fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Fińskie szpitale bez pielęgniarek

Ucierpieć może nawet premier, który w szpitalu czeka na usunięcie kamieni nerkowych
Większości fińskich szpitali grozi całkowity paraliż. Połowa z 32,5 tysiąca pielęgniarek i położnych zapowiada, że dziś zrezygnuje z pracy, jeżeli rząd nie spełni ich żądań płacowych. Domagają się 24-procentowej podwyżki w ciągu następnych dwóch i pół roku. Chcą zarabiać tyle, co ich koleżanki i koledzy z sąsiedniej Szwecji, czyli 2400 euro miesięcznie. Obecnie ich wynagrodzenia są średnio o 500 euro niższe. Władze oferują jedynie 12-procentową podwyżkę.
Negocjacje ostatniej szansy wczoraj wciąż trwały, ale szpitale przygotowały się na najgorsze: zamknięcie części oddziałów i ewakuację pacjentów za granicę. Już w środę wieczorem ze szpitala uniwersyteckiego w Helsinkach ewakuowano do szwedzkiej Uppsali dwie pacjentki z zagrożoną ciążą. – Oddział położniczy nie jest w stanie zaopiekować się kobietami. W Szwecji będą bezpieczniejsze – wyjaśnia fińskiej gazecie „Taloussanomat“ rzeczniczka placówki Erja Halmesmaeki. Niektórzy pacjenci zostaną wywiezieni aż do Niemiec. Jednym z nich może być premier Finlandii Matti Vanhanen, który leży w szpitalu, czekając na usunięcie kamieni nerkowych. W stan gotowości postawiono służbę zdrowia sił zbrojnych. W razie konieczności do szpitali i klinik trafią wojskowi sanitariusze. Armia ma też pomóc w transporcie pacjentów. Strajkujących zastąpić mogą pracownicy prywatnych placówek medycznych.
W piątek władze zdecydowały się na bardzo kontrowersyjny krok: parlament zatwierdził w przyspieszonym trybie ustawę zakazującą najważniejszym pracownikom służby zdrowia udziału w strajkach oraz porzucania pracy bez zgody pracodawcy. Przepis dotyczy około 2,5 tysiąca osób pracujących na oddziałach intensywnej terapii. Za jego złamanie grozi wysoka grzywna, a nawet brak możliwości powrotu do pracy. Ale związkowcy nie dali się przestraszyć. – W kraju brakuje personelu medycznego. Ludzie wolą pracować za granicą, w Niemczech lub Szwajcarii. Skąd wezmą personel? Z Chin? – pyta z przekąsem rzeczniczka głównego związku zawodowego Tehy Jaana Latinen-Pesola.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA