fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Równowaga finansów publicznych?

Elżbieta Chojna-Duch
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Zrównoważenie budżetu, czyli ograniczenie długu publicznego i deficytu budżetowego, to postulat zgłaszany przez naukę finansów wobec polityków w różnych okresach historycznych i w różnych krajach.
W II Rzeczypospolitej prof. S. Głąbiński zajmujący się gospodarką budżetową uważał za nieetyczne zamykanie budżetu niedoborami i pożyczkami. Prof. R. Rybarski z kolei zwracał uwagę na negatywne skutki zabiegów księgowych stosowanych w celu ukrycia rozmiarów deficytu budżetowego. Inny uczony tego okresu prof. T. Grodyński nazywał zaś ministra finansów (wówczas skarbu) „ministrem równowagi budżetowej", do którego zadań należy bezwzględne przestrzeganie tej reguły. Takim ministrem równowagi budżetowej byłby dziś min. J. Rostowski, gdyby udało mu się, zgodnie z zapowiedzią, zlikwidować deficyt finansów publicznych do 2015 r.

*

Zamierzenie to nie musi być nierealne i traktowane jak retoryka przedwyborcza. Zejście z deficytu sektora finansów publicznych wynoszącego 7,9 proc. PKB w 2010 r. do poziomu równowagi dochodów (i przychodów) oraz wydatków nie będzie takie łatwe jak w 2007 r., gdy osiągnął on w okresie poprawy koniunktury 1,9 proc. PKB. Stopniowe lub radykalne jednorazowe ograniczanie deficytu do wielkości docelowej to zadanie wręcz heroiczne, ale wykonalne. Dokonały tego ograniczenia władze Belgii czy Szwecji. Spełnienie go wymaga jednak w Polsce wielu warunków. Przede wszystkim warunków gospodarczych, porównywalnych z obecnymi lub lepszych. To jednak nie wystarczy. Niezbędne będzie zaostrzenie polityki fiskalnej, w szczególności po stronie wydatkowej.
Konieczne byłoby więc dokonanie przeglądu zadań do finansowania i rezygnacji z niektórych, prowadzące do obniżenia wydatków. Byłyby to decyzje od dawna powszechnie postulowane przez ekonomistów, ale niepopularne z punktu widzenia politycznego, bo dotyczące niezwykle trudnych problemów społecznych, np. podniesienia wieku emerytalnego, likwidacji niektórych przywilejów emerytalnych czy zniesienia ulgi w PIT, polegającej na wspólnym rozliczaniu się małżonków, ulg rodzinnych, wydatków typu becikowe, ale też poważnego ograniczenia wielu kategorii wydatków obowiązkowych („sztywnych"), np. wydatków na obronę, które obecnie nie mogą być mniejsze niż 1,95 proc. PKB. Zmiany te musiałyby mieć charakter trwały, będący wynikiem zmniejszenia potrzeb w przyszłości i ograniczenia redystrybucji fiskalnej, a nie tylko jednorazowy, przejściowy czy wynikający z przesuwania wydatków w czasie lub przemieszczeń księgowych poza sektor, poza rachunek wydatków budżetowych i deficytu bądź wyłączania z sektora jednostek, które powinny być do niego zaliczane, zgodnie z metodologią unijną. Przy takim bowiem sztucznym zaniżaniu deficyty, choć niższe, nie odzwierciedlą rzeczywistego stanu nierównowagi budżetowej, nie ograniczają potrzeb pożyczkowych budżetu  państwa ani przyrostu długu publicznego. Pogłębiają tylko negatywne zjawiska związane z zadłużeniem (wyższe koszty obsługi długu jako płatności odsetkowe na rzecz wierzycieli oraz rosnącą skalę jego refinansowania) i tworzą nieprzejrzystość systemu finansów publicznych, którą widzą rynki finansowe.

*

Jedynym okresem, w którym możliwa jest realizacja takich niepopularnych przedsięwzięć, jest pierwszy budżet po wyborach parlamentarnych. Nie tylko ze względów politycznych (odległy okres przyszłych wyborów), ale z faktu, że większość reformowanych zadań stabilizacji finansów publicznych efekty przyniesie po latach, właśnie np. dopiero w 2015 r. Przeprowadzając te przedsięwzięcia zdecydowanie szybko, nie rozkładając ich na lata, jak proponuje minister finansów, może uda się rzeczywiście uniknąć zwiększenia obciążeń daninowych, w tym podniesienia wysokości stawek VAT, a to z kolei mogłoby zdusić ciągle słabe jeszcze ożywienie gospodarcze i spowodować wzrost inflacji. Zacieśnienie polityki fiskalnej w okresie napływu kapitału mogłoby też być pomocne w ewentualnym ograniczeniu skali realnej aprecjacji waluty, jak i ograniczyć konieczność zacieśniania polityki pieniężnej. Zwiększyłoby też rzeczywiście przewagę konkurencyjną Polski.
Autorka jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA