Warszawa

Cessna nadal w Wiśle

Fotorzepa, Beata Dudkiewicz
Grupa płetwonurków, która próbowała podnieść z dna Wisły wrak zatopionej miesiąc temu cessny, przerwała pracę. Ministerstwo Transportu nie ma pieniędzy na akcję. Wydobycie wraka jest konieczne, by zakończyć śledztwo w sprawie przyczyn wypadku.
Wczoraj o godz. 8 na wysokości Portu Żerańskiego pojawiły się łódki legionowskiego WOPR. Nurkowie po raz kolejny próbowali wydobyć awionetkę, która we wrześniu runęła do rzeki. Pilot utonął.
Po dwóch godzinach płetwonurkowie zwinęli sprzęt i odpłynęli. Dlaczego? – Umawialiśmy się z Państwową Komisją Badania Wypadków Lotniczych na 15 tys. zł zapłaty za akcję wydobywczą. Jak byliśmy na wodzie, okazało się, że pieniędzy nie będzie – mówi Krzysztof Jaworski prezes WOPR z Legionowa. – My bez opłat ratujemy życie ludzkie. Ale nie prowadzimy za darmo akcji wydobywczych – tłumaczy.
Kiedy wrócą po awionetkę? – Nie wiem. To zależy od komisji i tego, kiedy da nam pieniądze. My jesteśmy przygotowani w każdej chwili wznowić wydobycie cessny. Tym bardziej, że teraz poziom wody w Wiśle jest niski, więc łatwiej jest prowadzić akcję – odpowiada Jaworski. Na wydobycie wraku czeka PKPWL podległa Ministerstwu Transportu i policja, które prowadzą śledztwa w sprawie wypadku. – Jesteśmy zobowiązani do wydobycia wraku. Ale Ministerstwo Transportu nie chce zapłacić – mówi Andrzej Pussak z PKBWL. Teresa Jakutowicz, rzecznik ministerstwa, przyznała, że komisja nie ma budżetu na płacenie za takie akcje. Nie wie też, kiedy resort da środki na wydobycie awionetki. Cessna była własnością firmy Starlinght Air Services.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL