zbyt późno – podsumował Joseph Daul, szef Europejskiej Partii Ludowej. Według lidera największej frakcji w PE ostatnie miesiące pokazały, że metoda międzyrządowa zarządzania kryzysem jest nieefektywna.
Juncker z krytyką pokornie się zgadzał. – To prawda, nasza reakcja jest zbyt wolna i niewystarczająca – przyznał. Przypominał jednak, że taka jest natura strefy euro: 17 osobnych gabinetów, parlamentów i systemów politycznych. – W praktyce trudno jest wprowadzić w życie decyzje podjęte na szczycie strefy euro w lipcu – mówił. W tym tygodniu ratyfikacją postanowień w sprawie nowego pakietu pomocowego dla Grecji oraz zwiększeniem możliwości działania europejskiego funduszu stabilizacji finansowej mają się zająć parlamenty: Niemiec, Austrii, Finlandii, Estonii i Słowenii. Metodą na lepsze zarządzanie antykryzysowe miałaby być koordynacja działań na poziomie UE. Zdaniem Guya Verhofstadta, szefa liberałów, rynki żądają dziś od strefy euro pełnej integracji – gospodarczej i podatkowej. Zanim jednak to nastąpi, trzeba ulepszyć proces decyzyjny na najbliższe tygodnie i miesiące. – Tworzeniem nowych stanowisk czy nowych instytucji kryzysu nie zwalczymy – mówił Daniel Cohn Bendit, lider Zielonych. Według niego nic nie dadzą takie spotkania jak słynny szczyt francusko-niemiecki, gdzie przywódcy Francji i Niemiec, w tajemnicy przed resztą UE, ustalali zasady zarządzania gospodarczego w UE.

Kluczowe głosowanie

Ostrych uwag pod adresem strefy euro i całej Unii Europejskiej nie szczędził też na konferencji prasowej w Atenach minister finansów Grecji Evangelos Venizelos. – Jeśli Europa nie jest w stanie uratować Grecji, nie będzie potrafiła uratować samej siebie – mówił. Grecki parlament uchwalił wczoraj podatek od nieruchomości, który jest kluczowym elementem nowego programu zaproponowanego przez rząd w celu wypełnienia warunków przekazania krajowi kolejnej transzy pomocy finansowej. Rząd liczy, że do państwowej kasy wpłynie dzięki podatkowi dodatkowo ok. 2 mld euro. W środę ponownie ma przyjechać do Aten tzw. trojka: przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Europejskiego Banku Centralnego i Komisji Europejskiej. Jeśli plan pozyskania nowych funduszy wyda się „trojce" wiarygodny, jest duże prawdopodobieństwo, że 3 października ministrowie finansów strefy euro zatwierdzą wypłatę 8 mld euro. Minister Venizelos nie ukrywał wczoraj, że siła negocjacyjna Grecji znacznie osłabła. – To, co musimy teraz zrobić, to jak najszybciej odbudować wiarygodność i reputację kraju na arenie międzynarodowej. Nie będzie to łatwe – dodał.

Dalsze cięcia i protesty

Nowe cięcia, jakie ma zatwierdzić parlament w Atenach, to wykreślenie wszystkich zwolnień podatkowych, cięcia emerytur (tym razem o 4 proc.) i dodatkowa obniżka pensji w sektorze publicznym o 20 proc. Jednocześnie Venizelos chce wymóc na deputowanych przyjęcie kolejnych ustaw prywatyzacyjnych, w tym zezwolenia na sprzedaż lotniska w Atenach i monopolu loteryjnego. Razem z innymi projektami oraz już zatwierdzoną sprzedażą telekomu OTE wszystkie wpływy z tegorocznej prywatyzacji mają wynieść 4 mld euro, o 1 mld mniej, niż planowano. Jak zwykle obradom parlamentu towarzyszą protesty. Jego siedziba została otoczona przez taksówkarzy i motocyklistów, pojazdy służb komunalnych oraz śmieciarki. Organizacja transportowców POE-OTA twierdzi, że służby miejskie są niedoinwestowane. Rząd zdecydowany ratować euro Yes, we can – zapewniał wczoraj w Berlinie premier Jeorjos Papandreu, gwarantując, że Grecja wypełni wszystkie warunki związane z uzyskaniem kolejnej transzy pomocy. Kanclerz Angela Merkel zapewniła, że Niemcy zrobią wszystko, co możliwe, aby pomóc Grecji. Z decyzją dotyczącą kolejnej transzy Berlin zamierza poczekać do ogłoszenia raportu tzw. trojki. Jednak już w czwartek Bundestag podejmie decyzję w sprawie zwiększenia gwarancji kredytowych w ramach funduszu EFSF. Rzecz w tym, iż unijne decyzje dotyczące powiększenia środków do dyspozycji EFSF oznaczają, że suma niemieckich gwarancji ulegnie podwojeniu do 211 mld euro. A według instytutu gospodarczego Ifo, udział Niemiec może być nawet dwa razy większy, jeżeli wziąć pod uwagę długoterminowe konsekwencje operacji. Taka perspektywa wywołuje sprzeciw wielu ekonomistów i polityków, nawet z koalicji rządowej. Nawet jeżeli kanclerz Merkel nie zdoła w głosowaniu zmobilizować większości rządowej, ustawa zostanie przyjęta, gdyż opowiada się za nią opozycja. Byłaby to jednak spektakularna porażka koalicji. W żadnym z krajów strefy euro nie toczy się tak intensywna debata na temat pakietu stabilizacji wspólnej waluty jak w Niemczech. Politycy podkreślają, że w sytuacji gdy 60 proc. niemieckiego eksportu trafia na rynki europejskie, kraj odnosi największe korzyści z euro. Dwie trzecie społeczeństwa jest jednak zdania, że zyskały przede wszystkim wielkie firmy. Ponad połowa uważa, że wprowadzenie euro nie wpłynęło na podwyższenie ich stopy życiowej. —Piotr Jendroszczyk z Berlina masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.slojewska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL