Ekonomia

Światowy kryzys powraca. Złe prognozy dla gospodarki

Wielu ekonomistów wskazuje, że świat znowu pogrąża się w recesji. Niektórzy mówią, że jest nawet gorzej niż w 2008 roku
Światowy kryzys powraca, choć wielu ludzi uważało, że już minął. Paniczne wypowiedzi rynkowych guru i prezesów wielkich instytucji finansowych sugerują, że może nas czekać kolejne gospodarcze załamanie.
– Nową normą jest zmienność i niepewność, nie tylko co do sytuacji na rynkach, ale również co do przyszłości branży finansowej. Wszystko to przypomina jesień 2008 r., choć teraz europejski system bankowy jest lepiej dokapitalizowany niż wtedy i mniej zależny od krótkoterminowej płynności – mówi Josef Ackermann, prezes Deutsche Banku. Ostrzega, że wiele europejskich banków bez pomocy publicznej nie będzie w stanie dać sobie rady z odpisami możliwymi w przypadku dalszej eskalacji kryzysu w strefie euro. – Sytuacja jest gorsza niż w 2008 r. Mamy teraz zarówno fiskalne zaciskanie pasa, jak i banki, które nie chcą pożyczać – skarży się Nouriel Roubini, ekonomista, który przewidział światowy kryzys.
1,4 proc. ma wynieść wzrost PKB w USA w 2011 r.; trzy miesiące temu sądzono, że będzie to 2,6 proc. – Ten kryzys ma potencjał, by stać się gorszym niż po upadku Lehman Brothers. Problem jest bardzo poważny – twierdzi znany inwestor i zarazem rynkowy guru George Soros. – Ryzyko recesji w strefie euro wynosi obecnie około 50 proc. Istnieje również niebezpieczeństwo, że Europa wciągnie cały świat w recesję – ostrzega Mohammed el Erian, prezes Pacific Investment Management, największego funduszu obligacji na świecie. Co stoi za tym czarnowidztwem?

Wysyp złych wiadomości

Przede wszystkim sytuacja w strefie euro. Bankructwo Grecji z każdym tygodniem staje się coraz bardziej prawdopodobne. Inwestorzy niepokoją się, że kryzys może rozlać się na Hiszpanię, Włochy, a nawet Francję. Boją się też strat, które w wyniku takiej katastrofy poniosłyby europejskie banki. Raport Goldmana Sachsa, którego autorem jest strateg Alan Brazil, mówi nawet, że europejskie banki potrzebują aż 1 bln USD dodatkowego kapitału. Na kiepską sytuację w Europie nałożyły się problemy USA. Bezrobocie nie chce spaść poniżej 9 proc. W sierpniu według danych amerykańskiego Department of Labour, skorygowanych o sezonowość, zatrudnienie w Stanach Zjednoczonych nie wzrosło. Ameryka pożegnała się na początku zeszłego miesiąca z najwyższym ratingiem kredytowym AAA, który miała w agencji Standard & Poor's od 1917 r. Rynki zachowują się bardzo nerwowo.

Ludzie oszczędzają, a nie pożyczają

Powracają też obawy przed recesją, a prognozy gospodarcze są rewidowane w dół. Na przykład Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w swoich najnowszych prognozach przewiduje dla USA w czwartym kwartale 2011 r. wzrost gospodarczy na poziomie 0,4 proc. (wartość zannualizowana), a dla trzech największych gospodarek w strefie euro (Niemcy, Francja, Włochy) spadek PKB o 0,4 proc. (miara zannualizowana). W całym 2011 roku PKB Stanów Zjednoczonych ma wzrosnąć o 1,4 proc.; jeszcze trzy miesiące temu prognozowano 2,6 proc. W przypadku połączonych gospodarek Niemiec, Francji i Włoch ma to być mniej niż 1 proc., podczas gdy w maju prognozowano 2 proc. – Nie dajcie się nabrać na wzrost sprzedaży aut w Europie w trzecim kwartale. Wskaźniki koniunktury pokazują, że strefa euro może wkrótce wpaść w recesję. W drugim kwartale jej PKB wzrósł zaledwie o 0,2 proc., gdy w pierwszym kwartale o 0,8 proc. – mówi Jonathan Loynes, ekonomista z firmy badawczej Capital Economics. – Jeszcze kilka miesięcy temu myślałem, że powrót recesji nastąpi dopiero w 2013 r. Ale gospodarki USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii okazały się słabsze, niż przewidywałem. Będziemy więc mieli recesję wcześniej – twierdzi Roubini. Jego zdaniem w pierwszych miesiącach 2012 r. ryzyko recesji  wynosi 60 proc., a rządy państw Zachodu powinny ograniczać fiskalne zaciskanie pasa i wspomóc gospodarki pakietami stymulacyjnymi. Tymczasem amerykański ekonomista Harry Dent kreśli (w swojej mającej wkrótce trafić na rynek książce „The Great Crash Ahead") skrajnie pesymistyczny scenariusz dla rynku akcji w USA. Jego zdaniem indeks Dow Jones Industrial Avarage spadnie wkrótce poniżej 10 tys. pkt, a w 2013 r. może spaść do około 3 tys. pkt. Czym uzasadnia to przekonanie? Wysokim poziomem prywatnego zadłużenia w USA połączonym ze zmianą zachowań konsumentów. – Pokolenia baby boomu na całym świecie osiągnęły szczyt swojego cyklu wydatków. To one podbijały przez wiele lat ceny nieruchomości i akcji, a teraz zamierzają oszczędzać i nie pożyczać – twierdzi Dent, szef firmy badawczej HS Dent.

Spowolnienie to nic nadzwyczajnego

Nieliczni ekonomiści próbują obecnie uspokajać inwestorów. – Nie widzę oznak recesji, tylko spowolnienia gospodarczego – zapewnia Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego. Niewiele osób mu wierzy. Jednak czytając alarmistyczne prognozy, musimy mieć świadomość, że spowolnienie wzrostu PKB w niecały rok lub dwa lata po zakończeniu recesji nie jest też niczym nadzwyczajnym w gospodarczej historii USA. Takie zjawisko było odnotowywane podczas każdego okresu ożywienia gospodarczego. Recesja pod względem technicznym skończyła się w Ameryce latem 2009 r. Do spowolnienia wzrostu PKB doszło w pierwszym i drugim kwartale 2010 r., a więc trzy, cztery kwartały później, a następnie w połowie 2011 r. Tymczasem pół roku po recesji z 2001 r. wzrost gospodarczy wyniósł 3,5 proc. W następnych trzech miesiącach zwolnił do 2,1 proc., a jeszcze pół roku później do 0,1 proc. Wkrótce jednak mocno przyspieszył. Na początku lat 90. spowolnienie wzrostu (do 1,7 proc.) nastąpiło po dwóch kwartałach od zakończenia recesji. Szybko jednak wzrost przyspieszył do 4,5 proc. Trzy kwartały po krótkiej recesji z roku 1970 r. gospodarka znowu, przez krótki okres, zaczęła się kurczyć. Wkrótce potem przyspieszyła jednak do 11,5 proc. Kilka lat później, po recesji wywołanej przez szok naftowy, zauważono tylko lekkie i krótkie spowolnienie. Podobnie jak po „podwójnym" załamaniu z początku lat 80. Tym razem sytuacja jest dużo poważniejsza niż po poprzednich recesjach w Stanach Zjednoczonych. Światowa gospodarka będzie jeszcze długo odczuwać turbulencje po najcięższym kryzysie od lat 30., zwłaszcza że problemy strefy euro są wciąż dalekie od rozwiązania. Nie jest to jednak powód do paniki. Recesja to nie koniec świata.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL