Świat

Ankara daje szansę dyplomatom

Turecki patrol na granicy z Irakiem
AFP
Władze Turcji deklarują, że dadzą szansę dyplomatom i na razie wstrzymają się z decyzją o ataku na kurdyjskie bazy na północy Iraku.
Turcja rozmieściła przy granicy z Irakiem 100 tys. żołnierzy wspieranych przez czołgi, myśliwce F-16 i śmigłowce. Czekają na rozkaz do ataku na ponad 3,5 tys. bojowników Kurdyjskiej Partii Robotniczej (PKK) działających na pograniczu iracko-tureckim.
Wczoraj w Bagdadzie pojawiła się jednak iskierka nadziei na uniknięcie nowego krwawego konfliktu w regionie. – Irak pomoże Turcji w rozprawie z kurdyjskimi separatystami – oświadczył szef dyplomacji Hosziar Zebari po spotkaniu z szefem tureckiego MSZ. Ali Babacan zapewnił, że Ankara także woli zakończyć kryzys na drodze dialogu. Ale odrzucił ofertę zawieszenia broni, którą zgłosiła PKK. Kilka godzin później premier Iraku Nuri al Maliki obiecał, że wszystkie biura PKK zostaną zamknięte, a Bagdad nie pozwoli, by „terroryści” działali na irackiej ziemi. Czy obietnice władz Iraku uspokoją tłumy Turków, którzy od niedzieli żądają od władz w Ankarze podjęcia bardzo zdecydowanych działań przeciw rebeliantom? W zasadzce bojowników zginęło wtedy 12 tureckich żołnierzy. Ich wczorajszy pogrzeb przekształcił się w wielkie manifestacje. – Przeklęta PKK!, niech rząd nie wystawia na próbę naszej cierpliwości – skandował tłum. W niedzielę bojownicy uprowadzili też ośmiu żołnierzy tureckich. Wczoraj pokazali ich zdjęcia w Internecie. Na jednym Turcy pozują na tle flagi PKK, na innym piją herbatę. „Czują się dobrze” – podkreśla PKK. – Obietnice rządu w Bagdadzie wystarczą, ale na bardzo krótko. Jeśli w ciągu kilku dni Irakijczycy nie podejmą konkretnych działań przeciw PKK, Turcy wydadzą rozkaz ataku na kurdyjskie bazy na terenie północnego Iraku – tłumaczy „Rz” Fadi Hakura, ekspert ds. Turcji w brytyjskim Chatham House. Wątpi jednak, by władze irackiego Kurdystanu czy USA użyły siły wobec członków PKK. – By pokazać, że Bagdad traktuje ten problem poważnie, wystarczyłoby, żeby Irakijczycy odcięli kurdyjskim bojownikom dostawy żywności. To mogłoby uciszyć turecki gniew – zauważa Hakura.
Przedstawiciel Demokratycznej Partii Kurdystanu w Polsce Nebi Sherkawey nie wyobraża sobie, by tureccy żołnierze przekroczyli w najbliższych dniach granicę z Irakiem. – Oznaczałoby to wybuch wielkiej wojny i destabilizację całego regionu. Straciliby na tym Turcy, Kurdowie, Irakijczycy i Amerykanie, a zyskaliby wrogowie USA, np. Syria czy Iran – przekonuje „Rz”. Obaj komentatorzy podkreślają, że wkrótce w górach zacznie się zima, a wtedy działania wojenne będą niemożliwe. afp, reuters
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL