fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Z czego żyją doktoranci

ROL
Granty, stypendia, prace zlecone oraz etaty poza uczelnią muszą znajdować doktoranci, by zdobyć środki do życia. Uczelnie nie wszystkim przyznają stypendia, a jeśli nawet, to nie sposób utrzymać się wyłącznie z nich.
Utrzymanie się tylko ze stypendium doktoranckiego jest niemożliwe. Twierdzą tak wszyscy ci, którym udało się je zdobyć. Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym stypendium takie nie może być niższe niż 60 proc. minimalnego zasadniczego wynagrodzenia asystenta, waha się więc od 1 tys. do 1,5 tys. zł netto w zależności od uczelni.
Doktoranci mogą się również starać o stypendium za wyniki w nauce. W ich zasięgu są również stypendia: socjalne, na wyżywienie, mieszkaniowe i dla osób niepełnosprawnych. W tym wypadku pieniędzy też jest niewiele. Środki te trafiają do jednego worka dla studentów i doktorantów. Ci drudzy otrzymują zaledwie 3 proc. z całej stypendialnej puli. Doktoranci dwoją się więc i troją, by zarobić na utrzymanie i zdobyć pieniądze na prace badawcze. Jakie mają możliwości?
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu na początku lipca zakończył nabór na interdyscyplinarne matematyczno-przyrodnicze studia doktorskie. Ponieważ finansowane są ze środków unijnych, a dokładniej z programu operacyjnego „Kapitał ludzki", uczelnia dostała na nie 4,5 mln zł. Dzięki temu 16 doktorantów ma tam zapewnione czteroletnie nieopodatkowane stypendium w wysokości minimum 2,5 tys. zł miesięcznie.
Uniwersytet zapewnia również każdemu doktorantowi pokrycie kosztów wyjazdów i szkoleń. Specjalnie dla nich na uczelni będą organizowane dodatkowe interdyscyplinarne wykłady. Kandydaci, by ubiegać się o te studia, przeszli rozmowę kwalifikacyjną. Komisja brała też pod uwagę m.in. ich publikacje naukowe, wystąpienia na zjazdach i sympozjach, uczestnictwo w kołach naukowych oraz średnią ze studiów II stopnia.
Kandydatów na studia rekrutowano na konkretne projekty badawcze, dokładnie wiedzą wiec, za co i w jakich dziedzinach odpowiadają. 16 doktorantów trafi pod opiekę dwóch promotorów.
Po co uniwersytetowi tego typu przedsięwzięcie? Władze uczelni liczą, że projekt wzmocni pozycję Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, dlatego główny promotor każdego z projektów pochodzi z UMK.
Można też na własną rękę szukać źródeł dofinansowania w unijnych grantach naukowych, które przyznawane są na projekty badawcze. Można również liczyć na to, że praca i zaangażowanie w sprawy uczelni zwrócą uwagę na doktoranta któregoś z pracowników uczelni, który poprosi o pomoc przy projekcie.
Tak właśnie było w przypadku Michała Kracika, asystenta Wydziału Form Przemysłowych ASP w Krakowie. Dostał propozycję z mieleckiej Agencji Rozwoju Regionalnego, by wspólnie z inżynierami i konstruktorami brał udział w przygotowaniu prototypu elektrycznego samochodu. Dzięki temu zleceniu nie musiał się w czasie studiów martwić o pieniądze i jednocześnie opracował projekt, który posłuży za pracę doktorską.
Sposobem na zarobienie pieniędzy jest też branie udziału w badaniach, jakie uczelnia wykonuje odpłatnie na zlecenie klientów. Takie możliwości mają np. doktoranci Instytutu Konstrukcji i Eksploatacji Maszyn Politechniki Wrocławskiej. Szkoła od lat współpracuje m.in. z kopalniami odkrywkowymi w Turowie, Koninie i Bełchatowie. Dzięki temu doktoranci mogą uczestniczyć w przygotowywaniu ekspertyz albo analizować przyczyny awarii w kopalniach. Pieniądze za te prace trafiają do uczelni, a ta wypłaca wynagrodzenie całemu zespołowi badawczemu.
Sposób na wspieranie nauki polskiej mają również niektóre samorządy. W lokalnych budżetach wygospodarowują pulę pieniędzy na stypendia naukowe dla doktorantów. Na przykład wrocławski Urząd Miasta opracował program stypendialny dla doktorantów lokalnych uczelni z kierunków ścisłych i eksperymentalnych. Patronami stypendium są trzej wybitni naukowcy związani z Wrocławiem: Ludwik Hirszfeld – lekarz i biolog, Max Born – fizyk i matematyk, laureat Nagrody Nobla oraz Hugo Steinhaus – matematyk. Dzięki programowi wybranych zostanie od sześciu do dziewięciu młodych naukowców, którym przez dziesięć miesięcy w roku magistrat będzie wypłacał stypendium w wysokości 2 tys. zł. Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego także przygotował program stypendialny dla doktorantów. Wsparcie otrzymają ci, którzy nawiążą współpracę z wybranymi przedsiębiorstwami. Pożytek będzie obustronny: doktoranci zyskają stypendia i praktyczne doświadczenie, a firmy będą mogły ulepszyć swoje produkty lub usługi.
Zyska też województwo – samorządowcy liczą, że dzięki współpracy młodych naukowców z biznesem rozwijać się będzie cały region. Projekt ma bowiem wzmocnić powiązania między pomorsko-kujawskim środowiskiem akademickim i lokalnymi przedsiębiorstwami. Dzięki temu w ubiegłym roku urząd przyznał blisko 90 jednorazowo wypłaconychstypendiów po 30 tys. zł każde.
A jak radzą sobie ci, którzy nie dostali nawet socjalnych stypendiów? Pracują, choć ze statystyk wynika, że ich szanse na uzyskanie wymarzonego tytułu doktora są znacznie mniejsze, niż gdyby oddawali się tylko badaniom naukowym. – Jestem przewodnikiem miejskim. Oprowadzam wycieczki turystyczne po Poznaniu. Współpracuję z agencjami zajmującymi się animacją dziecięcą. Pracowałem też jako nauczyciel etyki w jednym z poznańskich liceów – wylicza Stanisław Kandulski, doktorant w Instytucie Kulturoznawstwa na poznańskim UAM.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA