fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Zyta Gilowska w PiS? - Winczorek o debacie

Piotr Winczorek
Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
Członkiem partii jest de facto ten, kto uczestniczy w jej pracach i wspiera ją jawnie w sytuacjach takich jak kampania wyborcza – pisze konstytucjonalista
Pomysł, aby członek Rady Polityki Pieniężnej występował w debatach przedwyborczych pod szyldem jednej z partii, do szczęśliwych nie należy. Nie chodzi tu jedynie o planowany do wczoraj udział w takiej debacie prof. Zyty Gilowskiej, która pojawić się miała w niej jako porte-parole Prawa i Sprawiedliwości, ale o każdego członka tej rady i każde stronnictwo polityczne.

Wysoki status

Konstytucja RP nadaje Narodowemu Bankowi Polskiemu, którego RPP jest organem, nie tylko wysoki status ustrojowy, ale także znaczny stopień niezależności wobec innych instytucji państwa oraz, co oczywiste, całkowitą suwerenność w stosunku do partii politycznych. NBP i członkowie jego kierowniczych gremiów nie mogą być podmiotami uczestniczącymi w walce wyborczej o władzę i zajmować w niej jakiegokolwiek stronniczego stanowiska.
Jedną z gwarancji takiej niezależności jest odsunięcie członków RPP od członkostwa w partiach politycznych i związkach zawodowych, także zakaz angażowania się przez nich w jakąkolwiek działalność zarobkową i publiczną z wyjątkiem nauczania, prowadzenia badań naukowych i pracy autorskiej. Osoba powoływana w skład rady, o ile była członkiem partii politycznej, musi z członkostwa tego zrezygnować na czas pełnienia mandatu. Gdyby tego nie uczyniła, byłoby to przesłanką uzasadniającą pozbawienie jej członkostwa w radzie.
Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z regulacją normatywną w znacznym stopniu podobną do tej, jaka pojawia się w związku z usytuowaniem prawnym niektórych innych funkcjonariuszy państwa, na przykład: prezesa NBP, prezesa NIK, sędziego Trybunału Konstytucyjnego, sędziów sądów wszelkich stopni i rodzajów czy rzecznika praw obywatelskich. Z tym że dotyczące ich ograniczenia zawarte są wprost w konstytucji, natomiast ograniczenia odnoszące się do członków RPP ujęto w ustawie o Narodowym Banku Polskim.
Trudno wyobrażalne byłoby chyba, aby sędzia Sądu Najwyższego, wybitny specjalista w zakresie prawa karnego, występował pod sztandarem jakiejś partii w debacie przedwyborczej poświęconej błędom polityki penitencjarnej partii aktualnie rządzącej, a którą partia opozycyjna przez niego reprezentowana chciałaby skorygować po dojściu do władzy. Bez wątpienia sędzia taki naruszyłby zakaz angażowania się w działalność publiczną, łamiąc przy tym prawo.

Granice politycznej sympatii

Czy występowanie członka RPP w dyskusji przedwyborczej w opisanej tu sytuacji nie byłoby również naruszeniem obowiązującej go regulacji normatywnej? Moim zdaniem byłoby. Ustawa o NBP nie precyzuje , co należy rozumieć pod pojęciem działalności publicznej, ale przyjąć chyba można, że chodzi tu o wszelkie jej rodzaje, skoro te, które są dopuszczone, ustawa wymienia enumeratywnie i w sposób wyczerpujący.
Pojęcie „ działalność publiczna" jest przy tym szersze znaczeniowo niż pojęcie „działalność polityczna". Każda działalność polityczna jest więc działalnością publiczną. Jeśli zakazane jest prowadzenie działalności publicznej, to tym bardziej politycznej. Trudno chyba zaprzeczyć, że zaangażowanie w kampanię wyborczą jest działalnością o charakterze politycznym.
A czy zgoda członka RPP na to, że będzie występować jako rzecznik stronnictwa, które w wyborach bierze czynny udział, nie była jakąś formą wstąpienia w jego szeregi? Sprawa to dyskusyjna. Jeśli przez członkostwo w partii rozumieć sformalizowane uczestnictwo potwierdzone przez wpis danej osoby na odpowiednią listę prowadzoną przez partię, posiadanie legitymacji partyjnej i, ewentualnie, przynależność do któregoś z jej podstawowych kół, to prawdopodobnie o członkostwie nie powinno być mowy.
Natomiast członkostwo można rozumieć też inaczej i szerzej. Członkiem partii staje się de facto ten, kto uczestniczy w jej pracach, wspiera ją jawnie i z zaangażowaniem w sytuacjach tak szczególnych jak kampania wyborcza. A to przekracza zwykłe granice politycznej sympatii, do której każdy ma prawo, nawet jeśli jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej.
Byłem jak najdalszy od tego, by doradzać podejmowanie wobec prof. Zyty Gilowskiej jakichś kroków o charakterze represyjnym. Jednocześnie nie mogę się zgodzić z pojawiającym się w kręgach działaczy PiS poglądem, że krytyczne stanowisko wobec planowanego udziału w debacie na temat finansów publicznych, w której jej kontrpartnerem miał być członek obecnego rządu i kandydat PO na posła – Jacek Rostowski, wynikało z chęci ukrycia obaw tego ostatniego przed starciem polemicznym ze znakomitą znawczynią problemu. Są to bowiem jedynie dowolne domniemania.

Naruszenie zasady

Co do mnie, zapewniam (choć być może niektórzy czytelnicy w to nie uwierzą), że chodzi mi nie o jakieś zagmatwane racje polityczne i ideowe lub towarzyskie antypatie, ale po prostu o prawo, które jest w tym przypadku na tyle jasne, tak co do swych intencji, jak i litery, że nie powinno budzić nadmiernych wątpliwości interpretacyjnych.
Moja rada jest zatem taka: żadne ze stronnictw politycznych nie powinno sięgać w kampanii wyborczej po pomoc do najbardziej nawet kompetentnych członków Rady Polityki Pieniężnej, ponieważ narusza to zasadę apartyjności tej instytucji i osłabia jej rolę jako organu, którego podstawową dewizą powinno być dbanie o dobro wspólne na powierzonym mu konstytucyjnie odcinku działania.
Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, znawcą tematyki konstytucyjnej, stałym współpracownikiem „Rzeczpospolitej"
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA