Kraj

Artur P. pozywa do sądu Kancelarię Prezydenta

Artur P., były prezydencki doradca podejrzany o handel kokainą, pozwał do sądu Kancelarię Prezydenta. Za – jak twierdzi – bezprawne zwolnienie go z pracy chce 30 tys. zł odszkodowania.
P. stracił posadę, gdy na jaw wyszły jego kontakty z handlarzami narkotyków, a lubelska prokuratura zarzuciła mu wprowadzenie do obrotu 1,2 kg kokainy.
– Mój klient został bezpodstawnie zwolniony z pracy. Sąd go nie skazał, więc nie ma mowy o popełnieniu przez niego przestępstwa – mówi ŻW mec. Grzegorz Kucharski, obrońca byłego doradcy. Adwokat potwierdza, że pozew przeciwko Kancelarii Prezydenta złożył w sądzie pracy. Chce wezwać na świadków m.in. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.
Afera z byłym doradcą prezydenta w roli głównej wybuchła w lipcu. Na specjalnej konferencji ogłoszono, że miał handlować narkotykami, za co wyrzucono go z pracy. Artura P. zwolniono dyscyplinarnie, podając, że powodem jest popełnienie przestępstwa, które „uniemożliwia jego dalszą pracę na stanowisku doradcy prezydenta RP”. Obrońca Artura P. uważa, że jego klienta zwolniono, łamiąc kodeks pracy.– Powołano się na przepis, który pozwala rozwiązać umowę o pracę w sytuacji, gdy przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu. Tymczasem śledztwo trwa, a wyrok nie zapadł – argumentuje mec. Kucharski. Za – jak twierdzi w pozwie – sprzeczne z prawem zwolnienie Artur P. chce 30 tys. zł odszkodowania, tj. równowartości trzech pensji i... przywrócenia do pracy. Pozew w lipcu wpłynął do wydziału pracy Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy. Ze względu na kaliber sprawy przekazano go do sądu okręgowego. Według lubelskiej prokuratury, Artur P. w ciągu trzech lat wprowadził do obrotu 1,2 kg kokainy. – Tak dużej ilości nie mógł zużyć na swoje potrzeby – twierdzą śledczy, a opinia biegłego sugerująca, że Artur P. nie jest uzależniony od narkotyków, ich w tym utwierdza. Artur P. mówi: nie handlowałem, kokainę zużyłem sam. – Najpierw brałem sporadycznie, w ostatnich dniach przed aresztowaniem nawet do 8 porcji na dobę – zeznał w śledztwie. Psychiatrom, którzy go badali na zlecenie prokuratury, wyznał, że pierwszy raz kupił narkotyk trzy lata temu w stołecznym klubie od Waldemara T. Potem diler przywoził mu towar na telefon, gdy nie miał pieniędzy, dawał na krechę. Kokaina – jak mówił – dodawała mu pewności. Gdy ją brał, nie upijał się alkoholem. Gdy Waldemar T. wpadł, w jego notesie policjanci znaleźli nazwisko Artura P. – Mój klient jest uzależniony od narkotyków. Postawiono mu całkowicie błędny zarzut. Nie ma żadnego dowodu na to, że odsprzedawał czy odstępował kokainę innym osobom – mówi mec. Kucharski. Prokuratura przyznaje, że ustaliła tylko osoby, od których P. kupował kokainę. Kancelaria Prezydenta nie słyszała o pozwie Artura P. do sądu pracy. Mimo prób nie udało nam się uzyskać komentarza ministra Macieja Łopińskiego, który w lipcu na konferencji ujawnił sprawę Artura P.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL