fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Grymas zwany uśmiechem

Rzeczpospolita
Narzekanie to nasza norma kulturowa. Mamy skłonność do negatywnych emocji. Jednak coraz bardziej zarażamy się uprzejmością i serdecznością Zachodu – twierdzi psycholog Konrad Maj
Rz: Czy Polacy są mili?
Konrad Maj: Nie. Badania od lat wykazują, że mamy większą skłonność do wyrażania negatywnych emocji. W dużej mierze odpowiada za to druga narodowa cecha, czyli ambicja Polaków. Jesteśmy bardzo ambitni, a to generuje frustracje. Nawet drobne niepowodzenia na drodze do upatrzonego celu traktujemy jak porażkę. Frustraci nie są mili, ale pocieszające są prognozy. Otóż w ostatnich latach nastąpił niewielki spadek negatywnych emocji. Razem ze stopą życiową rośnie nam życiowy optymizm?
Poprawa nastrojów, rzeczywiście, w dużym stopniu wynika z sytuacji gospodarczej. Wiadomo, że im więcej obiektywnych powodów do zadowolenia, tym mniej narzekania. Chociaż mamy je we krwi. Narzekanie to jedna z naszych norm kulturowych. Trudno sobie wyobrazić dialog w sklepowej kolejce o tym, jak wspaniale nam się żyje. Osoba, która w miejscu publicznym będzie wyrażała zadowolenie, nie nawiąże kontaktu z otoczeniem. Dopiero zagajenie na temat drożyzny, chamstwa, afer lub przestępczości gwarantuje nić porozumienia z rodakami. To tematy, na które najchętniej dyskutujemy. Może nie umiemy się cieszyć? W latach 90. przeprowadzono badania socjologiczne polegające na tym, że grupa osób przez 100 dni prowadziła coś w rodzaju dzienniczka samopoczucia. Codziennie zaznaczała poziom nastrojów w skali: jak zwykle, lepiej niż zwykle, gorzej niż zwykle. Okazało się, że Polacy czują się gorzej niż zwykle. Te same badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych jeszcze przed II wojną światową wykazały, że Amerykanie czują się lepiej niż zwykle. Oczywiście oba wyniki są nielogiczne, bo uśrednionym wynikiem powinno być: jak zwykle, ale takie badania dowodzą siły tzw. norm kulturowych. Amerykański optymizm jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech tego narodu. Ale w nas często budzi niechęć. W powszechnej opinii amerykański optymizm uważamy za sztuczny. Lepsza sztuczna radość niż – też sztuczne – przygnębienie. Znów odwołam się do badań. Psychologowie przeprowadzili takie ćwiczenie: poprosili badanych o włożenie długopisu poziomo w usta i przytrzymanie go zębami albo wargami. W momencie, gdy długopis trzymany jest zębami, twarz przybiera wyraz podobny do uśmiechu. Gdy przytrzymywany jest wargami, mimika przypomina niemiły grymas. Samopoczucie tych, którzy się „uśmiechali”, automatycznie się poprawiało. Ci, którzy długopis trzymali wargami, byli bardziej negatywnie nastawieni do świata. Nasz mózg pracuje częściowo automatycznie. Mamy jednak wpływ na nasze emocje. Nawet tak sztucznie wywołany uśmiech potrafi zmienić nastrój. Skoro to takie proste, dlaczego nie stosujemy tych metod na co dzień? Bo nie zdajemy sobie z nich sprawy. Większość ludzi albo o nich nie wie, albo w nie nie wierzy. Normy kulturowe są naprawdę mocno w nas zakorzenione. Przecież na pytanie: co słychać? – najczęściej odpowiadamy: stara bida albo jakoś leci. Negatywny przekaz dociera do nas silniej niż pozytywny. Bazują na tym media, dla których zła informacja to dobra informacja. Bo zła wiadomość przyciąga uwagę. Działa jak ostrzeżenie, rodzaj czerwonego światła, alarmu. Kiedy w wiadomościach pojawiają się złe informacje, odbiorca natychmiast wytęża uwagę. Rośnie oglądalność, wpływy z reklam... Przecież reklamy pokazują ludzi szczęśliwych. Czy nastrój płynący z reklam nie wpływa na nas dodatnio? Reklamy mają negatywny wpływ, ale z innego powodu. Odwołują się do kolejnego mechanizmu społecznego, jakim jest porównywanie się między sobą. W Polsce ten mechanizm jest bardzo silny, ponieważ jesteśmy krajem na dorobku. Na Zachodzie poziom życia jest bardziej wyrównany i ludzie nie zaglądają sobie do portfela tak bardzo jak u nas. Polacy sukces sąsiada odbierają jako własną porażkę. A to jest duże zagrożenia dla własnej samooceny. Czyjeś powodzenie wywołuje w nas frustrację, poczucie winy i niskiej wartości. Reklamy to podsycają, ponieważ pokazują oderwane od rzeczywistości wzorce. Ludzi piękniejszych, szczęśliwszych, bogatszych. Przeciętny odbiorca traktuje je serio, tzn. wierzy, że reklamy pokazują prawdziwe światy, wyznaczają normę. A skoro odbiorca sytuuje się poza normą, wyzwala to w nim negatywne odczucia wobec samego siebie. Czy nie ma żadnego sposobu na starą bidę? A te optymistyczne prognozy związane ze spadkiem negatywnych emocji? Sposobem na nasze negatywne normy kulturowe są wzorce płynące z innych kultur europejskich. Polacy nie tylko więcej podróżują, ale też coraz częściej pracują i mieszkają za granicą. Stykając się z większą serdecznością na ulicach, uprzejmością czy uśmiechem, stopniowo przejmują ten sposób bycia i po powrocie do Polski zarażają nim innych. Emocje są jak samospełniająca się przepowiednia. Jeśli jesteśmy optymistami, swoją postawą generujemy sympatyczne zdarzenia. Jeśli koncentrujemy się na negatywnych emocjach, świat zewnętrzny rzeczywiście będzie dla nas nieprzyjazny. Dlatego tak ważny jest ten grymas, który nazywamy uśmiechem. Lepsza sztuczna radość, niż sztuczne przygnębienie Konrad Maj, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA