fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Wola otwarta na sztukę, trudna dla zwiedzających

Rzeczpospolita
WolaArt to próba prezentacji sztuki w miejscach niekojarzących się z nią. Czy udana? Zwiedzający mają wątpliwości: – Mianem festiwalu to wydarzenie zostało okrzyknięte na wyrost
Sobota. W południe spod ratusza Woli wyrusza pierwszy autobus dla uczestników WolaArt – błękitny ogórek. Tłumów nie ma. W błękitnym ogórku siedzą głównie dziennikarze i twórcy związani z projektem.
Jest wśród nich także Jacek Kowalewski, mieszkaniec Grochowa. Postanowił skorzystać z okazji i bezpłatnie zwiedzić Wolę. – Warszawa ma pasjonującą historię – mówi. – Lubię ją nieustannie odkrywać.
O historii nie dowiedział się jednak zbyt wiele. Organizatorzy WolaArt próbę jej połączenia ze sztuką ograniczyli do umieszczenia w starych przestrzeniach pojedynczych dzieł współczesnych artystów. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Mennicy Państwowej. Pokazywane tam kolaże Joanny Rajkowskiej zagubiły się gdzieś między stałymi zbiorami. Goście byli zdezorientowani (jeden z nich nawet się zgubił). I tak było już do końca wycieczki, tym bardziej że od przewodnika nie usłyszeli ani słowa wprowadzenia. – Nie chcę, by ktoś tłumaczył mi, co artysta miał na myśli, ale niech przynajmniej powie mi, na co mam patrzeć – mówił jeden ze zwiedzających, przyglądając się instalacji wideo Piotra Wysockiego w Instytucie Pamięci Narodowej. Przy Murze Sztuki w Muzeum Powstania Warszawskiego goście nie wiedzieli, na który mural zwrócić uwagę. A gdy już udało się odnaleźć odpowiednie miejsce, czekało ich rozczarowanie. Zamiast malowidła Dominika Jałowińskiego przedstawiającego martwego gołębia, na murze widniała... naklejka. Umieszczono ją tu dzień wcześniej. A to dlatego, że zdaniem muzeum pierwotny projekt był zbyt drastyczny. – Nie mogliśmy go zaakceptować – mówi Hanna Radziejowska z MPW. – Ale drugą wersję pracy organizatorzy WolaArt dostarczyli nam do akceptacji zbyt późno i artysta nie zdążył namalować muralu. Jasną stroną wycieczki były wizyty pod kościołem św. Augustyna, na którym widnieje neon Huberta Czerepoka, i w dawnej wytwórni kineskopów przy Ciołka 26a. Pofabryczny obiekt został zmieniony w galerię. Zwiedzających urzekła przestrzeń i zaskoczyła doskonale się w nią wpisująca praca Pawła Althamera – dymiący koksownik. – Mieszkam na Woli od trzech lat i ciągle brakuje mi tu ciekawych wystaw – mówi Ewa Sokołowska-Michna. – Mam nadzieję, że ten budynek został wykorzystany po raz pierwszy, ale nie ostatni – dodaje.Nie wyklucza tego Marek Andruk, burmistrz Woli. Deklaruje jednocześnie, że zadba o to, by wyeliminować organizacyjne wpadki. Tłumaczy je trudnościami, jakie niesie ze sobą stworzenie pierwszego w dzielnicy wydarzenia na taką skalę. Czy ta próba się powiedzieć, można przekonać się do 2.12 (wystawy czynne w godz. 12 – 16, wstęp wolny). W niedzielę festiwalowi WolaArt będzie towarzyszyła kolejna wycieczka – tym razem bez autobusu, ale za to z przewodnikiem znającym Wolę od podszewki, Grzegorzem Piątkiem. Trzeba być zwiadowcąNajmocniejszą stroną festiwalu WolaArt są projekty plastyczne. Żeby je obejrzeć, nie potrzebujemy biletów – wszędzie wejście gratis. Należy natomiast zaopatrzyć się w wygodne buty i plan dzielnicy Wola. Dobrze też mieć zaliczoną harcerską sprawność zwiadowcy, bo dzieła trzeba wytropić. Obrazy, obiekty i innego typu interwencje powstały na zewnątrz lub wewnątrz budynków. W większości to gmachy użyteczności publicznej, lecz odmiennego przeznaczenia. Największe powodzenie miała niezagospodarowana kamienica przy Ciołka 26a przeobrażona w galerię. Aż 16 artystów znalazło tu pole do działania, pokazując „Prawdziwe życie”. Tematem jest zetknięcie sztuki z realiami. Wśród autorów twórcy znani, jak Paweł Althamer, Jadwiga Sawicka i Hubert Czerepok, a także młodzi, o których już głośno, m.in. Janek Simon, Piotr Wysocki, Anna Orlikowska. Także w tym budynku przedstawione są grafiki Ryszarda Winiarskiego, niedawno zmarłego twórcy. Gabinet Numizmatyczny w Mennicy Polskiej przy Chłodnej 25 zajęła Joanna Rajkowska – pokazała (to polska premiera!) cykl kolaży. W Instytucie Pamięci Narodowej natchnienie znalazł Piotr Wysocki, który przedstawił tam instalację wideo. Muzeum Powstania Warszawskiego zainspirowało Dominika Jałowińskiego, autora projektu muralu, rzecz jasna na murach instytucji. Natomiast Hubert Czerepok zainteresował się losami kościoła św. Augusta (Nowolipki 18). Na fasadzie jedynego ocalałego w czasie wojny monumentu umieścił neon o symbolicznej wymowie. Wszystko wskazuje na to, że Wola ma ochotę konkurować z Pragą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA