fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Śmierć na lotnisku w Vancouver

Udostępniono amatorski film pokazujący, jak w wyniku interwencji policji zmarł polski imigrant
To wstrząsające nagranie (z 14 października). Mężczyzna w jasnej kurtce krąży po sali. Wymachuje składanym stolikiem, przechodzi przez automatyczne szklane drzwi, potem znów się cofa. Wykrzykuje po polsku jakieś przekleństwa. Chwyta jakiś przedmiot i rzuca nim o podłogę.
Pojawia się pracownik ochrony, a po chwili kilku policjantów. Mężczyzna krzyczy „policja, policja”. Słychać głos, pytający, czy on mówi po rosyjsku. Otoczony przez policjantów, podnosi ręce do góry. Słychać strzał i wycie trafionego. Pada na ziemię. Policjant naciska kolanem kark rzężącego mężczyzny, który nieruchomieje, cichnie i wreszcie umiera.
Film został nakręcony w hali wydawania bagażu na lotnisku w kanadyjskim Vancouver przez 25-letniego nauczyciela Paula Pritcharda (film zabrała policja i dopiero teraz zwróciła go Pritchardowi). A widoczny na nim mężczyzna to 40-letni Robert Dziekański, Polak, który przez dziesięć godzin krążył po lotnisku. Nie znał angielskiego, nie był się więc w stanie porozumieć z obsługą. Nikt – ani pracownicy, ani ochrona – się nim nie zainteresował. Jego matka, Zofia Cisowska, była niedaleko, za ścianą, ale nie mogła przejść do pomieszczenia, w którym znajdował się jej syn. Policjanci strzelili dwa razy (wcześniej podawano, że cztery). Użyli paralizatora, określanego popularnym mianem taser. Przypominająca pistolet broń wystrzeliwuje na odległość do 6,4 metra dwie ostre strzałki, ciągnące za sobą cienkie kable. Trafiony strzałkami człowiek zostaje porażony prądem o napięciu 50 tysięcy woltów. Do tej pory nie ma rezultatów śledztwa prowadzonego przez Królewską Kanadyjską Policję Konną (RCMP). – Wysłaliśmy notę do rządu federalnego, prosząc o rzetelne śledztwo i o poinformowanie nas o jego wynikach – powiedziała „Rz” Sylwia Domisiewicz z Ambasady RP w Ottawie. Dodała, że w odpowiedzi kanadyjskie MSZ przekazało krótką informację o tragicznym wydarzeniu, sporządzoną przez RCMP. – Jesteśmy w stałym kontakcie z prowadzącymi śledztwo koronerami (urząd zajmujący się przypadkami nagłej śmierci – przyp. red.). Twierdzą, że potrwa do maja 2008 r. Drogą dyplomatyczną naciskamy, by zostało zakończone jak najszybciej – mówił „Rz” Maciej Krych, konsul generalny RP w Vancouver. Stowarzyszenie Praw Człowieka Kolumbii Brytyjskiej (na terenie tej prowincji znajduje się Vancouver) wydało oświadczenie, w którym stwierdza, że „tak długo, jak RCMP będzie prowadziło śledztwo w swojej własnej sprawie”, jest wątpliwe, czy „jego wyniki będą satysfakcjonujące dla opinii publicznej”. Organizacja ta wezwała do natychmiastowego wprowadzenia moratorium na użycie paralizatorów. – Jeśli państwowy radca prawny Kolumbii Brytyjskiej John Les nie powstrzyma użycia taserów, będzie odpowiedzialny za każdy kolejny zgon przez nie wywołany – powiedział szef stowarzyszenia Jason Gratl. Przeciwko użyciu paralizatorów wypowiadała się też kanadyjska organizacja Amnesty International. Dziekański nie jest pierwszą ofiarą – i zapewne też nie ostatnią. Tasery używane są m.in. w Kanadzie i USA. Amnesty International opisuje dramatyczne efekty ich użycia. W 2004 roku w Vancouver 54-letni mężczyzna po użyciu narkotyków demolował hotel. Policjant wystrzelił tylko raz w jego stronę i mężczyzna zmarł. W samej Kolumbii Brytyjskiej od 2003 r. w wyniku użycia paralizatorów przez policję zginęło (poza Dziekańskim) sześć osób. W USA takich ofiar jest około 100.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA