fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Za kraty na pięć lat

Rzeczpospolita
– Wiesz, gdzie go wsadzić? – Tak jest, towarzyszu majorze!
To było 13 stycznia 1949 roku, parę tygodni po aresztowaniu Jana Rodowicza „Anody”. Uwięziono wtedy niemal cały Batalion AK „Zośka”. Minęło ponad pół wieku, a szczęk otwieranych i zamykanych krat jeszcze często mnie prześladuje. Przeszedłem ich ze sześć, zanim strażnik więzienny wepchnął mnie do jakiejś celi. Był to ponury, o brudnych brunatnych ścianach niewielki pokoik, w którym znajdowało się jedno biurko, jedno krzesło i taboret, a z sufitu zwieszała się niczym nieosłonięta, rzucająca ostre światło żarówka. No i oczywiście kraty w oknie. Po 10 minutach znowu szczęknęły drzwi i w pokoju zjawił się wysoki, elegancko ubrany jak na tę porę dnia (było około drugiej w nocy) mężczyzna. Oparł się, a właściwie przysiadł na brzegu biurka, przeszył mnie zimnym, ostrym spojrzeniem i ironicznym tonem zapytał.
– A za cóż to was zamknęli? – Od trzech godzin zadaję sobie to samo pytanie.
– Wy się nazywacie Stanisław Krupa, byliście w Batalionie „Zośka”, w tym środowisku faszystowskich inteligencików, i wy się pytacie, za co was zamknęli? – Tak, byłem w Batalionie „Zośka”, ale dla mnie to powód do dumy, a nie przestępstwo. Nic nie odpowiedział, lekko się nachylił i nacisnął guzik pod blatem biurka. Rozległ się ostry dźwięk dzwonka, po chwili ponowny szczęk otwieranych drzwi i stanął w nich strażnik więzienny. – Zabierz tego sk...syna – warknął elegancki mężczyzna i dodał: – Wiesz, gdzie go wsadzić? – Tak jest, towarzyszu majorze! I tak rozpocząłem swój pięcioletni pobyt w peerelowskim więzieniu, a ściślej więzieniach. Już później dowiedziałem się, że ów elegancki mężczyzna to znany oprawca, do niedawna oficer NKWD, a aktualnie oficer polski, mjr Serkowski, komendant X Pawilonu, osławionej katowni Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. X Pawilon! W owym czasie, przełom lat 1948/49, w tym pawilonie siedział kwiat polskiej inteligencji, zwłaszcza przedwojennej. Terror i prześladowania przeciwników narzuconej nam przez sowietów komunistycznej władzy trwały w zasadzie od połowy 1944 r. Tyle że w pierwszych latach tej niby ludowej władzy były to aresztowania – w pewnych okresach częstsze, w innych rzadsze – ale raczej sporadyczne, można określić wpadkowe. Natomiast od połowy 1948 r., a zwłaszcza od zjednoczenia partii oraz od objęcia teki ministra obrony narodowej przez sowieckiego marszałka Konstantego Rokossowskiego, zaczęła się planowa eliminacja polskiej inteligencji. Masowo zamykano nie tylko aktywnych działaczy antykomunistycznych, ale i potencjalnych przeciwników władzy ludowej... tak na wszelki wypadek. W szczególności aresztowano: przedwojennych inteligentów, szczególnie ze sfer rządowych, oficerów Wojska Polskiego wracających z Zachodu oraz byłych AK-owców, zwłaszcza o rodowodzie harcerskim, jak np. byłych żołnierzy batalionów „Zośka” czy „Parasol”. Po długotrwałym ciężkim śledztwie stanąłem przed sądem. Rozprawa odbyła się w jednej z więziennych cel. Sędzia, osławiony mjr Widaj siedział za biurkiem, a ja... na kiblu w rogu celi. Stąd nazwa „procesy kiblowe”. Z art. 86 § 2 kkWP (usiłowanie obalenia ustroju Polski z bronią w ręku) zostałem skazany na pięć lat więzienia, konfiskatę całego mienia oraz utratę praw publicznych, obywatelskich i honorowych. Chociaż żadnej winy mi nie udowodniono. W czasach „Solidarności”, w 1981 r. udało mi się dotrzeć do moich akt sądowych. Oto kwintesencja uzasadnienia: „... aczkolwiek przewód sądowy nie dowiódł oskarżonemu przynależności do nielegalnej organizacji po ujawnieniu ani posiadania broni – to biorąc pod uwagę przeszłość i wykształcenie sąd nie daje wiary, iż oskarżony nie chciał obalić ustroju Polski Ludowej... ”. Na wolność wyszedłem 17 grudnia 1953 roku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA