fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Lisicki o fikcyjnej kłótni między gen. Błasikiem a pilotem

Paweł Lisicki, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej" i nowego tygodnika "Uważam Rze"
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Dziesiątego kwietnia przed wylotem z Warszawy do Smoleńska na wojskowym Okęciu doszło do kłótni między dowódcą załogi tupolewa kpt. Arkadiuszem Protasiukiem a dowódcą Sił Powietrznych gen. Andrzejem Błasikiem – ustaliła TVN 24
Scenę zarejestrowała kamera przemysłowa. O kłótni zeznają też świadkowie. Sprawę bada prokuratura wojskowa i komisja Jerzego Millera". Tak brzmiała pierwsza informacja z 24 lutego na portalu TVN 24.
W sobotę 26 lutego „Gazeta Wyborcza" podała na pierwszej stronie, że „awanturę (...) słyszał chorąży Biura Ochrony Rządu". Co więcej, „GW" zacytowała tajemniczego oficera BOR, który powiedział, że „generał zwymyślał go [kpt. Protasiuka] w wulgarnych słowach. Kazał mu iść do kokpitu". Na stronie trzeciej ta sama informacja jeszcze bardziej wybita. Znowu czytam: „Jest świadek, który słyszał, jak tuż przed wylotem prezydenckiego TU-154 dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik zwymyślał kapitana samolotu Arkadiusza Protasiuka. Awanturę słyszał chorąży BOR. Ale nie powiedział o niej prokuratorowi". W podobnym duchu zbudowana jest informacja tej samej gazety z poniedziałku.
 
Rzeczywiście, wszystko zdawało się doskonale do siebie pasować. Zwolennicy teorii winy śp. prezydenta mogli zacierać ręce. Wreszcie, sądzili, znaleźli brakujące ogniwo w łańcuchu. Wreszcie mieli dowód na naciski na pilotów. I choć to wciąż za mało, by bezpośrednią odpowiedzialnością obciążyć Lecha Kaczyńskiego, byli już tego blisko. Bardzo blisko.
 
Tymczasem 16 marca z tej samej „GW", tym razem na dole piątej strony, pod niezbyt rzucającym się w oczy tytułem – „Nie ma nagrania kłótni" – można się dowiedzieć, że ani nagrania, ani świadka nie znaleziono. „GW" wprawdzie się nie poddaje, bo lista świadków nie jest zamknięta, a chorąży BOR wciąż nie zeznawał. Jednak wydaje się, że nadzieje specjalistów z Czerskiej oparte są na kruchych podstawach. „Kłótni pomiędzy gen. Andrzejem Błasikiem a kapitanem Arkadiuszem Protasiukiem nie było" – stwierdził dobitnie płk Zbigniew Rzepa, rzecznik naczelnego prokuratora wojskowego. A więc hipoteza o naciskach znowu rozpadła się niczym domek z kart.
Dla mnie sprawa rzekomej awantury to przejaw choroby mediów. Skoro „GW" od początku przyjęła, że w taki czy inny sposób Lech Kaczyński wywierał nacisk na pilotów, to zrobi wszystko, by tego dowieść. Powoła się na anonimowych oficerów i rzekomo nagrany film. Jest to dokładnie ten sam rodzaj zacietrzewienia, który wcześniej doprowadził „Gazetę Polską" do sugerowania, że niektórzy oficerowie BOR przeżyli katastrofę i zdążyli zadzwonić do domu.
Byle postawić na swoim – jedni udowodnić winę śp. prezydenta, inni dowieść zamachu – media nie wahają się deptać uczuć ofiar i ich rodzin. Ciekawe, czy teraz dziennikarze piszący o rzekomej awanturze mieliby odwagę spojrzeć w oczy wdowie po generale Błasiku. Nie sądzę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA