fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Filmowa córka Jeffa Bridgesa, Brada Pitta i Stephena Dorffa

Elle Fanning w filmie „Somewhere” Sofii Coppoli
Forum
Z 11-letnią Elle Fanning o rolach u boku wielkich gwiazd Hollywoodu i jej codziennym życiu rozmawia Barbara Hollender
Rz: Jak bardzo różni się twoje życie od życia innych jedenastolatek?
Elle Fanning: Nie wiem, wcale tego nie czuję. Chodzę do szkoły, mam fajną rodzinę i przyjaciół. Lubię słuchać piosenek Beyonce. A kiedy chcę wybrać się do kina, muszę najpierw zapytać mamę, czy mogę. Jak każda dziewczyna w moim wieku.
Ale nie każda gra w filmach u boku wielkich gwiazd i chodzi po czerwonym dywanie na festiwalu w Wenecji.
No, tak, to jest super. Ale zaimponowałam kolegom tylko raz, gdy na premierę „Zmierzchu", w którym grała moja siostra Dakota, zabrałam przyjaciółkę. Dla niej to było przeżycie, bo kocha się w Pattinsonie. Dakota wcześnie zaczęła dostawać role, ja stanęłam pierwszy raz przed kamerą, gdy miałam 2 lata. Oswoiłyśmy się z różnymi galami, a poza tym one nie zdarzają się często. Na co dzień jest zwykła praca.
Nie miałaś tremy wchodząc w świat ludzi, których znałaś z kina, telewizji, kolorowych pism?
Nie. Moja siostra grała w filmach, więc pomyślałam: „Ja też mogę".
W swoim filmowym życiu miałaś bardzo sławnych ojców: Jeffa Bridgesa, Brada Pitta, teraz Stephena Dorffa.
W filmie „Babel" Brad Pitt pracował w Maroku, a ja w Meksyku. Spotkaliśmy się tylko raz, powiedział na powitanie: „Cześć, mała, nareszcie cię poznałem, a przecież to nasz drugi wspólny film". To prawda, wcześniej grałam w „Przypadku Benjamina Buttona". Natomiast Stephen Dorff był dla mnie jak prawdziwy tata.
W „Somewhere. Między miejscami" czuje się między wami prawdziwą chemię.
Bo polubiliśmy się. Trochę dzięki Sofii. Na długo przed rozpoczęciem poprosiła, żebyśmy czasem ze Stephenem razem gdzieś poszli, poznali się lepiej. No i on kilka razy zabrał mnie na spacer albo kręgle. Raz nawet przyszedł do mnie do szkoły, na mecz siatkówki.
W filmie jeździsz na łyżwach. Sama, bez dublerki.
Codziennie przed szkołą, o piątej rano chodziłam na lodowisko i ćwiczyłam z trenerką. Przez dwa miesiące, dzień w dzień. Jestem przyzwyczajona do różnych zajęć, od dziecka uczyłam się tańca baletowego i śpiewu. Jak gram w filmie, to po zejściu planu, zawsze siadam do nauki z nauczycielką. Nie mogę przecież oblać egzaminów.
Nie czujesz się przepracowana?
Skądże! Zresztą, gram przez dwa, trzy miesiące w roku, a potem mam wolne. I zaraz tęsknię za kinem.
Dlaczego?
Przy pracy nad „Somewhere" chodziłam po Chateau Marmont i myślałam: „Boże, po tych samych korytarzach chodziła kiedyś Marilym Monroe". Czy nie super? Gdy miałam 9 lat, byłam z filmem w Budapeszcie. Z Inarritu spędziliśmy kilka tygodni w Meksyku. Dzięki temu mam na przykład ochotę poznawać inne języki. Moja babcia była z pochodzenia Niemką, miała ośmioro dzieci, ale nie mówiła do nich nigdy po niemiecku. Tata nie zna tego języka, ja chcę się go nauczyć.
„Somewhere" to film także o tym, że hollywoodzkie gwiazdy tracą kontakt z prawdziwym życiem. Nie boisz się tego?
Nie. Poza planem Dakota i ja mamy normalne życie. Koledzy też nie rozmawiają ze mną o moich rolach.
A kupiłaś sobie coś specjalnego za własne pieniądze?
O każdy ciuch czy buty muszę prosić mamę. Nie dysponuję swoimi pieniędzmi, nawet nie wiem, ile zarabiam. Tym zajmują się rodzice.
Myślisz czasem o przyszłości?
Tak, bardzo chcę grać. Ale też uwielbiam modę. Jak będę starsza, może uda mi obie te rzeczy łączyć. Kiedyś chciałam zostać baletnicą, ale kariera tancerki trwa bardzo krótko, a grać można przez całe życie.
Za kilka lat czeka cię trudny moment. Niełatwo jest zamienić się z dziecięcej gwiazdy w dorosłego aktora.
Kilku aktorkom się to udało, dlaczego ma się nie udać mnie? Zresztą, cóż w tym dziwnego? Każdy musi kiedyś dorosnąć. Niezależnie od tego, co robi.
Rozmawiała Barbara Hollender
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA